Powidz - Tu się wraca

Wskazówki dojazdu

Powidz - Tu się wraca Strona wszystkich miłośników niepowtarzalności tego miejsca, klimatu, ludzi i wody. Kto raz przyjechał i poznał czar tego miejsca będzie wracał!

FORT TRUMP W POWIDZU? CO WIEMY I JAK TO WYGLĄDA W INNYCH MIEJSCACHW ostatnich tygodniach Powidz regularnie pojawia się w...
25/09/2026

FORT TRUMP W POWIDZU? CO WIEMY I JAK TO WYGLĄDA W INNYCH MIEJSCACH

W ostatnich tygodniach Powidz regularnie pojawia się w informacjach o planowanej stałej bazie armii USA w Polsce, nazywanej „Fort Trump”. Sprawdziliśmy, co jest pewne, a co na razie jest spekulacją, i jak podobne bazy funkcjonują w innych krajach.

CO WIEMY

Decyzja o lokalizacji jeszcze nie zapadła. Według źródeł Wirtualnej Polski w grze pozostały Poznań i Powidz. Inne media wskazują także Dolny Śląsk, w tym Wrocław i Oleśnicę. MON podkreśla, że chodzi o zachodnią Polskę, co jest warunkiem strony amerykańskiej.

Podczas trwającej sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku prezydent Karol Nawrocki rozmawiał o bazie z Donaldem Trumpem. Kancelaria Prezydenta przekazała, że polityczna decyzja jest wypracowana, a lokalizację i szczegóły mają teraz ustalić resorty obrony. Wiceminister obrony Magdalena Sobkowiak-Czarnecka oceniła, że decyzja zapadnie najpewniej w listopadzie lub grudniu, po przeglądzie sił USA w Europie.

Wiceminister obrony Stanisław Wziątek mówił, że baza przyjęłaby od 3 do 5 tysięcy żołnierzy. Za najbardziej realne uznał 4,5 tysiąca, bo tyle liczy brygada. Koszt po stronie polskiej ma przekroczyć 15 mld zł.

Nazwa nie jest nowa. Jako pierwszy zaproponował ją w 2018 roku prezydent Andrzej Duda. Od 2023 roku pierwszą stałą instalacją US Army w Polsce jest Camp Kościuszko w Poznaniu.

POWIDZ JUŻ DZIŚ

Wojska USA stacjonują w 33. Bazie Lotnictwa Transportowego od 2017 roku. Baza ma jeden z najdłuższych pasów startowych w Polsce, liczący 3,5 km. Służy jako baza operacyjna dla amerykańskich śmigłowców Apache i mieści magazyny APS ze sprzętem dla brygady USA. Magazyn APS-2 finansuje NATO. Według ówczesnego sekretarza generalnego Sojuszu Jensa Stoltenberga to największy pojedynczy projekt infrastrukturalny finansowany przez NATO od 30 lat.

SKALA

Gmina Powidz liczy 2226 mieszkańców (GUS, stan na koniec 2024 roku). Sama brygada to dwukrotność tej liczby, a do tego dochodzą rodziny i pracownicy cywilni. Dlatego najciekawsze są przykłady miejsc o podobnych proporcjach.

VILSECK, BAWARIA

To najbliższe porównanie. W Vilseck stacjonuje około 4,5 tysiąca żołnierzy z setkami małżonków i dzieci, a miasteczko liczy około 6,5 tysiąca mieszkańców. Żołnierze i miejscowi od dawna żyją tam obok siebie. Burmistrz szacuje korzyść dla regionu na około 800 mln dolarów rocznie. W maju 2026 roku Pentagon zapowiedział zmniejszenie liczby żołnierzy w Niemczech, co może dotyczyć także tej jednostki. Decyzja nie została jeszcze oficjalnie potwierdzona.

GRAFENWÖHR: MIESZKANIA I RODZINY

Rozbudowa sąsiedniego Grafenwöhr do rozmiarów brygady zakładała 4500 żołnierzy i 7000 członków ich rodzin. Największym wyzwaniem okazało się zakwaterowanie. W 2007 roku setki rodzin czekały na mieszkanie średnio do trzech miesięcy, a garnizon oferował lokale nawet 45 minut jazdy od bazy. Rozwiązaniem było nowe osiedle Netzaberg, ukończone w 2008 roku, z 830 domami dla rodzin wojskowych.

KAISERSLAUTERN: DŁUGA PERSPEKTYWA

W regionie Kaiserslautern mieszka i pracuje około 50 tysięcy Amerykanów: żołnierzy, cywilów i ich rodzin. To największa amerykańska społeczność wojskowa poza Stanami Zjednoczonymi. Jej wkład w lokalną gospodarkę szacuje się na 2,26 mld dolarów rocznie, głównie przez wynagrodzenia, zamówienia na budowy i usługi oraz tworzone miejsca pracy. Wielu żołnierzy zawarło małżeństwa z miejscowymi, a do 4 tysięcy emerytowanych wojskowych i cywilów zostało w regionie na stałe.

CO TO OZNACZA DLA POWIDZA

Doświadczenia z Niemiec pokazują kilka powtarzających się tematów: mieszkania i najem, nowe miejsca pracy dla miejscowych, handel i usługi, szkoły dla dzieci żołnierzy, a także drogi, wodociągi i kanalizację zaprojektowane dla znacznie większej liczby mieszkańców. Wiceminister Wziątek zaznaczył, że przygotowanie bazy będzie wymagało zmian planistycznych i współpracy z samorządami. Dla gminy tej wielkości to zadanie na lata, niezależnie od tego, gdzie ostatecznie powstanie baza.

Będziemy śledzić sprawę i informować, gdy pojawią się oficjalne ustalenia.

ŹRÓDŁA

Wirtualna Polska, „Poznań lub Powidz. To tam powstanie stała baza USA”, wrzesień 2026.
Rzeczpospolita, „Nawrocki rozmawiał z Trumpem. W tle stała baza USA w Polsce i amerykańskie inwestycje”, 23.09.2026.
Polsat News, „Baza USA w Polsce, Nawrocki o szczegółach. »Sprawa jest z pewnością przesądzona«”, 23.09.2026.
Dziennik.pl / PAP, „Stała baza USA w Polsce. Sobkowiak-Czarnecka powiedziała, kiedy zapadnie decyzja”, 24.09.2026.
Bankier.pl, „Amerykanie szukają miejsca na stałe bazy w Polsce. Koszty mogą pójść w dziesiątki miliardów zł”, wrzesień 2026.
Słupca.pl, „Plany USA. Nowa baza może powstać z dala od Powidza”, 23.09.2026.
WNP.pl / PAP, „Żołnierze z USA w Polsce. Wiceszef MON podał ich liczbę”, 21.09.2026.
Notes from Poland, D. Tilles, „New US »Fort Trump« military base in Poland »confirmed«, says President Nawrocki”, 23.09.2026.
Zero.pl, „Prezydent Karol Nawrocki o bazie wojsk USA w Polsce. Podał termin ukończenia budowy”, wrzesień 2026.
Głos Wielkopolski, „Wycinka drzew w Powidzu. Zniknie 100 ha lasu, powstanie baza dla wojsk USA”, 4.03.2019.
Altair, „Budowa APS-2 w Polsce”, 19.10.2022.
U.S. Army, „Pierwsza partia pojazdów opancerzonych przybywa do magazynu Powidz APS-2”, army.mil, 18.07.2024.
GUS, stan na 31.12.2024, za polskawliczbach.pl.
Stars and Stripes, „German officials weigh fallout from planned US troop cuts”, 6.05.2026.
Stars and Stripes, „US to withdraw up to 5,000 troops from Germany”, 1.05.2026.
Stars and Stripes, „600M Grafenwöhr area expansion will include 830 housing units”, 13.01.2006.
Stars and Stripes, „Army buildup in Grafenwöhr, Vilseck leads to housing shortage”, 28.06.2007.
Stars and Stripes, „Housing project at Grafenwöhr loses financing”, 5.12.2008.
Kaiserslautern American, „ABC in KMC: Time travel in Kaiserslautern, part 4”, 8.05.2026.

Cytaty i tytuły podano w oryginalnym brzmieniu.

REKORDOWA POWIDZKA „ZUPA" - A WY JAK JĄ PAMIĘTACIE?Każdy z nas ma co najmniej jedno wspomnienie z letniego Powidza, w kt...
23/09/2026

REKORDOWA POWIDZKA „ZUPA" - A WY JAK JĄ PAMIĘTACIE?

Każdy z nas ma co najmniej jedno wspomnienie z letniego Powidza, w którym jezioro było jak zupa. Z wody nie chciało się wychodzić, a mielizny i plaże przypominały karaibski brzeg.

Zapytajcie o to kilka osób, a dostaniecie stertę różnych lat. Jedni mówią o 2015, inni upierają się przy 2018, a starsi machają ręką i wracają do lat dziewięćdziesiątych. Wszyscy są przekonani, że pamiętają dobrze.

Sprawdziliśmy to w danych IMGW. Codzienne pomiary temperatury wody w Powidzkim prowadzone są od 1972 roku, więc można porównać nie tylko ostatnie lata, ale ponad pół wieku. Odpowiedź jest na końcu. Ale zaczniemy od tego, dlaczego akurat przy tym jeziorze ludzka pamięć tak się rozjeżdża.

CIEPŁA WARSTWA JEST CIENKA

Każdy, kto spędził nad Powidzkim więcej niż jedne wakacje, zna ten numer. Trzy dni bezwietrznego upału i woda robi się przyjemna, taka, z której nie chce się wychodzić. Potem jedna noc z porządnym zachodnim wiatrem i następnego dnia jest o kilka stopni chłodniej. Nic się nie zepsuło. Tak po prostu działa to jezioro.

Latem Powidzkie dzieli się na dwie warstwy: ciepłą na wierzchu i zimną pod spodem. W lipcu tego roku pomiary IMGW pokazały, że między dziewiątym a dziesiątym metrem głębokości woda traciła 7,1 stopnia na jednym metrze. To najostrzejsza granica ze wszystkich dwunastu jezior, dla których IMGW publikuje takie pomiary.

Jezioro jest długie i otwarte na zachód, więc wiatr ma się gdzie rozpędzić. Fala miesza wierzchnią warstwę i wciąga do niej wodę spod granicy. Do tego wiatr spycha ciepłą wodę na jeden brzeg, a na przeciwległym z dołu podchodzi zimna. Stąd sytuacje, które każdy zna: w jednym miejscu da się wejść bez zastanowienia, a tego samego dnia kilometr dalej lodowato.

Wiatr nie jest zresztą jedynym sprawcą. Pogodna, sucha noc zabiera z metra kwadratowego tafli ogromną ilość ciepła. Do tego ochłodzona woda robi się cięższa i opada, a ta cieplejsza podchodzi z dołu, więc jezioro miesza się samo, nawet przy zupełnej ciszy. U nas noce potrafią być chłodne nawet w środku lata i dlatego rekordy padają nie wtedy, kiedy trafi się kilka gorących dni, tylko wtedy, kiedy razem z nimi przyjdą ciepłe noce.

DLACZEGO GRZEJE SIĘ WOLNIEJ NIŻ SĄSIEDZI

Do tego dochodzą dwie rzeczy, przez które Powidzkie w ogóle rozkręca się opornie.

Pierwsza to zwyczajna masa. Ponad sto dwadzieścia milionów metrów sześciennych wody, średnia głębokość ponad jedenaście metrów, maksymalna ponad czterdzieści siedem. Żeby taką ilość podgrzać o jeden stopień, trzeba potężnej porcji energii. Płytki staw robi to w jedno popołudnie, Powidzkie potrzebuje tygodni. Ta sama bezwładność działa potem na naszą korzyść we wrześniu, kiedy woda trzyma ciepło dłużej niż powietrze.

Druga wynika z tego, z czego jesteśmy dumni. Powidzkie jest wyjątkowo przejrzyste, w rekordowym pomiarze krążek Secchiego było widać na ponad dziesięciu metrach. Przejrzystość znaczy, że światło wchodzi głęboko, zamiast zatrzymywać się tuż pod powierzchnią. W mętnym jeziorze całe słońce zamienia się w ciepło w pierwszym półmetrze i wierzch grzeje się błyskawicznie. U nas ta sama energia rozkłada się na kilka metrów. Czysta woda to ładna woda i chłodniejsza woda. To jedna i ta sama cecha.

NO TO KIEDY?

Ja mam swój rok od zawsze: 1994. Kojarzę go z mundialem w Stanach, meczami oglądanymi wieczorami i wodą, z której nie chciało się wychodzić. Byłem pewien, że to po prostu dobre wspomnienie. Okazało się, że pamięć mnie nie zawiodła. W lipcu i sierpniu 1994 roku termometr IMGW w Powidzu pokazał 27,0 stopnia i przez następne dwadzieścia cztery lata nikt tego nie przebił.

Dopiero sierpień 2018 z wynikiem 27,6 stopnia. To najwyższy odczyt w całej serii od 1972 roku. Jeśli pamiętacie z ostatnich lat lato, w którym woda nie orzeźwiała, tylko była po prostu ciepła, to prawie na pewno tamto.

A tegoroczne wakacje? Sierpień to 24 stopnie, czyli równo środek stawki. Ale ten sam miesiąc przyniósł stan wody 380 centymetrów, najniższy od 2009 roku, od kiedy sięgają nasze zestawienia, siedemdziesiąt cztery centymetry poniżej średniej z wielolecia. I tu jest rzecz, która zaskakuje. Te karaibskie plaże z początku tekstu są dziś szersze niż od lat, więc wydawałoby się, że im mniej wody, tym szybciej się ona nagrzewa. Nic z tego. Pół metra ubytku z wierzchu nie robi na ponad stu dwudziestu milionach metrów sześciennych żadnego wrażenia. Jeziora ubywa, ale grzeje się dokładnie tak samo opornie jak zawsze.

Najcieplejszy moment tegorocznych wakacji wypadł zresztą nie w sierpniu i nie w lipcu, tylko w czerwcu. 26,0 stopnia, najcieplejszy czerwiec od 2009 roku, cieplejszy niż dwanaście z piętnastu zanotowanych w tym czasie lipców. I to jest w tych liczbach najciekawsze. Lipce i sierpnie przez ostatnie kilkanaście lat prawie się nie zmieniły, za to czerwce robią się wyraźnie cieplejsze, a w długiej serii od 1972 roku najszybciej ociepla się maj. Sezon kąpielowy nie robi się gorętszy. On się przesuwa i zaczyna wcześniej.

Tyle mówią tabele. A Wy? Który rok pamiętacie jako ten z najcieplejszą wodą? Z czym Wam się kojarzy?

Źródło: IMGW-PIB, Biuletyn PSHM, tablica „Stan i temperatura wody jezior", stacja Powidz, 2009–2026; seria 1972–2017 oraz morfometria za: „Jezioro Powidzkie wczoraj i dziś", red. B. Nowak, IMGW-PIB 2019, w tym M. Ptak, B. Nowak, D. Nowak, „Reżim termiczny Jeziora Powidzkiego". Temperatura mierzona jest codziennie o ósmej rano, na głębokości 40 cm, więc popołudniowa woda przy plaży bywała cieplejsza. Brak zestawień za 2016 rok.

11 WĄSACZY POD ŚCIANĄ. POWIDZ?, MARZEC 1916W 2014 roku Cäcilie von der Driesch z Niederkrüchten, miasteczka w Nadrenii t...
11/09/2026

11 WĄSACZY POD ŚCIANĄ. POWIDZ?, MARZEC 1916

W 2014 roku Cäcilie von der Driesch z Niederkrüchten, miasteczka w Nadrenii tuż przy granicy holenderskiej, przeczytała w gazecie apel. Archiwa zbierały pamiątki po pierwszej wojnie światowej, w setną rocznicę jej wybuchu. Poszła do szuflady i przyniosła do archiwum miejskiego w Viersen fotografię.

Na odwrocie albo w rodzinnej pamięci było zapisane, gdzie ją zrobiono. Koło Powidza. Marzec 1916.

Stamtąd zdjęcie trafiło do europejskiej biblioteki cyfrowej Europeana i wisi tam do dziś, opisane po niemiecku, z naszym jeziorem na mapce.

CO NA NIM JEST

Pierwsze, co się rzuca w oczy, to wąsy i brzuchy. To nie są chłopcy. To mężczyźni pewnie po czterdziestce, tacy, których w domu zostawiono w warsztacie albo przy roli, dopóki wojna nie zaczęła sięgać coraz głębiej.

Drugie, to broń, a właściwie jej brak. Karabiny mają tylko dwaj skrajni, ten po lewej i ten po prawej. To warta. Cała reszta pozuje bez broni, w miękkich czapkach polowych.

W środku, na krześle, siedzi jedyny człowiek w czapce z daszkiem. W wojsku takie rzeczy nie są przypadkowe. To najstarszy stopniem w tym gronie. Za nim stoi mężczyzna z łańcuszkiem zapiętym pod guzik, na którym podoficerowie nosili gwizdek.

Nad głową jednego z tych z tyłu ktoś postawił atramentem krzyżyk. To popularny gest, powtórzony na milionach zdjęć w tamtych latach, mówi wprost: to ja, popatrzcie, jestem cały.

WOJNA, KTÓRA PRZYSZŁA WARTĄ

W marcu 1916 front leżał kilkaset kilometrów na wschód. Powidz był głębokim zapleczem...

Skład tej grupy pasuje do formacji, która się nazywała Landsturm. Były to głębokie rezerwy, roczniki najstarsze, mężczyźni mniej więcej między trzydziestym dziewiątym a czterdziestym piątym rokiem życia, uznani za nienadających się już do służby frontowej. Wysyłano ich na wartę, na etapy, do pilnowania mostów, magazynów, torów i jeńców.

CZEGO NIE WIEMY?

Rodzina wiąże z tą fotografią konkretne nazwisko. Sprawdziliśmy je najlepiej, jak się dało, i na razie nie udało się go potwierdzić, więc go tu nie podajemy. Na pokrowcu hełmu widać namalowany numer jednostki, ale w dostępnym materialne jest nieczytelny.

Za plecami żołnierzy stoi solidny budynek. Otynkowany, z pilastrami na narożniku, z wyraźnym profilowanym cokołem. Po prawej niski murek zwieńczony blachą, ze stopniem. Po lewej deskowe wrota albo ogrodzenie, a przy nich coś, co wygląda na koło i wiklinowy kosz.

Niemiecki tytuł mówi „koło Powidza", a opis „w Powidzu". Ta drobna różnica oznacza, że szukać trzeba nie tylko w samym miasteczku, ale w całej okolicy jeziora.

Rozpoznaje ktoś ten narożnik? Kościół, plebania, szkoła, urząd, dwór, stacja?

Fotografia: Stadtarchiv Viersen, dar Cäcilie von der Driesch. Za pośrednictwem Europeana 1914-1918, licencja CC BY-SA 3.0.

DWIE RECEPTY NA POWIDZZalecenie, opinia, a właściwie reklama podpisana przez lekarzy w prospekcie uzdrowiska? To się mog...
07/09/2026

DWIE RECEPTY NA POWIDZ

Zalecenie, opinia, a właściwie reklama podpisana przez lekarzy w prospekcie uzdrowiska? To się mogło zdarzyć tylko w czasach dawno minionych. Rok 1928, na stronie dziesiątej owej broszury widzimy dwie "recepty", Powidz pokazuje w nich papiery na to, żeby móc nazywać się uzdrowiskiem.

Obie opinie są starsze niż sam prospekt. Pierwsza nosi datę 20 kwietnia 1926, druga 14 kwietnia 1926. Zamówiono je więc na jeden sezon, a pracowały w reklamie co najmniej dwa.

Pierwszy podpis: dr med. Fr. Bednarek, Witkowo. Krótko i konkretnie. "Uzdrowisko Powidz, dzięki zacisznemu położeniu nad olbrzymiem jeziorem o czystej wodzie i dobrej plaży, nadaje się na miejsce wypoczynkowe dla osób nerwowo wyczerpanych i na uzdrowisko po przebytych chorobach wszelkiego rodzaju."

Drugi podpis jest cięższego kalibru: Uniwersytet Poznański, Zakład Higieny, prof. dr Paweł Gantkowski.

KTO PODPISYWAŁ?

Gantkowski to postać z pierwszej ligi ówczesnej medycyny wielkopolskiej. Urodzony w Gnieźnie w 1869 roku, studia we Wrocławiu, Monachium i Würzburgu, od 1921 profesor honorowy higieny społecznej Uniwersytetu Poznańskiego i kierownik Zakładu Higieny Ogólnej, w 1930 dziekan Wydziału Lekarskiego. Znany działacz abstynencki i popularyzator higieny.

I tu drobiazg, który spina całą tę stronę. Po doktoracie Gantkowski osiadł w Witkowie i to tam zorganizował Kasę Chorych. Obie opinie na tej kartce mają więc ten sam adres wyjściowy, oddalony od jeziora o kilkanaście kilometrów wąskotorówką.

O doktorze Bednarku z Witkowa nie udało się na razie ustalić nic pewnego poza tym, co widać na dokumencie - choć lekarzy Bednarków w okolicy mamy wielu. Jeśli ktoś z Państwa ma w rodzinnych papierach ślad po tym nazwisku, chętnie posłuchamy.

CO WŁAŚCIWIE ZAŚWIADCZYLI?

Warto przeczytać opinię Gantkowskiego uważnie, bo profesor higieny był ostrożniejszy, niż chciałby zamawiający. Nie wymienia żadnych wód leczniczych, żadnych borowin, żadnych wskazań chorobowych. Wylicza rzeczy sprawdzalne: położenie przy brzegach wielkiego jeziora, osłonięcie wzgórzami od silniejszych wiatrów północnych, częściowo sztuczną, częściowo naturalną plażę, urządzenie kąpielowe i urządzenia dla sportu wodnego.

A na końcu, zamiast słowa uzdrowisko, pada ostrożna formuła: letnisko i miejsce wywczasów. Z jednym dopiskiem, który jest tu najmocniejszym zdaniem reklamowym epoki. Powidz zastępuje do pewnego stopnia zatoki nadbałtyckie co do świeżości powietrza.

To zdanie trzeba czytać w realiach lat dwudziestych. Polska ma wtedy krótkie i zatłoczone wybrzeże, dojazd nad morze jest długi i drogi, a Wielkopolska szuka miejsca nad wodą bliżej domu. Powidz sprzedaje się jako Bałtyk dla tych, których na Bałtyk nie stać.

Źródła: „Prospekt Uzdrowiska Powidz na rok 1928", wyd. Uzdrowisko Powidz, druk Drukarnia Mieszczańska T. A., s. 10 (odpisy opinii z 14 i 20 kwietnia 1926); egzemplarz Biblioteki Raczyńskich, dostępny w Wielkopolskiej Bibliotece Cyfrowej. Biogram Pawła Gantkowskiego: Urząd Miejski w Gnieźnie, Wielkopolska Biblioteka Cyfrowa. Cytaty w pisowni oryginalnej.

kropla po kropli, pytanie po pytaniu, może ktoś, coś, gdzieś choć odrobinę coś przyśpieszy...
04/09/2026

kropla po kropli, pytanie po pytaniu, może ktoś, coś, gdzieś choć odrobinę coś przyśpieszy...

Poziom wody spada, pomosty zostają na lądzie, a formalna linia brzegu Jeziora Powidzkiego wciąż nie została ustalona. Plany ratowania jezior są, samorządy deklarują gotowość do działania, ale kolejne decyzje i procedury ciągną się miesiącami. Po latach dyskusji wokół Pojezierza Gnie...

OSTROWO. WIEŚ, KTÓRA NAZYWA SIĘ WYSPASąsiedzi Powidza, odcinek drugi miejscowości, które współdzielą taflę jeziora.Idzie...
02/09/2026

OSTROWO. WIEŚ, KTÓRA NAZYWA SIĘ WYSPA
Sąsiedzi Powidza, odcinek drugi miejscowości, które współdzielą taflę jeziora.

Idziemy dalej wzdłuż brzegu, zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Z Przybrodzina na wschód, na drugą stronę północnych ramion jeziora. Ostrowo.

Zacznijmy od zdania, które można przeczytać w każdym niemal opracowaniu: Ostrowo pojawiło się na mapach dopiero po I wojnie światowej, wraz z II Rzecząpospolitą. To prawda i jednocześnie mocno mylące stwierdzenie.

WIEŚ BEZ METRYKI i DŁUGĄ HISTORIĄ

W studium uwarunkowań gminy Powidz znajdziemy tabelę z wykazem stanowisk archeologicznych: Anastazewo 4. Wylatkowo 3. Przybrodzin 7. Smolniki Powidzkie 7. Polanowo 12. Powidz 16.

Ostrowo 27!

Wieś, której formalnie nie było przed 1918 rokiem, ma najwięcej rozpoznanych śladów osadnictwa, o jedenaście więcej niż sam Powidz z grodziskiem na Górze Zamkowej. To głównie ślady i punkty z badań powierzchniowych, więc ostrożnie z wnioskami. Ale rozkład jest jednoznaczny: nikt tu nie zaczynał od zera w 1918 roku.

PIĘĆ OSAD, JEDNA NAZWA

Na terenie dzisiejszej wsi leżały wcześniej osobne osady: Huta Powidzka, Powidz Werder, Huta Werder, Bonikówko i Ruszyn. Część z nich jest starsza, niż się wydaje. Ruszyn i Huta Powidzka figurują w spisie wsi starostwa powidzkiego, obok Charbina, Ługów, Przybrodzina, Smolnik, Szydłowca i Wylatkowa. To była królewszczyzna, a nie przypadkowe pustkowie.

Sama nazwa jest zresztą starsza niż wieś w dzisiejszym kształcie. Wykaz miejscowości parafii powidzkiej wymienia wśród osad powstałych po XVI wieku Ostrowo Stare i Ostrowo Nowe.

A twardy dowód nadal stoi na nasypie. Przystanek Gnieźnieńskiej Kolei Wąskotorowej, oddany do użytku w 1911 roku, nazywa się Ostrowo Stare.

I nie jest to rekonstrukcja z drugiej ręki. Te nazwy możemy znaleźć na załączonej niemieckiej mapie „Powidzer See” z 1915 roku. W rejonie dzisiejszego Ostrowa widnieje na niej Hutta i werder.

Werder to po niemiecku wyspa rzeczna, kępa, kawałek suchego lądu wśród wód i mokradeł. Ostrów to dokładnie to samo po staropolsku. Dwa języki, dwie administracje, dwie epoki, jedno znaczenie. Nazwa tego miejsca, niezależnie od tego, kto ją akurat zapisywał, opowiada zawsze tę samą historię: sucho tu jest tylko miejscami, reszta to woda. Dzisiaj niestety wydaje się być odwrotnie...

HUTA, KTÓRA ZOSTAŁA W WODZIE

W drugiej połowie XVIII wieku w okolicy Powidza założono fabrykę szkła. Stąd Huta Powidzka.

Północno-zachodnie ramię akwenu, dziś odrębne Jezioro Powidzkie Małe, rybacy nazywają Hutką. Nad Hutką leży Ostrowo, i to nie tylko w sensie geograficznym. Wieś Ostrowo dzieli się urzędowo na dwie części, a nazywają się one Hutka i Rusin. Nazwa zlikwidowanej osady szklarskiej siedzi więc jednocześnie w rejestrze miejscowości i w słowniku rybaków. Monografia IMGW-PIB, opisując rybacką nazwę Zgonik na Hutce, stwierdza wprost, że drugi człon należy odnieść do nazwy jeziora albo do osady leżącej nad jego brzegiem.

Samo Jezioro Powidzkie Małe zostało ostatecznie oddzielone od głównego basenu groblą kolejową przy Przybrodzinie w 1911 roku. O tym pisałem w odcinku pierwszym.

WIATRAK I SZKOŁA, CZYLI PRZYRZĄDY NAWIGACYJNE

Wodniacy Jeziora Powidzkiego mieli własny system nazw toni. Część z nich to nazwy kierunkowe, wskazujące, jak ustawić łódź, żeby trafić na właściwe miejsce. Wyznaczali je po obiektach na lądzie, widocznych z daleka.

Jedna z toni ma dwie takie nazwy wymiennie: „Na Szkołę” i „Na Wiatrak”. Obie wskazują na Ostrowo.

Wieś, której formalnie jeszcze nie było na mapie, była już punktem odniesienia na wodzie. Nie miała statusu, miała za punkty nawigacyjne: dwa najwyższe budynki w okolicy. Oba obiekty nadal istnieją.

Wiatrak koźlak, drewniany, datowany na przełom XVIII i XIX wieku, wpisany do rejestru zabytków pod numerem A-526/267 decyzją z 4 listopada 1996 roku. W księdze adresowej Polski z 1930 roku widnieje jako własność p. Arndta. Dziś odrestaurowany, w rękach prywatnych.

Zespół szkoły z około 1920 roku, budynek szkolny i gospodarczy, dziś pod nr 19.

KUCHNIA, LISIA KITA I KALNIK

Brzeg Ostrowa jest w rybackim nazewnictwie opisany wyjątkowo gęsto. Lisia Kita to zwyczajowa nazwa Półwyspu Ostrowskiego, ciągnącego się między północnymi ramionami Jeziora Powidzkiego a Jeziorem Powidzkim Małym. Kształtem przypomina lisi ogon. Jego wierzchołek nazywa się Występ, a w połowie długości jest Kalnikowy Róg, od podmokłych łąk zwanych Kalnikiem.

Na wysokości samej wsi wchodzi w jezioro Kuchenny Nort, klin mielizny - okolice Hotel Moran SPA. Przegłębienie między nim a brzegiem nosi nazwę Kuchni, bo, jak tłumaczyli rybacy, jest tam zacisznie jak w domowej kuchni.

TRZY POŻARY W SIEDEM LAT

Gnieźnieński „Lech”, który już nie raz raczył nas ciekawostkami z okolicy, zaglądał do Ostrowa regularnie. Z jego notatek wyłania się rzecz, której nie ma w żadnej ewidencji zabytków: wieś paliła się wielokrotnie.

Lipiec 1931, piorun w zabudowaniach Ludwika Śmigielskiego, spłonął dom, stodoła, chlew, sieczkarnia i młockarka, straty 16 tysięcy złotych. Marzec 1932, ktoś podkłada ogień pod krytą trzciną i pełną zboża stodołę w zagrodzie p. Szeszyckiego, straż z Powidza zdążyła obronić tylko dom mieszkalny, sprawców nie ujęto. Czerwiec 1938, zagroda Mieczysława Pawlaka, stodoła, chlew, przybudówki, maszyny.

CMENTARZ, KTÓREGO NIKT NIE PLANOWAŁ

W gminnej ewidencji zabytków Ostrowo ma cztery pozycje z kategorii pamięci: kapliczkę z około 1905 roku, kamienno-żelazny krzyż przydrożny z 1897, cmentarz ewangelicki z drugiej połowy XIX wieku i ciekawostkę, o której warto więcej opowiedzieć.

Cmentarz epidemiczny z połowy XIX wieku. Takie miejsca zakładano poza wsią, w pośpiechu, kiedy ten pierwszy przestawał wystarczać albo kiedy bano się chować zmarłych blisko. Połowa XIX wieku w Wielkopolsce to fale cholery, ale nie znalazłem dokumentu, który wiązałby ostrowski cmentarz z konkretną epidemią, więc nie nazywam go cholerycznym. Sam fakt, że go tu założono, mówi dość jednoznacznie.

Osiemdziesiąt lat później wróciło to samo, w innej postaci. We wrześniu 1932 roku gnieźnieński „Lech” pisał o błonicy szerzącej się w Ostrowie w zastraszający sposób. W jednym gospodarstwie zmarło jednego dnia dwoje dzieci, pochowanych we wspólnym pogrzebie 7 września.

CO ZOSTAŁO

W 1930 roku Ostrowo liczyło 306 mieszkańców. W 2021 roku 180.

Wieś się wyludniła, a potem odbiła tylko częściowo: w latach 1998 do 2021 liczba mieszkańców wzrosła o 56,5 procent, ale wciąż jest ich o ponad jedną trzecią mniej niż przed wojną. Zmienił się za to charakter z typowo rolniczej na letniskową.

ŹRÓDŁA
„Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy Powidz”, zał. do uchwały nr V/33/19 Rady Gminy Powidz z 13 marca 2019 (gminna ewidencja zabytków, wykaz stanowisk archeologicznych, rys historyczny za Strategią rozwoju gminy Powidz)
„Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich”, hasło Powidz (skład starostwa powidzkiego)
B. Nowak, „Nazwy związane z Jeziorem Powidzkim”, rozdz. XVI w: „Jezioro Powidzkie wczoraj i dziś”, red. B. Nowak, IMGW-PIB, Warszawa 2019
M. Olejniczak, „Ostrowo gm. Powidz. Dzieje wsi i jej mieszkańców”, ziemiapiastowska.pl, 11.05.2025
https://www.ziemiapiastowska.pl/2025/05/11/ostrowo-gm-powidz-dzieje-wsi-i-jej-mieszkancow/
https://www.ziemiapiastowska.pl/2025/05/13/ostrowo-gm-powidz-z-zycia-dawnych-mieszkancow-wsi/
„Lech. Gazeta Gnieźnieńska”: 11.07.1931, R. 32, nr 157; 23.03.1932, R. 33, nr 68; 10.09.1932, R. 33, nr 208; 07.07.1938, R. 38, nr 152
„Księga adresowa Polski”, 1930
Parafia św. Mikołaja w Powidzu, wykaz miejscowości parafialnych
Wykaz części miejscowości dla wsi Ostrowo, gm. Powidz (rejestr TERYT/SIMC)
Dokumentacja Gnieźnieńskiej Kolei Wąskotorowej, przystanek Ostrowo Stare (bazakolejowa.pl, gkw-gniezno.pl)
Niemiecka mapa „Powidzer See”, 1915 (zbiory własne)
GUS, Narodowy Spis Powszechny 2021

Polecamy materiał Wolne Rzeki, w którym Panowie ciekawie opowiadają o kolejnym "kamyczku" wpływającym zapewne też na Nas...
31/08/2026

Polecamy materiał Wolne Rzeki, w którym Panowie ciekawie opowiadają o kolejnym "kamyczku" wpływającym zapewne też na Nasze Jezioro...

Możesz wesprzeć powstawanie filmów i naszą pracę na rzecz rzek prze...

CZY DA SIĘ NAPEŁNIĆ NASZE JEZIORO DESZCZEM?Istnieje teoria spiskowa, że niektóre państwa potrafią modyfikować pogodę. Cz...
24/08/2026

CZY DA SIĘ NAPEŁNIĆ NASZE JEZIORO DESZCZEM?

Istnieje teoria spiskowa, że niektóre państwa potrafią modyfikować pogodę. Częściowo to prawda, tylko nie w tę stronę, w którą by się chciało. Rosjanie od dziesięcioleci rozpędzają chmury przed defiladą 9 maja, ostrzeliwując je jodkiem srebra i pyłem cementowym z samolotów transportowych. Chińczycy powstrzymywali deszcz podczas olimpiady w Pekinie.

Tyle że zasiewanie chmur niczego nie produkuje. Ono tylko każe chmurze spuścić wodę tutaj, zamiast pięćdziesiąt kilometrów dalej. Do tego działa wyłącznie przy spokojnej pogodzie, a przy aktywnym niżu bywa nieskuteczne albo nieprzewidywalne. W listopadzie 2009 roku takie właśnie błędy przypisano śnieżycom, które na kilka dni sparaliżowały Pekin.

Ale załóżmy na chwilę, że da się. Czy lekarstwem na niski poziom wody w jeziorach byłby bardzo intensywny opad, taki z jakim mieliśmy do czynienia w piątek i sobotę? Przez wiele dni...

22 sierpnia, w Powidzu zanotowano opad o wysokości 94,8 mm i jest to nowy rekord, poprzedni uległ po prawie 70 latach (źródło: Wielkopolski Łowca Burz).

A więc, nie będąc mocno zachłannym, nie nam przybędzie 1 metr naszego ulubionego jeziora. 94,8 mm to 94,8 litra na każdy metr kwadratowy. Nad taflą Jeziora Powidzkiego daje to nieco ponad milion metrów sześciennych wody, a lustro podnosi się o 9,5 centymetra.

Proste mnożenie i potrzebujemy 10,5 doby podobnej ulewy i mamy nasz oczekiwany metr. Razem tysiąc milimetrów deszczu, czyli dwa razy tyle, ile w tym rejonie pada przez cały rok. Średnia roczna dla stacji w Słupcy z lat 1971-2020 wynosi 496 mm, a w latach suchych opad nie przekracza 300 mm.

Akurat jezioru nic by się nie stało. Woda najpierw opadła, więc jest dokąd wracać, a metr wyżej to nie powódź, tylko stan sprzed lat. Nic z tego też nie ucieka, bo przy dzisiejszych stanach jezioro nie oddaje wody do Meszny, a o odpływie decyduje jaz w Giewartowie. Gorzej z drogą, którą ta woda musi do jeziora dotrzeć. Powidz leży u podnóża pasa wzniesień czołowomorenowych, które na zachód od miejscowości sięgają 132 metrów nad poziomem morza, przy lustrze jeziora na 98. Trzydzieści kilka metrów różnicy na krótkim odcinku. Po pierwszym takim dniu gleba jest nasycona i każdy kolejny milimetr nie wsiąka, tylko spływa tym stokiem w stronę wody, a po drodze jest Powidz. Jezioro dostałoby swój metr, może nawet szybciej bo woda również spływałaby z okolicy. Rachunek jednak zapłaciłyby ulice, piwnice, domy i wszystko, co stoi niżej. Powódź z 1997 roku poprzedziło 4-5 dni podobnych ulew jak ta z ostatniej soboty.

No dobrze, powódź to słaby pomysł, może rozłóżmy to w czasie. Taka ulewa raz na miesiąc? Tak by grunt zdążył wchłonąć wodę itd.
I tu niestety wychodzi rzecz, która tłumaczy rujmuje nam ten eksperyment myślowy. W lipcu 2026 średnie parowanie wahało się w przedziale 109 do 134 mm na miesiąc. Czyli najintensywniejsza ulewa od 69 lat nie pokryłaby nawet miesięcznego parowania z jeziora. I to w lipcu, który był jednym z chłodniejszych od kilkunastu lat. Taka ulewa zdarza się raz na kilkadziesiąt lat, a lipiec przychodzi co roku.

Zresztą taka pogoda oznaczałaby zupełnie inną okolicę. Dwanaście rekordowych ulew w roku to 1138 milimetrów opadu przy dzisiejszych 496. To więcej, niż w 2022 roku spadło w Zakopanem, gdzie zanotowano 904 mm, najwięcej ze wszystkich stacji synoptycznych w Polsce. I to nadal nie byłyby tropiki, bo w tropikach nie chodzi o to, że pada więcej, tylko że pada równo przez cały rok. Powidzowi bardziej pomogłaby irlandzka pogoda niż amazońska: mniej słońca, chłodniejsze lato, deszcz rozłożony na dwanaście miesięcy zamiast na dwanaście dni.

Nasza susza nie jest przy tym lokalnym pechem. Wschodnia Wielkopolska i Kujawy dostają najmniej opadów w całej Polsce, bo leżą w cieniu opadowym Pojezierza Pomorskiego. Wzniesienia na północy zabierają wilgoć, zanim dotrze ona do nas.

Bo jeziora nie napełnia się ulewą. Napełnia się je wodą podziemną, a ta odbudowuje się mokrymi jesieniami i zimami, kiedy woda wsiąka zamiast parować. Powoli, nudno i zupełnie bez emocji. Żadna technologia i żadna teoria spiskowa tego nie skróci.

Idealne rozwiązanie byłoby zresztą oczywiste. Niech pada wyłącznie nad taflą jeziora i wyłącznie w nocy, a w dzień pełne słońce dla plażowiczów.

Tyle że gdyby ktoś nam tego naprawdę wysłuchał, byłby to najgorszy możliwy scenariusz. Deszcz nad samą taflą to 10,7 kilometra kwadratowego zamiast osiemdziesięciu kilometrów kwadratowych zlewni, czyli nic nie wsiąka i nie odbudowuje wód podziemnych, z których jezioro naprawdę żyje. A pełne słońce każdego dnia to maksymalne parowanie, czyli oddawanie w powietrze dokładnie tego, co spadło w nocy.

Wyszłoby na to samo co dziś, tylko szybciej. Może jednak lepiej, żeby pogodą nadal nikt nie sterował.

źródło: BIULETYN PAŃSTWOWEJ SŁUŻBY HYDROLOGICZNO METEOROLOGICZNEJ LIPIEC 2026

fot. NanoBanana2

Adres

Powidz
62-430

Strona internetowa

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy Powidz - Tu się wraca opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij