Piaseczno bez maski

Strona internetowa

Piaseczno bez maski rejestrowych, z dnia 20 października 2025 r., sygn. akt VII Ns Rej PR 629/25.

„PiasecznoBezMaski.pl” jest zarejestrowanym tytułem prasowym na mocy postanowienia Sądu Okręgowego w Warszawie, VII Wydział Cywilny Rodzinny i Rejestrowy, Sekcja ds.

Zamki w drzwiach to za mało. Nauczyciel potrzebuje też tarczy prawnej – a w Piasecznie dostaje ją radnyDziś Mazowiecka K...
09/10/2026

Zamki w drzwiach to za mało. Nauczyciel potrzebuje też tarczy prawnej – a w Piasecznie dostaje ją radny

Dziś Mazowiecka Kurator Oświaty zwołała pilną naradę o bezpieczeństwie w szkołach. Zalecenia: procedury, kontrola wejść, patrole, czujność. Słusznie. Ale bezpieczeństwo w szkole to nie tylko zamki w drzwiach. To także pewność nauczyciela, że gdy stanie naprzeciw roszczeniowego rodzica, nie zostanie sam.

Prawo daje mu tę pewność od lat – artykuł 63 Karty Nauczyciela. Pytanie, czy organ prowadzący w Piasecznie w ogóle o nim pamięta.

W mediach trwa szeroka dyskusja: rola wychowawcza szkoły, odpowiedzialność rodziców, potrzebne zmiany w prawie, apele do Prezydenta, by ich nie blokował. Część tych zmian zapewne jest konieczna – sytuacja wychowawcza w szkołach zmienia się szybciej niż przepisy.

Spójrzmy jednak lokalnie. Zanim zażądamy nowych przepisów, zapytajmy, jak wykorzystywane są te, które już obowiązują. I kto ma je stosować.

Co mówi prawo

Karta Nauczyciela, art. 63 ust. 2:

„Organ prowadzący szkołę i dyrektor szkoły są obowiązani z urzędu występować w obronie nauczyciela, gdy ustalone dla nauczyciela uprawnienia zostaną naruszone.”

Nie „mogą”. Nie „w miarę możliwości”. Są obowiązani. Z urzędu.
Prawo oświatowe, art. 10 ust. 1 pkt 1, dokłada do tego odpowiedzialność organu prowadzącego za zapewnienie „bezpiecznych i higienicznych warunków nauki, wychowania i opieki”. Wychowania – nie tylko budynku.

A jednocześnie Prawo oświatowe wyznacza granicę. Art. 57 ust.
4: organ prowadzący, który nie sprawuje nadzoru pedagogicznego, w sprawach dydaktyczno-wychowawczych i opiekuńczych może występować z wnioskami do dyrektora szkoły lub kuratorium. Tylko tyle. Nie interweniuje w klasie, nie rozlicza uwag w dzienniku, nie staje między nauczycielem a uczniem.

Krótko: organ prowadzący ma bronić nauczyciela, a nie go wychowywać.

Jeden na trzydziestu

Na co dzień nauczyciel staje przed 20–30 uczniami. I przed 20–30 rodzinami, które mają bardzo różne oczekiwania. Część rodziców współpracuje. Część jest roszczeniowa, wypiera problemy własnych dzieci i oczekuje od szkoły cudów wychowawczych. Często to ludzie dobrze sytuowani, z pieniędzmi, czasem i znajomościami, gotowi wejść w spór – także sądowy.

Nauczyciel w takim sporze stoi sam. To nie jest równa walka.
Po to właśnie jest art. 63. Rodzic, który wchodzi w konflikt z nauczycielem, powinien wiedzieć, że wchodzi w konflikt ze szkołą i z gminą – z instytucją, która ma prawników, procedury i obowiązek reagowania. Nie chodzi o ochronę nauczyciela, który łamie przepisy. Chodzi o wyrównanie sił.

Piaseczno: organ prowadzący po drugiej stronie

U nas papierkiem lakmusowym jest historia CEM.
Wiceburmistrz przychodzi do szkoły interweniować, bo nauczycielka wpisała uwagę dziecku radnego. Jak sama przyznała, nie była to jednostkowa interwencja – w sprawach wychowawczych uczniów w szkołach interweniowała wielokrotnie. Bez nadzoru pedagogicznego, bez kompetencji merytorycznych i bez podstawy prawnej, którą art. 57 ust. 4 ogranicza do złożenia wniosku.

Radny Piotr Sędziak kwestionuje działania wychowawcze szkoły, w tym kierowanie spraw do sądu, i zapowiada pozwy za – jego zdaniem – bezpodstawne działania wobec innych dzieci. Radny, który nie ma ani przygotowania, ani kompetencji, ani uprawnień, by oceniać pracę wychowawczą szkoły.

Radni i wiceburmistrz obserwują profil profil hejterski. Drugi profil hejterski, na którym wyszydza się nauczycieli i rodziców, organ prowadzący udaje, że nie dostrzega nie robi nic, by ten profil zamknąć ani by wesprzeć nauczycieli, którzy są tam ośmieszani.

Na posiedzenie komisji problemową wiceburmistrz przyprowadza panią Renatę Siwecką, przedstawianą jako dziennikarka.
Wspólnie przekonują radnych, że hejt wobec nauczycieli i rodziców to nie sprawa organu prowadzącego, tylko „prywatny problem” poszkodowanych.

To dokładne przeciwieństwo art. 63 ust. 2. Zamiast stać za nauczycielem – organ staje naprzeciw niego.
Skutek? Nauczyciel uczy się nie widzieć

Nauczyciel, który wie, że za reakcję może zapłacić wizytą wiceburmistrz, groźbą utraty pracy, pozwu czy memem w internecie, wyciąga prosty wniosek: dla własnego bezpieczeństwa lepiej nie reagować. Nie wpisywać uwagi. Nie zgłaszać. Nie zauważać.

A każde takie „nie zauważę” przesuwa granicę. Rodzice, którzy raz przekonali się, że nacisk działa, naciskają mocniej. Uczniowie, którzy raz przekonali się, że nikt nie zareaguje, sprawdzają, gdzie jest następna granica.

I potem zwołujemy pilne narady.

Najpierw stosujmy prawo, które mamy

Żeby nie było niejasności: to nie jest próba zrzucenia na kogokolwiek odpowiedzialności za ostatnie incydenty. To apel, by zmiany zacząć od przestrzegania obowiązujących przepisów i od wykorzystania narzędzi, które już dziś służą wsparciu nauczycieli i szkół. Dyskusje o wychowaniu, roli rodziców i potrzebnych zmianach w prawie są ważne i trzeba je prowadzić. Nie mogą jednak stać się wymówką, by nie robić tego, co już teraz należy do obowiązków samorządu. Nowe przepisy będą za miesiące albo lata. Nauczyciel staje przed klasą w poniedziałek.

Zmieniajmy przepisy, jeśli trzeba. Ale zacznijmy od tego, by stosować i przestrzegać te, które już są.

Bo obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa w szkole, o którym dziś mówi Kuratorium i który spoczywa na organie prowadzącym, to nie tylko zamki, kamery i jedno wejście. To także bezpieczeństwo prawne nauczyciela. To zamiana nierównego starcia „jeden na trzydziestu” w relację „trzydziestu z instytucją”.

Pytamy więc wprost:

Ile razy w ostatnich latach Gmina Piaseczno, jako organ prowadzący, wystąpiła z urzędu w obronie nauczyciela – tak, jak nakazuje jej art. 63 Karty Nauczyciela?

Przepraszamy. Wystąpiła.

W obronie dyrektor Anny Krasuskiej – radnej powiatowej z ramienia Koalicji Obywatelskiej, która kieruje szkołą, bez posiadania niezbędnych kwalifikacji, a postępowanie w sprawie unieważnienia jej aktu nadania stopnia nauczyciela mianowanego jest przeciągane przez Ministerstwo Edukacji.

No cóż. Swoi nie muszą czekać w kolejkach do lekarza I nie muszą mieć kwalifikacji aby zajmować stanowisko dyrektora. A nauczyciel niech radzi sobie sam.

A ile razy jej przedstawiciele wystąpili przeciwko nauczycielowi?

I kto ma uczyć dzieci szacunku do szkoły, skoro władze gminy same go nie okazują?

08/10/2026

W trosce o bezpieczeństwo dzieci, w związku z ostatnimi wydarzeniami na terenie placówek oświatowych województwa mazowieckiego, podejmujemy działania prewencyjnie w gminnych placówkach edukacyjnych.

W związku z niepokojącymi doniesieniami medialnymi oraz informacjami Komendanta Powiatowego Policji w Piasecznie, prosimy o pozostawienie dzieci w domu w dniu 9 października 2026 r. Dotyczy to zarówno przedszkolaków, jak i uczniów szkół.

W tym dniu będą odbywały się zajęcia edukacyjne lub zajęcia opiekuńczo-wychowawcze. Decyzję podejmie dyrektor.

Ważne jest, aby dzieci pozostawały w domach, a nie przebywały bez opieki na zewnątrz. W sytuacji, gdy rodzice lub opiekunowie nie będą mogli zapewnić tego dnia dzieciom opieki we własnym zakresie, można przyprowadzić dziecko do szkoły, gdzie opieka zostanie uczniom zapewniona.

Dyrektorzy szkół podstawowych zostali zobowiązani do wzmożonej kontroli bezpieczeństwa, do szkół będą wpuszczani tylko uczniowie! Przy szkołach pojawią się również patrole Policji i Straży Miejskiej.

Dyrektorzy szkół szczegółowe informacje przekażą rodzicom poprzez dziennik elektroniczny.

Prosimy o zachowanie spokoju i korzystanie tylko ze sprawdzonych źródeł informacji.

Władze Gminy Piaseczno pozostają w stałym kontakcie z Policją, Strażą Miejską w Piasecznie oraz dyrektorami szkół i przedszkoli i będą reagowały na każdy sygnał dotyczący bezpieczeństwa w placówkach.

🚨 PILNE! STOŁECZNA POLICJA APELUJE, ABY DZIECI POZOSTAŁY JUTRO W DOMACH!W związku z ostatnimi tragicznymi wydarzeniami w...
08/10/2026

🚨 PILNE! STOŁECZNA POLICJA APELUJE, ABY DZIECI POZOSTAŁY JUTRO W DOMACH!

W związku z ostatnimi tragicznymi wydarzeniami w szkołach na terenie województwa mazowieckiego do rodziców uczniów szkół w Piasecznie trafił dziś komunikat.

W wiadomości czytamy:

„W związku z zaistniałymi w ostatnich dniach wydarzeniami, piaseczyńska policja zwraca się z apelem, aby w razie możliwości dzieci pozostały jutro w domach”.

⚠️ To bardzo ważna informacja, ale podkreślamy, że apel nie jest równoznaczny z decyzją o zamknięciu szkoły.

Docierają do nas również informacje o możliwych ograniczeniach funkcjonowania placówek oświatowych na Mazowszu.

Wiemy już, że w niektórych miejscowościach, m.in. w Pułtusku i Legionowie, podjęto decyzje o zamknięciu wybranych szkół w piątek 9 października.

Apelujemy do wszystkich rodziców i opiekunów z gminy Piaseczno oraz całego powiatu piaseczyńskiego:

📌 Sprawdzajcie na bieżąco wiadomości w dziennikach elektronicznych Librus i Vulcan.

📌 Śledźcie oficjalne strony internetowe szkół i komunikaty dyrekcji.

📌 Zwracajcie uwagę na informacje dotyczące organizacji jutrzejszych zajęć.

Prosimy o zachowanie spokoju. Sytuacja jest poważna, dlatego szczególnie ważne jest przekazywanie informacji sprawdzonych i potwierdzonych.

Jeżeli otrzymaliście już komunikaty ze swoich szkół, możecie poinformować nas o ich treści.

Będziemy na bieżąco przekazywać kolejne potwierdzone informacje.

👏 JAWNOŚĆ? JESTEŚMY NA TAK!Burmistrz Daniel Putkiewicz zapowiedział wczoraj nową zasadę. I trudno nie odczytywać jej w k...
08/10/2026

👏 JAWNOŚĆ? JESTEŚMY NA TAK!

Burmistrz Daniel Putkiewicz zapowiedział wczoraj nową zasadę. I trudno nie odczytywać jej w kontekście ostatnich wydarzeń związanych z data center przy ul. Energetycznej.

To właśnie przy tej inwestycji pojawił się problem, na który zwracaliśmy uwagę: sposób opisania i nazwania przedsięwzięcia w BIP utrudniał mieszkańcom zorientowanie się, że publikowane informacje dotyczą właśnie planowanego data center.

W naszej ocenie był to błąd.

Bo można powiedzieć: „przecież informacja była w BIP”. Tylko że jawność nie powinna polegać na tym, żeby mieszkaniec musiał domyślać się, jak urząd nazwał inwestycję, której dokumentów szuka.

I właśnie po ostatnich wydarzeniach burmistrz zapowiada:

👉 informacje o rozpoczynanych postępowaniach dotyczących przedsięwzięć mogących znacząco oddziaływać na środowisko oraz o kończących je decyzjach będą publikowane również w kanałach komunikacyjnych gminy i burmistrza oraz przekazywane Radzie Miejskiej.

Bardzo nas to cieszy.

Jeżeli doświadczenia związane z data center prowadzą do zmiany sposobu informowania mieszkańców, to jest to krok w dobrą stronę.

Liczymy tylko, że będzie to pierwszy krok do szerszej polityki jawności w naszej gminie, bo mamy jeszcze co robić.

🎥 Nagrania z komisji Rady Miejskiej

W ostatnich dniach radny Maciej Dłużniewski - człowiek orkiestra wnioskował o stworzenie miejsca, w którym mieszkańcy będą mogli oglądać zapisane nagrania z poszczególnych komisji problemowych Rady Miejskiej.

I to jest właśnie proste, projawnościowe rozwiązanie.

Po co mieszkaniec ma za każdym razem składać wniosek o istniejące nagranie?

Wniosek trzeba odebrać. Trzeba na niego odpowiedzieć. Trzeba odnaleźć materiał i go przesłać. To również dodatkowa praca dla pań z Biura Rady.

Wrzućmy nagrania w jedno publicznie dostępne miejsce.

A najlepiej pójdźmy krok dalej i zacznijmy transmitować komisje Rady Miejskiej.

Prosto. Szybko. Mniej pracy. Więcej jawności.
Nic nie stoi na przedzkodzie by tak robić,. Daleko takie przyklady szukac nie musimy- Gmina Lesznowola

📄 Publikujmy wnioski o informację publiczną wraz z odpowiedziami

Panie Burmistrzu Daniel Putkiewicz kolejny prosty pomysł.

Stwórzmy w BIP łatwo dostępny i przeszukiwalny rejestr wniosków o informację publiczną wraz z odpowiedziami i udostępnionymi dokumentami – oczywiście po niezbędnej anonimizacji.

Jeżeli jedna osoba już zapytała o daną sprawę i otrzymała odpowiedź, kolejni mieszkańcy mogliby ją po prostu znaleźć.

Mniej powielanych wniosków. Mniej pracy urzędu. Łatwiejszy dostęp do informacji.

Jawność może naprawdę ułatwiać pracę urzędu, a nie ją komplikować.

🔎 I jeszcze nasz BIP

Tu również mamy trochę do zrobienia.

Dokumenty powinny być publikowane w formie, która pozwala je wyszukiwać, przeszukiwać i kopiować ich treść, a nie wyłącznie jako skany czy nieprzeszukiwalne pliki.

Bo nie wystarczy odpowiedzieć:

„Informacja była w BIP”.

Trzeba jeszcze zapytać:

Czy mieszkaniec mógł ją znaleźć?
Czy wiedział, czego dotyczy?
Czy nazwa dokumentu pozwalała mu ją odnaleźć?
Czy mógł z niej rzeczywiście skorzystać?

Sprawa data center bardzo dobrze pokazała, dlaczego te pytania są ważne.

Dlatego dzisiejszą deklarację burmistrza przyjmujemy z dużym zadowoleniem.

👏 Brawo za ten krok.

Liczymy, że nie będzie to jednorazowa reakcja na ostatnie wydarzenia, ale że projawnościowe podejście na stałe zagości w Gmina Piaseczno

My, jak zawsze – będziemy się temu przyglądać.

Bo prawdziwa jawność to nie sztuka schowania informacji w BIP. To sztuka podania jej tak, żeby mieszkaniec mógł ją znaleźć, zrozumieć i wykorzystać.
Sieć Obywatelska - Watchdog Polska

Burmistrz nie wie, kto spotykał się z inwestorem? Lekcja z warsztatów o informacji publicznejW piątek spotkaliśmy się z ...
07/10/2026

Burmistrz nie wie, kto spotykał się z inwestorem? Lekcja z warsztatów o informacji publicznej

W piątek spotkaliśmy się z mieszkańcami Piaseczna na warsztatach o dostępie do informacji publicznej. Rozmawialiśmy o tym, jak pisać wnioski, co jest informacją publiczną i jak RODO ma się do jawności. Bardzo szybko trafił nam się też prawdziwy przykład z życia: odpowiedź Burmistrza Miasta i Gminy
Piaseczno na wniosek jednej z mieszkanek. Urząd najpierw przesunął termin odpowiedzi. Potem odpisał, że nie wie, kto, kiedy i w jakim celu spotykał się z przedstawicielami inwestora.

Na tym przykładzie pokazujemy, jakie błędy popełnia urząd i jak pisać wnioski, żeby później skutecznie domagać się odpowiedzi, także przed sądem.

Przesunął termin, więc obiecał odpowiedź

Burmistrz pisze, że odpowiada na wniosek, przy którym wcześniej wydłużył termin. Ustawa o dostępie do informacji publicznej daje urzędowi na odpowiedź 14 dni. Jeśli nie zdąży, musi w tym czasie podać przyczynę opóźnienia i nowy termin, nie późniejszy niż dwa miesiące od złożenia wniosku (art. 13 ust.
2) Urząd, który przesuwa termin, sam przyznaje, że wniosek dotyczy informacji publicznej, że ją ma i że ją udostępni, tylko potrzebuje więcej czasu.

Jeśli po takim zawiadomieniu urząd odmawia albo pisze, że informacji nie ma, przeczy temu, co sam zapowiedział. Sądy administracyjne oceniają odpowiedzi urzędów według zasad dobrej administracji z art. 8, 9 i 11 Kodeksu postępowania administracyjnego. Chodzi przede wszystkim o zasadę pogłębiania zaufania obywateli do władzy publicznej. NSA w wyroku z 3 stycznia 2013 r. (I OSK 2244/12) napisał, że urząd, który twierdzi, że nie ma informacji, musi to uprawdopodobnić, a jego odpowiedź „musi być przekonująca”. Urząd, który najpierw obiecuje odpowiedź, a potem się z niej wycofuje, podważa zaufanie do samego siebie. W sądzie taka niekonsekwencja działa na korzyść wnioskodawczyni.
Kalendarz spotkań to informacja publiczna

Mieszkanka pytała między innymi o rejestr spotkań, czyli w praktyce o kalendarz. Informacja o tym, z kim i w jakiej sprawie spotyka się osoba sprawująca władzę, jest informacją publiczną. Spotkanie służbowe burmistrza czy jego zastępcy z inwestorem to nie prywatna sprawa, tylko wykonywanie funkcji publicznej.

Potwierdził to Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu. W wyroku z 21 marca 2024 r. w sprawie Sieć Obywatelska Watchdog Polska przeciwko Polsce (skarga nr 10103/20) chodziło o kalendarz spotkań Prezes Trybunału Konstytucyjnego. Polskie sądy uznały, że nie jest to informacja publiczna. Strasburg orzekł, że Polska naruszyła w ten sposób wolność wypowiedzi (art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka).

Trybunał napisał:

„Władze krajowe nie powołały się jednak na żaden z tych powodów w celu uzasadnienia odmowy dostępu do informacji. (…) Ograniczyły one swoją argumentację do stwierdzenia, że żądane informacje nie mogą zostać uznane za »publiczne« w rozumieniu przepisów krajowych, a zatem nie podlegają ujawnieniu.”

Wniosek jest prosty. Jeśli urząd chce ukryć kalendarz spotkań, nie wystarczy mu stwierdzenie, że to „nie jest informacja publiczna”. Musi wskazać konkretny powód, na przykład bezpieczeństwo albo ochronę prywatności. Spotkania urzędników z inwestorem nie mają z prywatnością nic wspólnego.
„Nie wiemy, kto się spotykał”. To jest dopiero problem

Najciekawsza jest odpowiedź na pierwsze z czterech pytań.

Wynika z niej, że w urzędzie nie wiadomo, kto, kiedy i po co spotykał się z przedstawicielami inwestora. Inwestycja, która dotyczy tysięcy mieszkańców, jest przygotowywana na spotkaniach, po których nie zostaje ślad: nie ma notatek, nie ma dat, nie wiadomo, kto w nich uczestniczył.

Rodzi się pytanie: czy gmina działa według przyjętego planu i własnych zasad, czy reaguje doraźnie, pod dyktando inwestora i na jego warunkach? Jeśli urząd nie potrafi odtworzyć własnych kontaktów z inwestorem, to mieszkańcy nie mają jak sprawdzić, kto i na jakich warunkach podejmuje decyzje o ich otoczeniu.

Odmowa musi być decyzją, a nie pismem

To jeden z najczęstszych błędów urzędów. Odmowa udostępnienia informacji publicznej wymaga wydania decyzji administracyjnej (art. 16 ustawy). Decyzja musi mieć uzasadnienie i pouczenie o odwołaniu. Jeśli urząd zamiast decyzji przysyła zwykłe pismo informacyjne, w którym pisze, że informacji „nie udzieli”, że to „dokument wewnętrzny” albo że odpowiedź jest niepełna, to takie pismo nie jest prawną odmową. Mamy wtedy do czynienia z bezczynnością organu, na którą można złożyć skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.

Dwie rady na koniec

1. Jedno pytanie, jeden wniosek. Zalecamy rozdzielać pytania na osobne wnioski. Łatwiej wtedy polemizować z gminą, a każdą odmowę albo bezczynność da się czytelnie i osobno zaskarżyć do WSA. Kiedy w jednym piśmie jest dziesięć pytań, urząd odpowiada na trzy, a z resztą trzeba walczyć w jednym, zagmatwanym postępowaniu.

2. Nie uzasadniaj wniosku. Przy zwykłej informacji publicznej nie musisz wyjaśniać, po co ci ona. Uzasadnienie to zbędna informacja, którą urząd może wykorzystać do odmowy albo do sporu z tobą. Wystarczy napisać, o co prosisz i w jakiej formie chcesz dostać odpowiedź.

Informacja publiczna nie jest łaską urzędu, tylko konstytucyjnym prawem każdego z nas (art. 61 Konstytucji RP). Ale jak każde prawo, trzeba umieć z niego korzystać.

06/10/2026

Sklep, którego nie ma, i serwery, których nikt nie produkuje. Gdy na spotkaniu o data center mity stają się faktami, a fakty mitami

• Publicznego spotkania nie da się schować za RODO. Sąd Apelacyjny w Krakowie potwierdził, że takie spotkania można nagrywać i pokazywać bez zgody uczestników.
• Plan miejscowy przewiduje na tym terenie handel, gastronomię, rzemiosło i sport. Serwerownia nie mieści się w żadnej z tych kategorii, więc pod plan dopasowano jej nazwę.
• Mieszkańcy dostali historię miejsca i ładne wizualizacje. Na pytania, jak ta inwestycja będzie realnie działać, odpowiedzi nie dostali.

Publikujemy rolkę z pierwszej części spotkania. Poniżej krótkie podsumowanie czterech wątków, które naszym zdaniem trzeba wyprostować.

1. RODO to nie zasłona na publicznym spotkaniu
Sąd Apelacyjny w Krakowie w wyroku z 3 listopada 2022 r. (sygn. I ACa 1508/21) rozpatrywał sprawę bardzo podobną do naszej. Bloger transmitował na Facebooku publiczne zebrania konsultacyjne w sprawie planowanej inwestycji. Inwestor pozwał go za naruszenie wizerunku i zażądał przeprosin oraz 20 tys. zł.

Przegrał w całości.

Sąd uznał, że rejestracja przebiegu zbiorowego wydarzenia, w którym ktoś bierze udział, nie wymaga jego zgody na rozpowszechnianie wizerunku. Kto dobrowolnie wchodzi w publiczną debatę o swojej inwestycji, nie może się dziwić, że inni mają na jej temat własne zdanie i chcą je pokazać.
Mamy więc prawo publikować takie nagrania bez zgody uczestników.

Mimo to mieszkańców i ekspertów, którzy zabierali głos, nadal anonimizujemy. Żeby była jasność: nie robimy tego dlatego, że przyznajemy rację inwestorowi i jego tezie o RODO. Robimy to, bo komunikaty inwestora o charakterze spotkania mogły wprowadzić w błąd ekspertów. Część z nich mogła wypowiadać się w przekonaniu, że ich słowa nie wyjdą poza salę. Nie chcemy, żeby ponosili konsekwencje cudzego zamieszania.

2. Plan miejscowy mówi o handlu i gastronomii. Gdzie tu serwerownia?

Teren jest przeznaczony pod usługi komercyjne. Plan definiuje je tak: usługi służące zaspokajaniu potrzeb mieszkańców obszaru i spoza obszaru planu, związane z usługami handlu, w tym obiektów handlowych powyżej 2000 m² powierzchni sprzedaży, gastronomii, rzemiosła, kultury, turystyki i sportu, finansów oraz urządzeń obsługi komunikacji.

Przejdźmy przez tę listę uczciwie.

Data center nie sprzedaje towarów. Nie prowadzi restauracji, warsztatu, kina, hotelu, siłowni ani banku. To przetwarzanie danych i hosting, czyli w klasyfikacji PKD zupełnie inna kategoria niż handel.

„Urządzenia obsługi komunikacji” w języku planów miejscowych oznaczają obsługę ruchu: stacje paliw, parkingi, myjnie. Nie światłowody i nie chmurę.

Przy rzetelnej lekturze planu data center do usług komercyjnych w tym rozumieniu nie pasuje. Bliżej mu do infrastruktury technicznej albo terenów produkcyjno-usługowych.

3. Nazwa skrojona pod plan, nie pod inwestycję

Skoro data center nie pasuje do planu, trzeba było sprawić, żeby pasowało przynajmniej na papierze. Stąd „centrum usług handlu elektronicznego i przetwarzania danych”.
Handel jest w tej nazwie na pierwszym miejscu nie przez przypadek. To jedyne słowo, które łączy ją z listą dopuszczonych usług. Tymczasem w porozumieniu z inwestorem z maja 2023 r. sama gmina nazwała to przedsięwzięcie po prostu centrum przetwarzania danych.

Najpierw był plan. Potem nazwa. Według tej logiki skład paliw można by nazwać centrum usług turystycznych, bo ktoś przecież tym paliwem pojedzie na wakacje.

4. „Data center to nie produkcja serwerów”

Tak tłumaczył inwestor. Zgadza się, w hali nikt nie będzie składał serwerów. Tylko że to nie odpowiada na żadną wątpliwość mieszkańców.

Ludzie pytali o hałas, energię, chłodzenie, wodę i agregaty. W odpowiedzi usłyszeli wyjaśnienie na poziomie „elektrownia nie produkuje żarówek”. To nie jest przybliżanie tematu. To traktowanie mieszkańców jak osób, które nie zrozumieją niczego bardziej skomplikowanego, więc nie warto im niczego tłumaczyć.
Jest też drugie dno. To, że obiekt nie jest fabryką, nie robi z niego automatycznie sklepu. „Nie produkcja” nie oznacza jeszcze „usługi handlu”.

Ładne slajdy, zero konkretów

Mieszkańcy zobaczyli prezentację o historii miejsca, wizualizacje i założenia projektowe. Dowiedzieli się, jak obiekt będzie wyglądał. Nie dowiedzieli się, jak będzie działał, ile energii pobierze, czy i jak będzie wykorzystywane ciepło, jak będzie tłumiony hałas i co usłyszą za oknem.

Skoro inwestycja jest tak dobrze przygotowana, to dlaczego najprostsze pytania o jej realizację wciąż zostają bez odpowiedzi?

❤️ Dziękujemy za spotkanie!Za nami warsztaty z prawa do informacji, które zorganizowaliśmy w Przystani Pod Klonami w ram...
03/10/2026

❤️ Dziękujemy za spotkanie!

Za nami warsztaty z prawa do informacji, które zorganizowaliśmy w Przystani Pod Klonami w ramach Tygodnia Prawa do Informacji Sieć Obywatelska - Watchdog Polska

Dziękujemy wszystkim, którzy przyszli, słuchali, pytali i dzielili się swoimi doświadczeniami. Było kameralnie, dzięki czemu mogliśmy spokojnie porozmawiać o konkretnych sytuacjach i problemach, z którymi mieszkańcy spotykają się, próbując uzyskać informacje od instytucji publicznych.

Rozmawialiśmy o tym, czym jest informacja publiczna, jak napisać wniosek, o co możemy pytać, jakie obowiązują terminy i co zrobić, kiedy urząd nie odpowiada albo odmawia udostępnienia informacji.

Bo dostęp do informacji publicznej nie jest prawem zarezerwowanym dla prawników, dziennikarzy czy organizacji społecznych. To prawo każdego i każdej z nas.

Czasem wszystko zaczyna się od prostego pytania:

👉 Dlaczego? Ile to kosztowało?
Czy mogę zobaczyć dokumenty?

Mamy nadzieję, że po tym spotkaniu będziecie jeszcze odważniej korzystać z prawa do informacji. A my na pewno będziemy do takich spotkań wracać. ❤️

Bo jawność zaczyna się od pytania.

Spotkanie „zamknięte”, które zamknięte nie było. Budimex nie chce nagrania, więc pokażemy to, co uznamy za ważneWyjaśnil...
02/10/2026

Spotkanie „zamknięte”, które zamknięte nie było. Budimex nie chce nagrania, więc pokażemy to, co uznamy za ważne

Wyjaśniliśmy z Budimeksem, czy spotkanie w sprawie data center przy Energetycznej było zamknięte, czy publiczne. Próba pokrętnego tłumaczenia, co inwestor miał na myśli, nie obroniła się.

Mimo to nie opublikujemy całego nagrania. Szanujemy prywatność uczestników, dlatego dziś udostępniamy prezentację, a ważne fragmenty nagrania pokażemy później, z zachowaniem anonimowości.

Prawnicy nie mieli wątpliwości

Interpretacje prawników co do formy spotkania i możliwości jego upublicznienia są jednoznaczne. Mogliśmy więc opublikować nagranie w całości i mielibyśmy do tego podstawy.
Nie zrobimy tego. Na sali byli mieszkańcy, którzy zabierali głos jako osoby prywatne, i ich prywatność jest dla nas ważniejsza niż wygrana w sporze z inwestorem. Szukamy kompromisu, dzięki któremu ci, którzy nie mogli przyjść, i tak dowiedzą się, co się na spotkaniu działo.

Na początek prezentacja

W pierwszej kolejności udostępniamy prezentację pokazaną na spotkaniu. Formalnie jest ona dostępna na stronie inwestycji, ale publikujemy ją także u nas, bezpośrednio, żeby każdy mógł ją otworzyć bez szukania.

Żałujemy, że nie możemy pokazać, jak ta prezentacja była omawiana. Dla wielu osób to właśnie komentarz do slajdów i odpowiedzi na pytania były najcenniejszą częścią spotkania. Nieobecni muszą na razie zadowolić się suchymi slajdami, a to niestety otwiera pole do domysłów i własnych interpretacji.

Fragmenty, bo tak chce inwestor

Zgodnie z życzeniem Budimeksu nie udostępnimy całego nagrania. Fragmenty, które uznamy za istotne, opublikujemy, oczywiście bez danych pozwalających zidentyfikować uczestników.

Jedno trzeba jednak powiedzieć wprost. Skoro inwestor nie zgadza się na publikację całości, to sam zdaje się na nasz wybór. Dlatego apelujemy do Budimeksu, żeby później nie zarzucał nam, że wycinamy wygodne dla siebie kawałki. Taką formę informowania mieszkańców wymusiliście Państwo sami.

Mieszkańcy, którzy nie byli na spotkaniu, mają prawo dowiedzieć się, jak ono przebiegło. I to nie tylko z relacji uczestników czy opinii zewnętrznych komentatorów, ale z tego, co faktycznie padło na sali.

Centrum handlu elektronicznego, czyli stary problem w nowej prezentacji

Ocenę samej prezentacji zostawiamy Wam. Wskazujemy tylko jedno miejsce, o którym pisaliśmy już wcześniej. Nazwę inwestycji.

W prezentacji przedsięwzięcie występuje jako centrum handlu elektronicznego oraz usług przetwarzania danych. Definicja brzmi tak: wynajem powierzchni pod serwery IT, usługi e-commerce, usługi chmurowe, na przykład zdjęcia, aplikacje, portale społecznościowe, platformy, bazy danych online, przetwarzanie danych, komunikacja, poczta e-mail. Usługi komercyjne.

To jest właśnie mit, który jest przedstawiany jako fakt. Inwestor wrzuca do jednego worka kolokację serwerów i hosting, czyli to, czym Data Center faktycznie jest, oraz cele, do których klienci tych serwerów mogą je wykorzystywać. To dwa zupełnie różne pojęcia. Hala pełna serwerów nie staje się centrum handlu elektronicznego tylko dlatego, że na jednym z tych serwerów może działać sklep internetowy. Równie dobrze elektrownię można by nazwać centrum oglądania telewizji.
Data Center to nie jest centrum usług handlu elektronicznego. Połączenie tych pojęć w jednej nazwie sprawia, że mieszkaniec widzi coś w rodzaju biura czy zaplecza sklepu internetowego, a nie obiekt z rozbudowanym chłodzeniem, ogromnym poborem prądu i awaryjnymi agregatami.
Sprawdźcie sami

Zachęcamy do przejrzenia prezentacji i odpowiedzenia sobie na jedno pytanie. Czy w tej formie odpowiada ona na pytania, które zadawaliście inwestorowi i gminie?

Nam się wydaje, że nie. Ale to Wy mieszkacie obok Energetycznej i to Wasza ocena jest tu najważniejsza.

https://sienreal.pl/assets/prezentacja-spotkanie-2026-09-29.pdf

MIAŁY BYĆ FAKTY I TRANSPARENTNOŚĆ. ZACZĘŁO SIĘ OD ZAKAZU NAGRYWANIAWe wtorek, 29 września, odbyło się spotkanie dotycząc...
02/10/2026

MIAŁY BYĆ FAKTY I TRANSPARENTNOŚĆ. ZACZĘŁO SIĘ OD ZAKAZU NAGRYWANIA

We wtorek, 29 września, odbyło się spotkanie dotyczące budowy Data Center przy ul. Energetycznej. Miało być spotkaniem dla mieszkańców. Takim, na które mógł przyjść każdy.

Dotyczyło sprawy ważnej publicznie, jednej z największych i budzących największe emocje inwestycji realizowanych obecnie na terenie naszej Gmina Piaseczno. Odbywało się w publicznej szkole. Uczestniczyli w nim mieszkańcy, przedstawiciele inwestora, burmistrz, wiceburmistrz, radni oraz prezes gminnej spółki PWiK.

Jeszcze przed spotkaniem wiceburmistrz Robert Widz na swoim FB zachęcał mieszkańców do udziału. Pisał, że o takie spotkanie prosili mieszkańcy, burmistrz i radni oraz że będzie ono okazją do poznania faktów i uzyskania informacji od inwestora.

Tym bardziej zaskakujące było to, co wydarzyło się na początku.

Zakaz nagrywania. Zakaz robienia zdjęć. Media również nie miały rejestrować spotkania.

Jako uzasadnienie wskazywano między innymi, że część pracowników reprezentujących inwestora nie wyraziła zgody na udostępnianie swojego wizerunku.

I tu warto przypomnieć, po co w ogóle są media.

Prawo prasowe nie traktuje mediów jako nieproszonego dodatku do debaty publicznej. Art. 1 tej ustawy wiąże wolność prasy z prawem obywateli do rzetelnego informowania, jawnością życia publicznego oraz kontrolą i krytyką społeczną.

Ale ta sprawa nie zaczyna się na Prawie prasowym i nie kończy na przepisach dotyczących wizerunku.

Wolność prasy ma rangę konstytucyjną.

Art. 14 Konstytucji RP stanowi:

„Rzeczpospolita Polska zapewnia wolność prasy i innych środków społecznego przekazu”.

Z kolei art. 54 ust. 1 gwarantuje każdemu wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji.

Jest również art. 61 Konstytucji, gwarantujący obywatelom prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne.

Konstytucyjne prawo rejestracji dźwięku lub obrazu z art. 61 ust. 2 odnosi się wprost do posiedzeń kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów. Wtorkowe spotkanie takim posiedzeniem nie było.

Nie sposób jednak pominąć jego publicznego kontekstu.

Rozmawiano o inwestycji mającej ogromne znaczenie dla mieszkańców naszej gminy. Na sali byli burmistrz, wiceburmistrz, radni oraz prezes gminnej spółki. Mieszkańców wcześniej zachęcano do przyjścia. Nie wymagano zapisów ani imiennych zaproszeń. Przy wejściu nikt nie sprawdzał listy uczestników.

Media w takim miejscu nie są intruzem. Wykonują swoją pracę – pozyskują informacje dotyczące spraw publicznych i przekazują je mieszkańcom, również tym, którzy nie mogli osobiście uczestniczyć w spotkaniu.

I nie jest to wyłącznie nasze rozumienie roli mediów.

Europejski Trybunał Praw Człowieka od lat określa prasę mianem „public watchdog” – społecznego strażnika.

W orzecznictwie dotyczącym art. 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka Trybunał podkreśla szczególną rolę prasy w przekazywaniu informacji dotyczących spraw leżących w interesie publicznym. Co równie istotne, według ETPC prawo do wolności wypowiedzi nie chroni wyłącznie końcowej publikacji. Trybunał wskazuje, że zbieranie informacji jest istotnym etapem przygotowawczym pracy dziennikarskiej i stanowi chroniony element wolności prasy.

ETPC zwraca również uwagę na drugą stronę tej relacji: prasa ma za zadanie przekazywać informacje i idee, ale społeczeństwo ma także prawo je otrzymywać. To właśnie bez możliwości realizowania tej funkcji prasa nie mogłaby pełnić swojej roli „public watchdog”.

Oczywiście wolność prasy nie jest nieograniczona. ETPC podkreśla również obowiązki i odpowiedzialność dziennikarzy oraz znaczenie rzetelnego dziennikarstwa.

I właśnie ten kontekst jest tutaj kluczowy.

Nie przyszliśmy na prywatne spotkanie towarzyskie. Utrwaliliśmy rozmowę z mieszkańcami dotyczącą inwestycji o ogromnym znaczeniu lokalnym, w której uczestniczyli również burmistrz, wiceburmistrz, radni oraz prezes gminnej spółki.

Dlatego praw osób uczestniczących w spotkaniu nie można ignorować. Ale nie można też przy ocenie tej sytuacji pominąć wolności prasy, interesu publicznego oraz prawa społeczeństwa do otrzymywania informacji o sprawach, które go dotyczą.

Po spotkaniu zwróciliśmy się więc do inwestora z prostym pytaniem:

Na jakiej podstawie prawnej wprowadzono zakaz nagrywania?

Na odpowiedz nie musieliśmy długo czekać.

Budimex powołuje się m.in. na art. 81 prawa autorskiego dotyczący rozpowszechniania wizerunku, art. 14 ust. 1 Prawa prasowego, przepisy o ochronie dóbr osobistych oraz RODO.

W odpowiedzi znalazło się jednak stwierdzenie, które szczególnie zwróciło naszą uwagę:

„Spotkanie miało charakter zamknięty”.

I tutaj pojawia się zasadnicze pytanie:

Dla kogo właściwie było zamknięte?

Nie trzeba było się wcześniej zapisywać. Nie otrzymywaliśmy imiennych zaproszeń. Przy wejściu nikt nie sprawdzał listy uczestników. Mieszkańcy byli zachęcani do udziału, a kto przyszedł, mógł wejść na salę.

Dlatego ponownie zwróciliśmy się do inwestora. Zapytaliśmy, na jakiej podstawie uznaje spotkanie za zamknięte, czy istniała lista osób zaproszonych lub uprawnionych do udziału, czy ktoś kontrolował uczestników przy wejściu i czy komukolwiek odmówiono wstępu.

Zapytaliśmy również, kiedy i w jaki sposób uczestnicy zostali poinformowani, że nie mogą nagrywać.

To istotne, ponieważ utrwalanie wydarzenia, rozpowszechnianie czyjegoś wizerunku oraz publikowanie utrwalonych wypowiedzi nie są tym samym i wymagają odrębnej oceny prawnej.

Art. 14 ust. 1 Prawa prasowego, na który powołał się inwestor, rzeczywiście ustanawia wymóg zgody osoby udzielającej informacji na publikowanie informacji utrwalonych za pomocą zapisów fonicznych i wizualnych. Dlatego również ten przepis traktujemy poważnie i analizujemy jego zastosowanie do konkretnych okoliczności tego spotkania.

Radna Śmietanowska napisała po spotkaniu, że przedstawiciele inwestora chodzili po sali i sprawdzali, czy mieszkańcy nie nagrywają. Jednocześnie wielu mieszkańców – jak relacjonuje radna – nagrywało obraz lub dźwięk.

My również dokumentowaliśmy przebieg spotkania.

Po to właśnie są media. Żeby mieszkańcy mogli dowiedzieć się, co podczas ważnego dla nich spotkania powiedział inwestor, co powiedzieli przedstawiciele władz i jakie pytania zadawali mieszkańcy.

W odpowiedzi na nasze pytanie Budimex wezwał redakcję do zaniechania publikacji i rozpowszechniania nagrań, zdjęć i materiałów pochodzących ze spotkania oraz zastrzegł możliwość podjęcia działań prawnych.

Traktujemy to stanowisko poważnie, jednak nie trudno odebrać je jako próbę zastraszenia.

Tak samo poważnie traktujemy jednak konstytucyjnie chronioną wolność prasy, wolność pozyskiwania i rozpowszechniania informacji oraz interes mieszkańców w uzyskaniu informacji dotyczących spraw o istotnym znaczeniu publicznym.

Nie sprowadzamy więc tej sprawy do prostego stwierdzenia, że skoro spotkanie dotyczyło ważnej inwestycji, wolno nam opublikować wszystko. Ale równie trudno zaakceptować odwrotne uproszczenie: „nie wyrażamy zgody, więc nie wolno publikować”.

Prawa i wolności występujące po obu stronach wymagają oceny w konkretnych okolicznościach. I właśnie dlatego stanowisko inwestora oraz wskazane przez niego przepisy analizujemy.

My swoją rolę znamy i zamierzamy ją wykonywać.

*Konsultujemy obecnie z prawnikami w jaki sposób udostępnić Państwu nagranie, które wykonaliśmy jako redakcja Piaseczno Bez Maski.

Sieć Obywatelska - Watchdog Polska Fundacja Batorego Helsińska Fundacja Praw Człowieka TVN24

Adres

Piaseczno
05-500

Strona internetowa

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy Piaseczno bez maski opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij