04/10/2026
Ledwie kilka dni temu Francję odwiedzał Leon XIV. Prawie milion osób uczestniczyło we Mszy św. na Placu Zgody w Paryżu. Zero przemocy, radość tłumów, celebracja chrześcijańskiej historii Francji. Dziesiątki tysięcy młodych katolików spotkało się z papieżem na stadionie w tym samym Saint-Denis, które dziś płonie. Leon XIV z serdecznością wezwał ich, by nieśli w swoje społeczeństwo dobrą nowinę, nawrócenie i życie dla wyższych wartości. Można było z nadzieją spojrzeć na przyszłość Francji i Europy.
Teraz wróciła „normalność”. Płonące szkoły, dziesiątki rannych nauczycieli, setki rannych policjantów. Przerażające nagrania kobiet atakowanych na ulicy przez zamaskowanych bandytów. Kolejny raz widzimy we Francji efekty sojuszu skrajnej lewicy i masowej pozaeuropejskiej imigracji. Służby policyjne oficjalnie podały, że w rozniecanie zamieszek zaangażowana jest skrajna lewica, w tym Francja Niepokorna, traktująca przemoc jako zwykłą formę walki politycznej, sprzymierzona z wojującym islamem. Kilka miesięcy temu asystent posła tej partii pobił na śmierć młodego narodowca na ulicy wraz z kolegami „antyfaszystami”. Od lat słyszymy, że zagrożeniem dla Europy jest „skrajna prawica”, my i nasi sojusznicy. Jeśli za kilka miesięcy Marine Le Pen wygra wybory prezydenckie, to także dlatego, że coraz trudniej sprzedawać te bajki. Ludzie chcą spokoju, dobrobytu i życia wśród swoich, a nie ideologicznych szaleństw, ulicznych rewolucji, zubożenia i napływu obcych.
W Polsce mamy szczęście, bo sojusznicy Francji Niepokornej tacy jak Partia Razem i „antyfaszyści” są względnie słabi, pozostają na politycznym marginesie. Imigrantów nie mamy jeszcze tak wielu, ale z każdym kolejnym rokiem jest ich więcej. Widzimy też kolejne akty przemocy. Musimy być mądrzy i odzyskać kontrolę nad losem Polski, zanim będzie za późno!
Od: Anna Bryłka