Fundacja Marysieńka

Wskazówki dojazdu Strona internetowa

Fundacja Marysieńka Celem Fundacji Marysieńka jest ratowanie zabytków. Na początek Pałac w Targoszynie.

26/10/2026

Choć nasz Ośrodek Terapii Hipokrates na razie ma głównie nazwę i wielkie plany, to wychodzi na to, że już ma pierwszego pacjenta. I bynajmniej nie jest nim człowiek 😉
Kochani, poznajcie Kokosa 🦙❤️
Kokos urodził się 17 października jako wcześniak i od początku dostał od życia trochę trudniejszy zestaw startowy. Ma chondrodysplazję – wrodzone zaburzenie rozwoju chrząstki i kości, które w jego przypadku wpływa na ustawienie kończyn i sposób poruszania się.
A żeby było ciekawiej, Kokos jest jedynym chłopakiem w naszym alpaczym stadzie. Towarzystwo ma bardzo żeńskie, ale sądząc po minie i sposobie, w jaki próbuje wszędzie dotrzeć, raczej nie zamierza pozwolić sobie wejść na głowę 😉
Na razie najważniejsze jest jednak coś innego. Kokos chce chodzić, poznawać świat, trzymać się blisko reszty stada i robi wszystko, żeby jego małe nóżki nadążały za tymi planami.
Przed nim rehabilitacja, dalsze kontrole weterynaryjne i sporo pracy nad tym, żeby mógł poruszać się możliwie najsprawniej i komfortowo. Nie będziemy Wam obiecywać cudów ani opowiadać, że wszystko na pewno skończy się idealnie. Chcemy po prostu dać mu najlepszą możliwą szansę.
I przyznam, że jest w tym wszystkim coś bardzo symbolicznego. Ośrodek, który w przyszłości ma wspierać ludzi między innymi poprzez kontakt ze zwierzętami, zaczyna swoją historię od troski o jednego z własnych podopiecznych. Na razie więc role się odwróciły. Kokos nie prowadzi terapii, bo póki co sam jej potrzebuje.
Ale kto wie? Może za kilka lat właśnie ten mały wcześniak, który dziś uczy się poruszać najlepiej, jak potrafi, okaże się najlepszym terapeutą w całym Hipokratesie? 🦙❤️
Wasza mocno trzymająca kciuki za jedynego chłopaka w stadzie
𝓜𝓪𝓻𝔂𝓼𝓲𝓮́𝓷𝓴𝓪 𝓝𝓸𝓷-𝓟𝓻𝓸𝓯𝓲𝓽

Ten tydzień zaczynam, Kochani, lekko zdezorientowana. W weekend ktoś zabrał nam godzinę, potem ją oddał, a wszyscy zgodn...
26/10/2026

Ten tydzień zaczynam, Kochani, lekko zdezorientowana. W weekend ktoś zabrał nam godzinę, potem ją oddał, a wszyscy zgodnie uznaliśmy, że tak właśnie powinno być 😉

W nocy z soboty na niedzielę cofnęliśmy zegarki o godzinę i wróciliśmy do czasu, który zwykle nazywamy „zimowym”. Tak naprawdę jest to nasz czas standardowy, a tym „dodatkowym” jest czas letni, do którego przechodzimy wiosną.

Przyznam, że z mojej pałacowej perspektywy całe to zamieszanie z godzinami jest trochę zabawne. Kiedy człowiek – albo dobry duch 👻 – patrzy na miejsce, które mierzy czas raczej w dziesięcioleciach niż minutach, jedna godzina w tę czy w tamtą przestaje robić aż takie wrażenie.

Za to efekt zmiany czasu czuć od razu. Popołudnie ledwo zdąży się rozpędzić, a już zaczyna robić się ciemno. Park wieczorem pustoszeje szybciej, światło między drzewami znika wcześniej i jesień nagle przypomina nam, że naprawdę zmierzamy w stronę listopada.

Ma to jednak swoje dobre strony. Wracają długie wieczory, ciepłe światło, herbata, książki i całkiem uzasadnione prawo do tego, żeby czasem zwolnić trochę wcześniej niż latem.

A skoro już dostaliśmy tę jedną godzinę z powrotem, mam nadzieję, że dobrze ją wykorzystaliście. Ja swojej nigdzie nie odkładam. Przy pałacu każda dodatkowa godzina może się jeszcze przydać 😉

Wasza funkcjonująca zdecydowanie poza strefami czasowymi
𝓜𝓪𝓻𝔂𝓼𝓲𝓮́𝓷𝓴𝓪 𝓝𝓸𝓷-𝓟𝓻𝓸𝓯𝓲𝓽 👻⏰🍂

No dobrze, Kochani. Po całym tygodniu zaglądania do starych książek, dokumentów, detali i historii dziś pozwolę sobie po...
23/10/2026

No dobrze, Kochani. Po całym tygodniu zaglądania do starych książek, dokumentów, detali i historii dziś pozwolę sobie po prostu usiąść na chwilę pod drzewem 😉

Jesień w Targoszynie robi dokładnie to, co potrafi najlepiej. Trochę złoci, trochę niesie chłodniejszego powietrza, trochę dodaje światła wpadającego między gałęzie i nagle nawet zwykłe popołudnie wygląda jak gotowa pocztówka.

Lubię ten moment roku także dlatego, że park trochę zwalnia. Liście opadają, alejki robią się cichsze, promienie słoneczne padają niżej, a cały pałac jakby jeszcze mocniej wtapia się w otoczenie, żeby potem, zimą, wybijać się z całego pozbawionego liści i zieleni krajobrazu.

Taki powinien być piątek, prawda? Trochę mniej „muszę”, trochę więcej „chcę”. Można zwolnić, rozejrzeć się, popatrzeć za okno, napić się czegoś ciepłego i przez chwilę nie planować następnego ruchu.

Na weekend życzę Wam właśnie takich chwil. Najlepiej z odrobiną słońca między gałęziami 🍂

Wasza chwilowo bardzo pogodzona z jesienią
𝓜𝓪𝓻𝔂𝓼𝓲𝓮́𝓷𝓴𝓪 𝓝𝓸𝓷-𝓟𝓻𝓸𝓯𝓲𝓽 👻🍁

Moi Drodzy, jeśli wyobrażacie sobie poszukiwanie zaginionego obrazu jako serię tajemniczych aukcji, podejrzanych marszan...
22/10/2026

Moi Drodzy, jeśli wyobrażacie sobie poszukiwanie zaginionego obrazu jako serię tajemniczych aukcji, podejrzanych marszandów i nagłe: „To przecież TEN obraz!”, to muszę Was trochę rozczarować 😉

W rzeczywistości wszystko bywa znacznie mniej widowiskowe. Czasem zaczyna się od starej fotografii, na której obraz ma kilka centymetrów. Czasem od nazwiska zapisanego na odwrocie, numeru inwentarzowego, pieczęci kolekcjonera albo jednego śladu znalezionego w archiwum.

A później zaczyna się prawdziwa zabawa.

Trzeba ustalić, czego właściwie szukamy, prześledzić historię dzieła i jego właścicieli, porównywać fotografie, zaglądać do katalogów, baz danych i archiwów. I bardzo pilnować, żeby własnego przypuszczenia nie zamienić po drodze w fakt.

Właśnie o tym opowiadam dziś na naszym blogu: jak naprawdę szuka się dzieła sztuki, które zaginęło osiemdziesiąt lat temu, dlaczego samo odnalezienie obrazu nie oznacza jeszcze jego odzyskania i po co w Targoszynie tworzymy kopie prac, których oryginałów nadal szukamy.

A najbardziej fascynujące jest chyba to, że gdzieś na świecie taki obraz może po prostu nadal wisieć na czyjejś ścianie. Jego właściciel może nawet nie wiedzieć, skąd naprawdę pochodzi.

Link do artykułu zostawiam Wam w komentarzu.

Wasza cierpliwie tropiąca kolejne ślady
𝓜𝓪𝓻𝔂𝓼𝓲𝓮́𝓷𝓴𝓪 𝓝𝓸𝓷-𝓟𝓻𝓸𝓯𝓲𝓽 👻🖼️

Kochani, mam dziś dla Was małe ćwiczenie z patrzenia. Przyjrzyjcie się temu kamiennemu detalowi ze zdjęć, a później podc...
21/10/2026

Kochani, mam dziś dla Was małe ćwiczenie z patrzenia. Przyjrzyjcie się temu kamiennemu detalowi ze zdjęć, a później podczas następnej wizyty w Targoszynie spróbujcie znaleźć jego krewnych. Uprzedzam – jest ich więcej 😉

Ten motyw powtarza się w różnych częściach naszego zespołu pałacowo-parkowego. Zmienia się jego wielkość i miejsce, ale forma pozostaje na tyle podobna, że kiedy raz ją zauważycie, zacznie wpadać Wam w oko.

Najbezpieczniej mówić o stylizowanym motywie draperiowym, bliskim dekoracjom lambrekinowym i festonowym. Takie formy wywodzą się z prawdziwych zwisów i fałd tkanin, które architektura zaczęła z czasem naśladować w kamieniu, stiuku czy drewnie.

Do Targoszyna pasuje to bardzo dobrze. Nasz pałac powstał w 1897 roku w stylu neorenesansowym z elementami neobaroku i rokoka, a jego dekoracje są pełne zapożyczeń z dawnych epok.

Po co powtarzano jeden motyw w kilku miejscach? Żeby spiąć całe założenie w jedną kompozycję. Brama, ogrodzenie, taras czy pałac zaczynają dzięki temu mówić tym samym językiem.

Jest też ciekawy trop heraldyczny. Herb Richthofenów ma rozbudowane labry, czyli dekoracje przypominające pofałdowaną tkaninę. Czy nasz motyw miał świadomie do nich nawiązywać? Tego nie wiemy i źródła tego nie potwierdzają. Wiemy za to, że heraldyka rzeczywiście pojawia się w dekoracji pałacu.

Na razie zostawiam więc Wam zagadkę: ile takich „krewnych” tego motywu jest w Targoszynie? 😉

Wasza wypatrująca rodzinnych podobieństw w kamieniu
𝓜𝓪𝓻𝔂𝓼𝓲𝓮́𝓷𝓴𝓪 𝓝𝓸𝓷-𝓟𝓻𝓸𝓯𝓲𝓽 👻🏰

Moi Drodzy, czasem mówimy sobie „dach jest już wyremontowany”. I brzmi to tak, jakby ktoś przyszedł, wymienił kilka dach...
20/10/2026

Moi Drodzy, czasem mówimy sobie „dach jest już wyremontowany”. I brzmi to tak, jakby ktoś przyszedł, wymienił kilka dachówek, poprawił kominy i po sprawie 😉

A potem człowiek patrzy na zdjęcia sprzed remontu i przypomina sobie, ile naprawdę mieści się w tym jednym krótkim zdaniu. Były ubytki, rozebrane fragmenty połaci, rusztowania, zdjęta dachówka, odsłonięta konstrukcja i miejsca, przez które deszcz zdecydowanie miał łatwiejszą drogę do wnętrza, niż ktokolwiek z nas by sobie życzył. Co więcej, robiliśmy to etapami, bo na wymianę od razu całego dachu (a to nie tylko dachówki, ale i więźby, kominy, okna, rynny itd.) zwyczajnie nie było środków.

Dziś z góry wygląda to już zupełnie inaczej. Dach znowu tworzy spójną całość, kominy wróciły do porządku, a ja przy każdej jesiennej ulewie mogę patrzeć na chmury z dużo większym spokojem.

Takie zestawienie zdjęć świetnie pokazuje, czym naprawdę jest ratowanie zabytku. Efekt końcowy ogląda się przyjemnie, ale zanim pojawi się „po”, trzeba przejść przez całkiem sporo bardzo mało fotogenicznego „przed” i „w trakcie”.

Na szczęście dach mamy już po tej właściwej stronie historii 😉

Wasza wyjątkowo spokojna podczas deszczu
𝓜𝓪𝓻𝔂𝓼𝓲𝓮́𝓷𝓴𝓪 𝓝𝓸𝓷-𝓟𝓻𝓸𝓯𝓲𝓽 🏰🍂

Ten tydzień zaczynamy, Kochani, od małego historycznego śledztwa 📖 Bo czasem historia wraca do nas w postaci wielkich do...
19/10/2026

Ten tydzień zaczynamy, Kochani, od małego historycznego śledztwa 📖 Bo czasem historia wraca do nas w postaci wielkich dokumentów, starych fotografii albo rodzinnych wspomnień. Ale tym razem przyszła do nas z książką, i to nie byle jaką!

To wydane w Londynie w 1797 roku „Mémoires sur la Révolution française”, czyli „Wspomnienia o rewolucji francuskiej”, markiza de Bouillé. I nie jest to bynajmniej przypadkowy pamiętnik. Markiz de Bouillé był francuskim generałem i jednym z ludzi znajdujących się bardzo blisko wydarzeń rewolucji francuskiej, więc jego wspomnienia są dziś interesującym świadectwem epoki.

Już sam wiek egzemplarza robi wrażenie, ale znacznie ciekawsze zaczyna się dopiero wtedy, kiedy zaglądamy do środka. A tu… na stronie tytułowej znajduje się odręczny wpis: „H. von Richthofen 1857”. Najbardziej prawdopodobnym właścicielem książki wydaje się Hermann Freiherr von Richthofen – przedstawiciel tej samej gałęzi rodu, która w XIX wieku była związana z Targoszynem. W źródłach występuje jako królewski sędzia miejski i bliski krewny Ulricha von Richthofena, ówczesnego właściciela targoszyńskiego majątku.

Czy jednak ta książka na pewno należała do Hermanna von Richthofena? Będziemy sprawdzać! A mamy tu egzemplarz, który sam zdążył przeżyć całkiem sporo. Wydany pod koniec XVIII wieku, podpisany w połowie XIX wieku, później znajdujący się w rodzinnej bibliotece, a dziś trafiający do nas dzięki pani Ewie Drzewińskiej, która uznała, że dla Fundacji albo rodziny von Richthofen może być czymś więcej niż po prostu starym woluminem stojącym na półce.

Muszę Wam powiedzieć, że to fascynujące, bo takie przedmioty nie są ciekawe tylko dlatego, że są stare. Są ciekawe dlatego, że przechodzą z rąk do rąk, zachowują podpisy, znaki własnościowe, ślady używania i nagle po wielu latach stają się małym kawałkiem czyjejś historii.

No dobrze… poniedziałek ledwo się zaczął, a my już mamy małe śledztwo 😉
Wasza już zaglądająca między kartki i nazwiska
𝓜𝓪𝓻𝔂𝓼𝓲𝓮́𝓷𝓴𝓪 𝓝𝓸𝓷-𝓟𝓻𝓸𝓯𝓲𝓽 👻📚

Skoro mamy piątek, Kochani, to dziś żadnych wielkich historii, dokumentacji konserwatorskich ani zaglądania pałacowi pod...
16/10/2026

Skoro mamy piątek, Kochani, to dziś żadnych wielkich historii, dokumentacji konserwatorskich ani zaglądania pałacowi pod tynk. Dziś po prostu popatrzmy 😉

Jesień zdecydowanie rozgościła się już w Targoszynie i muszę przyznać, że robi to całkiem efektownie. Park powoli zmienia kolory, liście zaczynają robić za najtańszą i chyba najlepszą scenografię, a nasz pałac – choć nadal odrapany i daleki od swojego przyszłego wyglądu – jakoś wyjątkowo dobrze dogaduje się ze złotem dookoła 🍂

Lubię takie momenty, kiedy niczego nie trzeba poprawiać, tłumaczyć ani planować. Wystarczy stanąć kawałek dalej i przez chwilę po prostu zobaczyć miejsce takim, jakie jest właśnie teraz.

Bo za kilka tygodni drzewa będą już prawie nagie. Potem przyjdzie zima. Później znowu wszystko się zazieleni. A pałac będzie sobie stał pośrodku tego całego zamieszania i obserwował kolejną zmianę dekoracji.

Ma w tym spore doświadczenie 👻😉

A Wam na weekend życzę właśnie czegoś takiego – trochę mniej pośpiechu, trochę więcej patrzenia i choć jednej chwili, przy której nie trzeba niczego „ogarniać”.

Wasza zdecydowanie pogodzona z jesienią
𝓜𝓪𝓻𝔂𝓼𝓲𝓮́𝓷𝓴𝓪 𝓝𝓸𝓷-𝓟𝓻𝓸𝓯𝓲𝓽 🍂🏰

Czy każde bardzo stare drzewo jest pomnikiem przyrody? 🌳 Oczywiście, że nie, Moi Drodzy. Pomnik przyrody to konkretny st...
15/10/2026

Czy każde bardzo stare drzewo jest pomnikiem przyrody? 🌳 Oczywiście, że nie, Moi Drodzy. Pomnik przyrody to konkretny status prawny, a nie po prostu nagroda za imponujący wiek i gruby pień. Z drugiej strony drzewo wcale nie musi mieć zielonej tabliczki, żeby było ważne dla historii miejsca.

W naszym parku w Targoszynie jest tylko jeden pomnik przyrody, czyli Platan MIłości, ale wszystkie rosnące tu stare drzewa pomagają dziś odczytywać dawny układ założenia, nasadzenia, polany i zmiany, które zachodziły tu przez dziesięciolecia. I uważajcie! Okazuje się, że nie tylko platan, ale też wiele innych drzew rosło tutaj jeszcze zanim powstał obecny pałac.

Na blogu opowiadam dziś o tym, czym właściwie różni się stare drzewo od pomnika przyrody, dlaczego zabytkowy park to coś więcej niż „dużo zieleni” i co drzewa mogą nam powiedzieć o miejscu, w którym rosną.

📖 Link do artykułu zostawiam Wam w pierwszym komentarzu 👇

Wasza zaglądająca drzewom w metryki
𝓜𝓪𝓻𝔂𝓼𝓲𝓮ń𝓴𝓪 𝓝𝓸𝓷-𝓟𝓻𝓸𝓯𝓲𝓽 🌳👻

Kochani, dzisiaj proszę założyć łyżwy. Tak, do oglądania obrazu 😅⛸️ A co? Przecież wszyscy już znają moje żarty 🤣 Poza t...
14/10/2026

Kochani, dzisiaj proszę założyć łyżwy. Tak, do oglądania obrazu 😅⛸️ A co? Przecież wszyscy już znają moje żarty 🤣 Poza tym w dzisiejszych czasach zimowe krajobrazy są niezwykle rzadkie i trzeba z nich korzystać 🙃

Przed Wami „Krajobraz zimowy z łyżwiarzami” Jana Josephsza van Goyena – kolejna polska strata wojenna, której kopię pędzla Roberta Kukli możecie oglądać w naszym Instytucie Dzieł Utraconych.

Oryginał powstał w latach 30. XVII wieku. Van Goyen namalował go olejno na desce o wymiarach 51,5 × 84 cm. Obraz zaginął podczas II wojny światowej i do dziś go nie odnaleziono.

A na lodzie tymczasem życie wre! Jedni śmigają na łyżwach, inni stoją, rozmawiają, ciągną sanki albo zajmują się swoimi sprawami. XVII-wieczni Holendrzy naprawdę wykorzystywali zamarznięte rzeki i kanały do przemieszczania się, spotkań i zabawy, a zimowe sceny były w tamtejszym malarstwie niezwykle popularne. Ówczesne srogie zimy sprzyjały takim obrazkom zdecydowanie bardziej niż nasze ostatnie… 😉❄️

Sam Jan van Goyen (1596-1656) należał do najważniejszych holenderskich pejzażystów XVII wieku. Zasłynął z rozległych widoków, bardzo nisko prowadzonych horyzontów i ogromnego nieba – spójrzcie tylko, ile miejsca zajmuje ono także tutaj! W latach 30. ograniczał paletę do szarości, brązów i ochr, tworząc charakterystyczne „tonalne” pejzaże. A malował naprawdę dużo – zachowało się około 1200 jego obrazów i 800 rysunków.

Przyznam, że bardzo lubię tę scenę. Czterysta lat temu ktoś marzł, ktoś się ślizgał, ktoś pewnie zaliczył widowiskowy upadek, a ktoś stał z boku i udawał, że wcale nie boi się wejść na lód 🤣 Czasy się zmieniają, ludzie trochę mniej.

Oryginału nadal szukamy. Na razie jego zimową opowieść możemy Wam przywrócić w Targoszynie – w kolorze i w całkiem pokaźnym formacie ❤️🎨

Wasza, która jako duch przynajmniej nie musi się martwić o połamane na lodzie kości
𝓜𝓪𝓻𝔂𝓼𝓲𝓮𝓷́𝓴𝓪 𝓝𝓸𝓷-𝓟𝓻𝓸𝓯𝓲𝓽 👻⛸️

Adres

Targoszyn 28
Msciwojow
59-407

Godziny otwarcia

Poniedziałek 09:00 - 16:00
Wtorek 09:00 - 16:00
Środa 09:00 - 16:00
Czwartek 09:00 - 16:00
Piątek 09:00 - 16:00

Strona internetowa

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy Fundacja Marysieńka opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij

Kategoria