04/10/2026
NOWA RUDA / NEURODE
„O kaplicy, która stała się garażem”
Gdybym rozpoczął tę historię od słów: „W Tworzykowie znajdował się niegdyś niezwykły zabytek”, niewielu czytelników potrafiłoby trafnie – lub w ogóle – wskazać to miejsce na mapie. Ba! Nawet mieszkańcy owego zagadkowego Tworzykowa nie do końca wiedzą, że właśnie tam mieszkają (a przynajmniej ten jeden, z którym miałem okazję rozmawiać). Wystarczy jednak powiedzieć, że chodzi o ulicę Polną w Nowej Rudzie, albo jeszcze dosadniej: „nad cmentarzem” – i ten zakątek kojarzy już niemal każdy. Co ciekawe, w czasach niemieckich miejsce to oficjalnie nosiło nazwę Haumberg, ale i tak wszyscy wołali na nie Haumrich. Można więc przyjąć, że ani niemiecka, ani polska nazwa urzędowa nigdy się nie przyjęły, a ludzie po swojemu określali tę okolicę.
Zatem przy ulicy Polnej w Nowej Rudzie, tuż nad cmentarzem, na terenie dawnej kolonii Włodowic – Tworzykowa, znajdowała się wyjątkowa budowla sakralna: kaplica Czternastu Świętych Wspomożycieli.
Kościół lub kaplicę można poświęcić jednemu świętemu czy świętej, czasem dwóm patronom, ale wybudowanie świątyni pod wezwaniem aż czternastu (!) orędowników naraz to nie lada wyczyn. Noworudzka kaplica wyróżniała się z tego powodu spośród wszystkich okolicznych obiektów. Wydawać by się mogło, że rzadko słyszymy o świątyniach z takim patronatem – dziś może i tak, ale kiedyś było inaczej. Począwszy od XV wieku, tereny Niemiec, Czech i Śląska wręcz zaroiły się od wizerunków Czternastu Świętych Pomocników.
Skąd taki kult? Otóż Kościół katolicki z licznej grupy swoich świętych wyodrębnił grupę „superświętych”. Ich wstawiennictwo uważano za szczególnie skuteczne podczas nękających ludność wojen, zaraz, chorób i głodu. W poczet tej grupy wchodzili reprezentanci różnych stanów i profesji – oprócz św. Idziego sami męczennicy: Krzysztof, Katarzyna z Aleksandrii, Barbara, Jerzy, Błażej, Cyriak, Małgorzata z Antiochii, Dionizy, Wit, Idzi, Pantaleon, Achacy, Eustachy i Erazm. Przedstawiano ich niemal zawsze z postacią towarzyszącego im Jezusa. Co ciekawe, skład czternastki ewoluował, a na początku wyobrażano ich sobie jako gromadę dzieci w biało-czerwonych szatach z czerwonymi krzyżami na piersiach. Gdzieś na przełomie XV i XVI wieku dzieci-święci przyjęły jednak postać dorosłych Świętych, a skład „superdrużyny”, do której czasami ktoś dołączał lub odchodził ujednolicił się i przebojem opanował Czechy, Śląsk oraz Ziemię Kłodzką.
Do naszych czasów przetrwało jednak niewiele budowli poświęconych wyłącznie Czternastu Świętym Wspomożycielom – podobne obiekty można zobaczyć w Lubawce i Trzebnicy… oraz poniekąd w Nowej Rudzie.
To właśnie nad dzisiejszym cmentarzem, tuż przy drodze prowadzącej leśnym duktem do Drogosławia, w 1849 roku zamożna rodzina Antona Rosenbergera – przy wsparciu miejscowego proboszcza Franza Brandta – ufundowała opisywaną kaplicę. Gdy ją wznoszono, osada w Tworzykowie była bardzo mała, by nie powiedzieć kameralna; do 1840 roku znajdowało się tu zaledwie jedno gospodarstwo rolne, administracyjnie należące do Włodowic. Nie wiemy, dlaczego wybrano akurat to miejsce i taki patronat, ale uczyniono to w czasach, gdy kult Czternastu Świętych Wspomożycieli powoli odchodził w zapomnienie, a po sekularyzacji zakonu cystersów w 1810 roku stał się wręcz niemodny.
Sama kaplica była okazałą, dość wysoką, jednonawową budowlą bez wieży, nakrytą dachem z niewielką sygnaturką i dzwonem. Wzniesiono ją w stylu późnego baroku z elementami klasycyzmu. Ta budowla przy dzisiejszej ulicy Polnej 3 służyła jako miejsce gorliwej modlitwy mieszkańcom, a z czasem także pacjentom pobliskiego szpitala i ich rodzinom.
Przez pewien czas działała przy niej również niewielka pustelnia. Ostatnim pustelnikiem na Tworzykowie był Joseph Brendel. Zajmował mały pokój, w którym oprócz skrzyni służącej za posłanie i schowek znajdowały się organy. Pustelnik, ku uciesze jednych i przerażeniu drugich, wygrywał na nich niedzielne popołudniowe koncerty.
Kaplica przetrwała I wojnę światową, kryzys gospodarczy, rządy Adolfa Hitlera oraz okropności II wojny światowej. Niestety, nie przetrwała czasów PRL-u. Dziś trudno precyzyjnie określić moment jej destrukcji. Z oględzin w terenie oraz rozmów z mieszkańcami wynika, że w latach 60. XX wieku w kaplicy wybuchł pożar, który strawił niemal całe wyposażenie. Na przełomie lat 60. i 70. świątynia była już całkowicie opustoszała i zdewastowana, a jej stan techniczny określano jako krytyczny.
Kolejne lata przyniosły dalszą degradację: rozebrano przedsionek, strop oraz elementy więźby dachowej, a z sygnaturki skradziono dzwon. Któregoś dnia zawaliła się jedna z bocznych ścian (podobno samoczynnie). Ponieważ były to czasy, gdy nic nie mogło się zmarnować – a już szczególnie budulec – cegłę niemal natychmiast wykorzystano do postawienia komórki lub ogrodzenia. Z czasem niszczejącą kaplicę obniżono, rozbierając dwuspadowy dach, zamurowano dawne okna i rozebrano kamienne schody. Ubytki załatano pustakami, wybito nowe otwory, a w miejscu zawalonej ściany wstawiono wielką bramę. W ten sposób unikatowa kaplica stała się całkiem praktycznym garażem i magazynem na sprzęt rolniczy.
Dziś tylko wprawne oko dostrzeże w przydrożnym szarym garażu bryłę dawnej świątyni. Surowa kamienna kropielnica, wykonana z czerwonego piaskowca i porzucona nieopodal, to jedyny element dawnego obiektu, który dotrwał do naszych czasów. Leży niedbale przy drodze i niczym wyrzut sumienia spogląda milcząco na mijających ją ludzi.
Zamiast epilogu
Anton Rosenberger był nie tylko zamożnym kupcem, ale i wpływową postacią w mieście. Zasiadał w radzie miejskiej, a wraz z synem Augustem posiadał prawo warzenia piwa (na liście browarników pojawiają się w 1846 roku).
Po 1849 roku Anton i August Rosenbergerowie niespodziewanie znikają z kart historii Nowej Rudy. Brak ich na listach radnych, w księgach adresowych czy spisach lokalnych piwowarów. W tym samym czasie po drugiej stronie Atlantyku, w niespokojnych wówczas Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej, pojawiają się dwaj panowie o tym samym nazwisku. Młodszy ma na imię August i w dokumentach emigracyjnych jako miejsce urodzenia podaje Neurode. Towarzyszy mu ojciec, którego imienia nie wpisano do dokumentów. Starszy z panów Rosenbergerów wkrótce ginie podczas tzw. „Krwawiącego Kansas” – serii krwawych starć między zwolennikami niewolnictwa a abolicjonistami, które doprowadziły do wybuchu amerykańskiej wojny secesyjnej.
Tylko czy Anton Rosenberger z Neurode – radny, browarnik, fundator kaplicy na Tworzykowie i ojciec Augusta – to ten sam człowiek, który wyemigrował do USA i zginął w zamieszkach w Kansas? Czy faktycznie rodzina Rosenbergerów wyjechała do Ameryki? Czasami zwykła historia nieoczekiwanie zmienia się w zagmatwaną opowieść z wieloma znakami zapytania, a odpowiedź na to, co naprawdę stało się z fundatorem z Tworzykowa, być może wciąż czeka na odkrycie gdzieś w zakurzonym amerykańskim magazynie archiwów.
PS
Skoro mieszkaniec Nowej Rudy to Noworudzianin, a Słupca – Słupczanin, to jak nazywa się mieszkaniec Tworzykowa albo Drogosławia?
…bo historia fajna jest!
MC Noworuders – Marek Cybulski