09/10/2026
Zamki w drzwiach to za mało. Nauczyciel potrzebuje też tarczy prawnej – a w Piasecznie dostaje ją radny
Dziś Mazowiecka Kurator Oświaty zwołała pilną naradę o bezpieczeństwie w szkołach. Zalecenia: procedury, kontrola wejść, patrole, czujność. Słusznie. Ale bezpieczeństwo w szkole to nie tylko zamki w drzwiach. To także pewność nauczyciela, że gdy stanie naprzeciw roszczeniowego rodzica, nie zostanie sam.
Prawo daje mu tę pewność od lat – artykuł 63 Karty Nauczyciela. Pytanie, czy organ prowadzący w Piasecznie w ogóle o nim pamięta.
W mediach trwa szeroka dyskusja: rola wychowawcza szkoły, odpowiedzialność rodziców, potrzebne zmiany w prawie, apele do Prezydenta, by ich nie blokował. Część tych zmian zapewne jest konieczna – sytuacja wychowawcza w szkołach zmienia się szybciej niż przepisy.
Spójrzmy jednak lokalnie. Zanim zażądamy nowych przepisów, zapytajmy, jak wykorzystywane są te, które już obowiązują. I kto ma je stosować.
Co mówi prawo
Karta Nauczyciela, art. 63 ust. 2:
„Organ prowadzący szkołę i dyrektor szkoły są obowiązani z urzędu występować w obronie nauczyciela, gdy ustalone dla nauczyciela uprawnienia zostaną naruszone.”
Nie „mogą”. Nie „w miarę możliwości”. Są obowiązani. Z urzędu.
Prawo oświatowe, art. 10 ust. 1 pkt 1, dokłada do tego odpowiedzialność organu prowadzącego za zapewnienie „bezpiecznych i higienicznych warunków nauki, wychowania i opieki”. Wychowania – nie tylko budynku.
A jednocześnie Prawo oświatowe wyznacza granicę. Art. 57 ust.
4: organ prowadzący, który nie sprawuje nadzoru pedagogicznego, w sprawach dydaktyczno-wychowawczych i opiekuńczych może występować z wnioskami do dyrektora szkoły lub kuratorium. Tylko tyle. Nie interweniuje w klasie, nie rozlicza uwag w dzienniku, nie staje między nauczycielem a uczniem.
Krótko: organ prowadzący ma bronić nauczyciela, a nie go wychowywać.
Jeden na trzydziestu
Na co dzień nauczyciel staje przed 20–30 uczniami. I przed 20–30 rodzinami, które mają bardzo różne oczekiwania. Część rodziców współpracuje. Część jest roszczeniowa, wypiera problemy własnych dzieci i oczekuje od szkoły cudów wychowawczych. Często to ludzie dobrze sytuowani, z pieniędzmi, czasem i znajomościami, gotowi wejść w spór – także sądowy.
Nauczyciel w takim sporze stoi sam. To nie jest równa walka.
Po to właśnie jest art. 63. Rodzic, który wchodzi w konflikt z nauczycielem, powinien wiedzieć, że wchodzi w konflikt ze szkołą i z gminą – z instytucją, która ma prawników, procedury i obowiązek reagowania. Nie chodzi o ochronę nauczyciela, który łamie przepisy. Chodzi o wyrównanie sił.
Piaseczno: organ prowadzący po drugiej stronie
U nas papierkiem lakmusowym jest historia CEM.
Wiceburmistrz przychodzi do szkoły interweniować, bo nauczycielka wpisała uwagę dziecku radnego. Jak sama przyznała, nie była to jednostkowa interwencja – w sprawach wychowawczych uczniów w szkołach interweniowała wielokrotnie. Bez nadzoru pedagogicznego, bez kompetencji merytorycznych i bez podstawy prawnej, którą art. 57 ust. 4 ogranicza do złożenia wniosku.
Radny Piotr Sędziak kwestionuje działania wychowawcze szkoły, w tym kierowanie spraw do sądu, i zapowiada pozwy za – jego zdaniem – bezpodstawne działania wobec innych dzieci. Radny, który nie ma ani przygotowania, ani kompetencji, ani uprawnień, by oceniać pracę wychowawczą szkoły.
Radni i wiceburmistrz obserwują profil profil hejterski. Drugi profil hejterski, na którym wyszydza się nauczycieli i rodziców, organ prowadzący udaje, że nie dostrzega nie robi nic, by ten profil zamknąć ani by wesprzeć nauczycieli, którzy są tam ośmieszani.
Na posiedzenie komisji problemową wiceburmistrz przyprowadza panią Renatę Siwecką, przedstawianą jako dziennikarka.
Wspólnie przekonują radnych, że hejt wobec nauczycieli i rodziców to nie sprawa organu prowadzącego, tylko „prywatny problem” poszkodowanych.
To dokładne przeciwieństwo art. 63 ust. 2. Zamiast stać za nauczycielem – organ staje naprzeciw niego.
Skutek? Nauczyciel uczy się nie widzieć
Nauczyciel, który wie, że za reakcję może zapłacić wizytą wiceburmistrz, groźbą utraty pracy, pozwu czy memem w internecie, wyciąga prosty wniosek: dla własnego bezpieczeństwa lepiej nie reagować. Nie wpisywać uwagi. Nie zgłaszać. Nie zauważać.
A każde takie „nie zauważę” przesuwa granicę. Rodzice, którzy raz przekonali się, że nacisk działa, naciskają mocniej. Uczniowie, którzy raz przekonali się, że nikt nie zareaguje, sprawdzają, gdzie jest następna granica.
I potem zwołujemy pilne narady.
Najpierw stosujmy prawo, które mamy
Żeby nie było niejasności: to nie jest próba zrzucenia na kogokolwiek odpowiedzialności za ostatnie incydenty. To apel, by zmiany zacząć od przestrzegania obowiązujących przepisów i od wykorzystania narzędzi, które już dziś służą wsparciu nauczycieli i szkół. Dyskusje o wychowaniu, roli rodziców i potrzebnych zmianach w prawie są ważne i trzeba je prowadzić. Nie mogą jednak stać się wymówką, by nie robić tego, co już teraz należy do obowiązków samorządu. Nowe przepisy będą za miesiące albo lata. Nauczyciel staje przed klasą w poniedziałek.
Zmieniajmy przepisy, jeśli trzeba. Ale zacznijmy od tego, by stosować i przestrzegać te, które już są.
Bo obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa w szkole, o którym dziś mówi Kuratorium i który spoczywa na organie prowadzącym, to nie tylko zamki, kamery i jedno wejście. To także bezpieczeństwo prawne nauczyciela. To zamiana nierównego starcia „jeden na trzydziestu” w relację „trzydziestu z instytucją”.
Pytamy więc wprost:
Ile razy w ostatnich latach Gmina Piaseczno, jako organ prowadzący, wystąpiła z urzędu w obronie nauczyciela – tak, jak nakazuje jej art. 63 Karty Nauczyciela?
Przepraszamy. Wystąpiła.
W obronie dyrektor Anny Krasuskiej – radnej powiatowej z ramienia Koalicji Obywatelskiej, która kieruje szkołą, bez posiadania niezbędnych kwalifikacji, a postępowanie w sprawie unieważnienia jej aktu nadania stopnia nauczyciela mianowanego jest przeciągane przez Ministerstwo Edukacji.
No cóż. Swoi nie muszą czekać w kolejkach do lekarza I nie muszą mieć kwalifikacji aby zajmować stanowisko dyrektora. A nauczyciel niech radzi sobie sam.
A ile razy jej przedstawiciele wystąpili przeciwko nauczycielowi?
I kto ma uczyć dzieci szacunku do szkoły, skoro władze gminy same go nie okazują?