21/08/2026
Dzień dobry. Często wracam do ulubionych bohaterów serii kryminalnych. Tym razem sięgnęłam po siódmy tom cyklu o Davidzie Redfernie „Zbrodnia milczenia”. I tak jak za poprzednim razem, kiedy śledziłam losy Redferna policjanta o polskich korzeniach, nie zawiodłam się. Powieści Anny Rozenberg mają tę szczególną moc przyciągania, powodującą, że zanurzamy się w nich całkowicie. Aby lepiej zrozumieć fabułę „Zbrodni milczenia”, musimy jednak mieć za sobą lekturę sześciu wcześniejszych. David rozwiązał w przeszłości wiele kryminalnych zagadek, w których czasami dominował prywatny element. Tym razem dzięki mrocznej sprawie handlu dziećmi policjant trafia na ślad siostry, która zaginęła dwadzieścia lat wcześniej. Okazuje się, że najprawdopodobniej uciekła porywaczom. Czy Dominique żyje? Dlaczego przez te lata w ogóle się nie odzywała, nie próbowała nawiązać kontaktu? Aby rozwikłać tę makabryczną zagadkę, Redfern musi się zmierzyć z własną przeszłością, z bólem i cierpieniem, a kolejne odkrywane karty nie ułatwiają mu tego, szokując na każdym kroku. David szuka nie tylko w Szkocji, wraz ze swoim dziadkiem Siwiaszczykiem (byłym milicjantem z „Trójkata”) odwiedza rodzinne strony dziadka…Częstochowę i okolice. Czy David odnajdzie siostrę? Czy cierń, który zranił go tak boleśnie wiele lat temu, zostanie usunięty, a rana zabliźni się? Cóż…zachęcam do przeczytania, a znajdziecie odpowiedzi. Muszę przyznać, że trudno mi znaleźć jakiś minus tej powieści, bo jest w niej wszystko…i doskonale poprowadzona historia kryminalna…i napięcie, które rośnie z każdą przeczytaną stroną. Wyznacznikiem opisów jest plastyczność i bogactwo warstwy językowej. A bohaterowie? Polubiłam ich, zwłaszcza dziadka Bohdana, który w przeszłości zostawił w Polsce wszystko, by móc opiekować się wnukiem Davidem. Książka Rozenberg ma w sobie również głęboką warstwę emocjonalną i moralną. Jest głosem w dyskusji na temat krzywdy człowieka i ceny, którą płaci się za milczenie o tej krzywdzie oraz ceny za prawdę, która ujrzy wcześniej czy później światło dzienne. Pozostaje mi tylko jedno słowo…polecam.
Sylwia