Kocborowo z dawnych lat

Wskazówki dojazdu

Kocborowo z dawnych lat Strona "Kocborowo z dawnych lat" przedstawia historię szpitala w Kocborowie, od czasów wybudowania całego kompleksu szpitalnego, do czasów współczesnych.
(1)

Witam wszystkich bardzo serdecznie.Dzisiaj miałem przyjemność posłuchać wspomnień p. Zdzisławy Lindy, wspaniałej osoby k...
24/09/2026

Witam wszystkich bardzo serdecznie.

Dzisiaj miałem przyjemność posłuchać wspomnień p. Zdzisławy Lindy, wspaniałej osoby która zabrała mnie na sentymentalną wycieczkę do lat 50 –tych, 60-tych oraz 70-tych.
Odwiedzimy teraz szpital w Kocborowie i poznamy jego dawne sekrety.

Nazywam się Zdzisława Linda, a pracę w Kocborowie podjęłam w 1955 roku. Na początku pracowałam w charakterze salowej, następnie po 5 latach kursów pielęgniarskich zostałam pielęgniarką i stopniowo pięłam się po szczeblach, najpierw jako oddziałowa, potem jako przełożona, i na tym stanowisku skończyłam pracę zawodową.
Zaczęłam jako siedemnastoletnia dziewczyna na oddziale czternastym, potem już jako pielęgniarka na oddziale 24, a następnie na oddziale 22 jako oddziałowa.
W tych latach, kiedy ja pracowałam, to była praktycznie bieda. Z dworca do szpitala w Kocborowie prowadziły tory, tutaj przez naszą ulicę Skarszewską i takimi jak to nazywali „lorkami”,( lorki to były takie wózki na szynach), przewozili nimi nawet węgiel. Na terenie szpitala, również były tory, i na tych lorkach przewoziło się posiłki. Na skrzyżowaniach trzeba było przekładać zwrotnice z uliczki głównej, na uliczki boczne. I tak tym wózkiem, tą lorką na uliczki boczne, dowoziło się te posiłki. Były to bardzo prymitywne warunki, ale takie były czasy. Z biegiem lat zrezygnowano z wózków które korzystały z szyn i zastąpiono je wózkami kołowymi. Na te wózki kładło się termosy i ciągnęło się je z tymi termosami pod każdy odział. Obecne pojazdy, to jest dobrodziejstwo cywilizacji.
Współczesne leczenie jest zupełnie inne niż dawniej, chorych było o wiele więcej, bo dzisiaj są to ” sanatoria” po 30 pacjentów na oddziałach. Dawniej przyjmowaliśmy na oddział 100, 120 pacjentów. Kiedy wszystkie łóżka były pozajmowane, to jak zachodziła taka potrzeba to były rozkładane materace na podłodze, na głównych gankach i chorych się kładło głównie tam. Jak się trafiła wszawica to od tego pierwszego materaca, to do rana, 6 czy nawet 7 pacjentów obok, było już zakażonych wszawicą, takie były warunki kiedyś. Było bardzo ciężko, choć personelu było dosyć dużo jak na tamte czasy, no ale też roboty było wiele przy tych chorych. Chorzy nie byli tak jak dzisiaj farmakologicznie ustawieni. Dawniej chorego pogotowie dowoziło do izby przyjęć i tego ciężko chorego, który cały czas krzyczał, przez całą drogę, przeprowadzało się go, aż do ostatniego oddziału. Wyglądało to bardzo źle, dzisiaj jest już dużo lepiej.
Przy szpitalu działało gospodarstwo rolne które wspierało szpital. Pacjenci nie tak jak dzisiaj, że nie mogą pracować, wtedy pracowali bardzo chętnie i oczywiście za wynagrodzeniem, głównie za papierosy i słodycze, ciastka, takie rzeczy.
Gospodarstwo było prawie samowystarczalne i ogrodnictwo również, te wszystkie warzywa, wszystko tam było z własnej uprawy. Na tym gospodarstwie funkcjonowała też rzeźnia, zabijali tam świnie i przerabiali to wszystko. Na terenie szpitala, była piekarnia, był pyszny chleb i bułeczki, drożdżówki, wszystko można było tam kupić. Była mleczarnia, było mleko, no i takie usługi jak szewc, czy stolarz, można było z tego korzystać, oczywiście za odpłatnością, ale jednak. W tamtych trudnych czasach to bardzo nam pomagało.
Dzisiaj oddziały mają okna plastikowe, bezpieczne. Kiedyś, za moich czasów, wszystkie okna były normalne, tego starego typu, i taka chora, a one czasem były bardzo chore, to jak wpadła w taki szał powiedzmy ( może to nie odpowiednie słowo), to na sali, jak było po 6 po jednej i 6 dużych okien po drugiej stronie, to te wszystkie szyby poleciały. Takie były czasy.
To co mówię to jest prawda, tak było ale powiem tak, to są bardzo istotne informacje bo dzisiaj na przykład osoby nie mają pojęcia jak funkcjonowała psychiatria w latach pięćdziesiątych.
Przed wojną i chwilę po wojnie nie było psychotropów, tych specjalistycznych lekarstw które pomagały, wtedy leczenie było głównie insuliną. Wprowadzało się chore w głęboki stan komy. Potem wprowadzili Fenactil . Były też elektrowstrząsy i elektro topy dla poprawy stanu zdrowia pacjentów.
Na terenie szpitala znajdowała się sala rozrywek która była głównie dla pacjentów. Z oddziałów prowadziło się chorych na salę i tam były różne gry i zabawy z muzyką włącznie. Była orkiestra dęta i tam pan Baniecki przygrywał chorym którzy tam tańczyli.
W Sali rozrywek odprawiane były też msze święte, ksiądz odprawiał msze w których uczestniczyli pacjenci i pracownicy szpitala. Dużo było pacjentów w tamtym czasie bo ponad 1000. Dwadzieścia oddziałów, każdy po 120, 80 i 70 to już była prawie najniższa liczba .
Dzisiaj na terenie szpitala jest cicho, obecnie pacjenci tak nie chorują jak kiedyś, bo farmakologia poszła na przód i wycisza w inny sposób ale wtedy, no niestety nie było tak dobrze.
Osobiście wspominam okres mojej pracy do samej emerytury mile, naprawdę bardzo mile, chwaliłam sobie personel i starałam się żeby to wszystko tak jakoś tam pogodzić bo różnie to bywało w oddziałach.
Dawniej oddziały ogrzewało się z centralnego ogrzewania, natomiast w piwnicy były piece i to my sami w każdym oddziale musieliśmy rozpalać tam w tym piecu ogień , żeby podgrzać wodę do kąpieli i do mycia naczyń. W latach pięćdziesiątych to na pewno było tak jak mówię, a dopiero potem z upływem czasu to się zmieniło.
Na terenie szpitala była orkiestra dęta która liczyła 25 muzykantów. Orkiestra zajmowała wysokie noty podczas różnych konkursów, jeździli na występy do Szklarskiej Poręby i nie tylko. Ta orkiestra to była chluba naszego szpitala bo przy każdej akademii, przy każdych uroczystościach, a kiedyś to przecież były obowiązkowe te 1 maja, 22 lipca, to orkiestra obowiązkowo musiała grać w tych pochodach i brać w nich udział ale to było bardzo miłe.
Do pracy w szpitalu byłam przyjęta za doktor Kuczewskiej , potem był doktor Dłużewski to był wspaniały człowiek, taki naprawdę, krótko była doktor Słowińska potem doktor Dobrzyński i doktor Szminda , dr Lebiedzińska , dr Rudnik i obecnie dr Bielan. Dr Dłużewski najdłużej rządził za moich czasów i był najbardziej sprawiedliwy, tak uważam., jego żona też była lekarzem.
W szpitalu można było się rozwijać jeżeli chodzi o edukację były kursy pielęgniarskie, kursy asystentów medycznych i sanitariuszy.
W tamtych czasach były też czyny społeczne. one były po prostu obowiązkowe. Na oddziałach musieli przygotowywać osoby do tego czynu społecznego. Z każdego oddziału, wtedy tam po ileś osób, w określonym czasie i trzeba było ten czyn wykonać. Te czyny wykonywało się głównie w parku kocborowskim. W tych latach o których mówimy, to był taki porządek na terenie szpitala. Ktokolwiek przyjechał z zewnątrz to był wprost w szoku, bo było tyle kwiatów, tak czyściutko, no bo wtedy można było się wspierać pacjentami, a dzisiaj to nie wolno. Jak dzisiaj mam iść przez teren szpitala, co mi się rzadko zdarza, to najlepiej bym musiała z zamkniętymi oczyma, tak, taką różnicę widzę.
Zmieniły się przepisy i pacjentów nie można brać do prac porządkowych ale uważam że to jest błąd, bo to jest terapia dla pacjenta oni tak chętnie by niektórzy, naprawdę bardzo chętnie by tam sprzątali, no ale co tam.
Mój mąż Bronisław również pracował w szpitalu w Kocborowie, na oddziale 21. Pracował 25 lat na obserwacji sądowo-psychiatrycznej, tam gdzie dzisiaj jest ROPS To był czas, że pewnego razu doszło tam do zdarzenia, pacjenci zbuntowali się i w nocy personel obezwładnili, zabrali klucze do drzwi, otworzyli oddział i pouciekali. Trzeba było wezwać tam już siły zewnętrzne i zostały wezwane samoloty bo pacjenci się rozproszyli i był problem. Innym razem jeszcze to się zbuntowali i i na personel się też rzucili, to wtedy żeby uspokoić towarzystwo bo chorych tam było ponad 100 to wtedy przyszła pomoc z oddziału siedemnastego, przeciwległego, no to podłączali wodę i ich tam tymi wężami na 21 ich uspakajali. To był wtedy oddział 21- obserwacja sądowa. Mój mąż był pielęgniarzem na tym oddziale, później oddziałowym. No i tak doczekał 92 lat i zmarł. Długo żył ,bo się dobrze ożenił (hahaha)
Mąż był też członkiem orkiestry kiedy tylko powstała to on już należał do niej i do samego końca był aktywnym.
Rodzina długo pracowała w szpitalu po wojnie, teraz syn Roman w statystykach, no i jeszcze pracowała moja synowa Elżbieta- analityk w laboratorium. Aktualnie Dorota moja wnuczka, pracuje jako psycholog na oddziale dwudziestym trzecim.
W tamtych czasach to na dyżurach nocnych, to było jeszcze tzw.” pogotowie”.
To był wyznaczony oddział, pokój i łóżka i tam spali pielęgniarze, głównie mężczyźni, i gdyby coś się w nocy działo na przykład, tak jak na oddziale 21 lub na innych oddziałach, gdzie trzeba by było pomóc, no to wtedy oni z tego dyżuru musieli pomóc, na tym dyżurze. Za moich czasów to też były kontrole nocne. Pielęgniarz chodził po oddziałach i pielęgniarki, bo były pielęgniarki, starsze pielęgniarki tak to się nazywało, no bo bali się, że powiedzmy zasną, a chorzy będą tam nie wiadomo co robić ale teraz to już słyszałam, że tak sporadycznie to robią, a chyba nawet już nie ma.
Ci chorzy naprawdę, to dzisiaj jest sanatorium, są dobre leki, pacjenci są bardzo dobrze ustawieni. Jeżeli chodzi o leczenie to farmakologia poszła naprzód.
Za moich czasów, to tak jak już wspominałam to jeszcze się leczyło Atropiną , dobrze robiła chorym, no ale to już historia.
Jeśli chodzi o kuchnię to posiłki były dobre, smaczne i obfite. Były też takie komórki w których pacjenci pomagali na przykład z wikliny, wikliniarnie, koszykarz na niego mówiliśmy, wyplatali tam. W dziale technicznym, na oddziałach to były tak zwane manufaktury, gdzie głównie na oddziale 21 pacjenci robili takie chodniki na krosnach. Pacjenci cięli takie paski ze zużytych sukienek, potem nabijali takie paski, następnie je łączyli i zwijali w takie duże kłęby. I tak robili takie chodniki które służyły oddziałach. Przy tym bardzo dużo chorych pracowało, nawet można było kupić takie chodniki. Powyższe prace wykonywało się wyłącznie na oddziale 21, na innych oddziałach, to były takie sale wydzielone, ale to była bardziej taka terapia zajęciowa na której były prace na drutach, pończoszki jakieś tam robili, takie rzeczy ale to już w latach późniejszych.
Za pierwszą moją wypłatę kupiłam sobie chustkę na głowę, bo takie były modne, z Milanówka, to było po wypłacie, bo były drogie chustki. Wynagrodzenie było słabe w tamtych czasach, bardzo słabe, później tak stopniowo poszło w górę ale dzisiaj to pielęgniarki bardzo dobrze zarabiają. Spacery z pacjentami na terenie szpitala były obowiązkowe. Na oddziałach 21, 23, 22 i 24, były takie spacerniaki za budynkiem oddziału, to tam się wyprowadzało chorych. Tylko te 4 oddziały mają takie spacerniaki, gdzie są zabezpieczone murami, bo przy każdym oddziale to jest też taki ogród, tam są ławki.
Jeśli chodzi o pracę to najpierw byłam przyjęta na oddziale 14, później na 24, no i następnie na oddziale 22 pracowałam jako oddziałowa i na trójce, już jako przełożona. Do przełożonej to należały gównie oddziały i głównie kontakt z oddziałowymi, bo to oni tam mieli swoje bolączki, czasem z personelem, to oni mnie wtedy prosili o podmianę pewnych osób i wtedy ja tam po cichu, rozwiązywałam te problemy, bezboleśnie szczerze mówiąc. Starałam się to załatwić tak jakoś dyplomatycznie, no tak się robiło. Między personelem tak muszę powiedzieć, że raczej dosyć zgodne towarzystwo było, ludzie mieli różne charaktery, przy takiej liczbie personelu, no bo tego personelu na oddziałach to po 30 i więcej było na tamte czasy. Brało się ludzi z ulicy, po prostu, ludzie przychodzili do pracy bezpośrednio, bo tutaj był duży zakład.
Na terenie szpitala była jeszcze Zakładowa Straż Pożarna. Remiza znajdowała się za szkołą medyczną, tam mieli swoją siedzibę, a członkowie tej straży to byli pracownicy szpitala, głównie pracownicy techniczni z warsztatów, stolarni.
Była świetnia orkiestra, grali pięknie na dożynkach, bo wtedy były huczne dożynki . Gospodarstwo i ogrodnictwo przecież kupę tych chorych tam po 40, 50 chorych dziennie chodziło do pracy no to wtedy były dożynki takie uroczyste przed dyrekcją szpitala, dyrektor przyjmował wieńce od chorych i wtedy wszyscy szli do parku kocborowskiego. Były tam przygotowane różne niespodzianki dla chorych z których bardzo się cieszyli np. cukierki, a to a tam papieroski, a to paróweczki, było bardzo uroczyście.
I tak na koniec dodam, że dawniej nie wolno było chodzić kobietom po męskiej stronie i odwrotnie. Tylko w wyjątkowych sytuacjach, w jakiś wypadkach, a tak w ogóle, na męskiej stronie nie pracowały kobiety, dopiero później sporadycznie wprowadzali kobiety na oddziały męskie, bo mężczyzn było mniej, co raz mniej. Dzisiaj kobiety stanowią większość na oddziałach ale w latach sześćdziesiątych to tak było jak mówię.
Na emeryturę przeszłam w 1995 roku.
Tak wyglądała moja praca w szpitalu.

Dziękuję bardzo za wywiad.
Marek Ossowski.

Szanowny Panie Wojciechu Kopczyk oraz Rotary eClub Polonia International, Szanowni Darczyńcy, w imieniu swoim, a przede ...
16/09/2026

Szanowny Panie Wojciechu Kopczyk oraz Rotary eClub Polonia International, Szanowni Darczyńcy, w imieniu swoim, a przede wszystkim pacjentów Szpitala dla Nerwowo i Psychicznie Chorych im. Stanislawa Kryzana w Starogardzie Gdańskim, składamy najserdeczniejsze podziękowania za przekazanie ogromnego daru w postaci znacznych ilości środków czystości, artykułów kosmetycznych oraz higienicznych. Państwa bezinteresowna pomoc i ogromne wsparcie materialne mają dla nas fundamentalne znaczenie. Codzienne funkcjonowanie pacjentów na oddziałach psychiatrycznych wymaga zapewnienia im nie tylko specjalistycznej opieki medycznej i terapeutycznej, ale również godnych i bezpiecznych warunków bytowych. Przekazane przez Was artykuły higieniczne i kosmetyczne bezpośrednio wpłyną na komfort, poczucie godności oraz dobrostan psychofizyczny naszych podopiecznych, dla których te podstawowe produkty są wyrazem troski i empatii ze świata zewnętrznego. Gest, który Państwo wykonali, jest dowodem na to, że los osób zmagających się z kryzysami psychicznymi nie jest Wam obojętny. W dzisiejszych czasach taka wrażliwość na potrzeby drugiego człowieka jest wartością niezwykle cenną i godną najwyższego szacunku.Dziękujemy za Państwa wielkie serce ❤️, solidarność i otwartość na pomoc potrzebującym.
Życzymy Państwu oraz Państwa bliskim wszelkiej pomyślności, sukcesów w życiu osobistym i zawodowym oraz niesłabnącej satysfakcji z czynionego dobra.
Z wyrazami głębokiego szacunku i wdzięczności Marek Ossowski - administrator strony "Kocborowo z dawnych lat".

Dzisiaj kilka słów o patronie naszego szpitala, Stanisławie Kryzanie.  Dr Stanisław Wojciech Kryzan (1877–1969) był jedn...
12/09/2026

Dzisiaj kilka słów o patronie naszego szpitala, Stanisławie Kryzanie.

Dr Stanisław Wojciech Kryzan (1877–1969) był jednym z najwybitniejszych polskich lekarzy psychiatrów, wieloletnim dyrektorem szpitala psychiatrycznego w Kocborowie oraz powstańcem wielkopolskim. Jego związek z Gnieznem (często historycznie i symbolicznie określanym jako „pierwsze gniazdo” lub wprost powiązanym z tamtejszymi instytucjami) ma dwojaki charakter: zawodowy (początki kariery w słynnym szpitalu „Dziekanka”) oraz głęboko osobisty i duchowy (poprzez losy jego syna Mirosława.

Stanisław Kryzan urodził się 23 kwietnia 1877 roku w Ostrowie Wielkopolskim. Pochodził z rodziny o silnych tradycjach patriotycznych.
Edukacja: Egzamin dojrzałości zdał w Królewskim Gimnazjum Męskim w Ostrowie. Studiował medycynę na elitarnych uczelniach – w Berlinie, Getyndze oraz Rostocku, a doktoryzował się na uniwersytecie w Jenie. Działalność niepodległościowa: Jako rodowity Wielkopolanin czynnie zaangażował się w Powstanie Wielkopolskie. Najważniejsze osiągnięcia to kierowanie szpitalem w Kocborowie: W 1920 roku objął stanowisko pierwszego polskiego dyrektora Krajowego Zakładu Psychiatrycznego w Kocborowie (Starogard Gdański). Funkcję tę, z przerwą na okres II wojny światowej, pełnił do końca lat 40. (a w samym szpitalu pracował jeszcze dłużej). Obecnie szpital w Kocborowie nosi jego imię.
Nowatorstwo w psychiatrii: Był uczniem światowej sławy psychiatrów (Ludwiga Binswangera i Johannesa Bergera). Wprowadzał do polskich placówek nowoczesne, humanitarne standardy opieki nad chorymi psychicznie.
Wprowadzenie nowoczesnych metod leczenia i terapii W okresie międzywojennym psychiatria przechodziła transformację od izolowania pacjentów do ich aktywnego leczenia. Dr Kryzan wdrażał pionierskie, jak na tamte czasy, standardy medyczne.Terapia pracą i rekreacja (ergoterapia): Zamiast bezczynnego zamknięcia w salach, pacjenci zyskali dostęp do rozległych, specjalnie zaprojektowanych parków, alejek spacerowych oraz boisk sportowych. Aktywność fizyczna i kontakt z naturą stały się integralną częścią procesu zdrowienia. Humanizacja opieki: Kryzan odszedł od opresyjnych metod pilnowania chorych na rzecz indywidualnego podejścia, budowania poczucia bezpieczeństwa i aktywizacji pacjentów w codziennym życiu szpitala.
Podniesienie prestiżu i rozbudowa szpitala w Kocborowie.
Dzięki wybitnemu zarządzaniu dr. Kryzana, szpital zyskał ogromne uznanie w całym kraju, a jego metody leczenia stały się wzorem do naśladowania: W kwietniu 1929 roku placówka była w stanie zapewnić profesjonalną pomoc aż 1600 pacjentom równocześnie.
Dowodem uznania dla sukcesów terapeutycznych szpitala pod wodzą Kryzana było zorganizowanie na jego terenie prestiżowego Krajowego Zjazdu Psychiatrów Polskich w 1927 roku. Edukacja i profesjonalizacja kadr medycznych Dr Kryzan doskonale rozumiał, że skuteczna terapia zależy od kompetentnego personelu: Szkoła dla pielęgniarek i sanitariuszy: Utworzył na terenie szpitala nowoczesną szkołę kształcącą wykwalifikowane kadry opieki psychiatrycznej. Jej absolwenci zasilali nie tylko Kocborowo, ale też najlepsze placówki medyczne w całej Polsce, realnie podnosząc ogólny standard opieki nad chorymi psychicznie w kraju.

Był również członkiem-założycielem oraz członkiem honorowym Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego.
Odbudowa powojenna: Po zniszczeniach wojennych i tragicznej eksterminacji pacjentów przez hitlerowców w Lesie Szpęgawskim, dr Kryzan z ogromną determinacją i niemal własnymi rękami odbudował zrujnowaną cześć szpitala w Kocborowie.
Za swoje zasługi naukowe, medyczne i społeczne został odznaczony m.in. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski oraz prestiżowym odznaczeniem papieskim Pro Ecclesia et Ponttfice.
Związek dyrektora Kryzana z Gnieznem realizował się na dwóch kluczowych płaszczyznach. 1 Płaszczyzna zawodowa: Szpital „Dziekanka”W początkowych etapach swojej kariery medycznej dr Stanisław Kryzan był związany z Krajowym Zakładem Psychiatrycznym „Dziekanka” w Gnieźnie. Pracując tam, zdobywał cenne doświadczenie, które później pozwoliło mu na zreformowanie i polonizację szpitala w Kocborowie. „Dziekanka” obok Kocborowa była wówczas jednym z najważniejszych i najnowocześniejszych ośrodków myśli psychiatrycznej w kraju. Płaszczyzna osobista: Wykładowca Seminarium i „Kryzanówka”
Najbardziej poruszający, trwały ślad. Rodzina Kryzanów zostawiła w Gnieźnie poprzez swojego syna, ks. Mirosława Kryzana (ur. 1910 w Gnieźnie) Ks. Mirosław był kapłanem Archidiecezji Gnieźnieńskiej i profesorem filozofii w Prymasowskim Wyższym Seminarium Duchownym w Gnieźnie.W 1940 roku młody duchowny został brutalnie zamordowany przez niemieckich okupantów. Po tej tragedii dr Stanisław Kryzan wraz z żoną Emilią podjęli decyzję, aby ich rodzinny dom letniskowy w Dębkach (nazwany „Kryzanówką”) przekazać na własność Seminarium Duchownemu w Gnieźnie. Dom ten stał się miejscem wypoczynku dla pokoleń gnieźnieńskich kleryków i do dziś stanowi żywy pomnik pamięci o rodzinie wybitnego dyrektora.

Jeśli posiadacie państwo jakiekolwiek pamiątki po rodzinie Krazanów ( listy, książki, zdjęcia, przedmioty osobiste ) lub historyczne pamiątki szpitalne i chcielibyście przekazać je do izby pamięci to będę bardzo wdzięczny i proszę o kontakt.
Marek Ossowski tel. 504966262

Nie wszystko da się powiedzieć słowami… 🎶Czasem emocje najlepiej ukryć w muzyce.Posłuchajcie mojego autorskiego utworu i...
25/08/2026

Nie wszystko da się powiedzieć słowami… 🎶
Czasem emocje najlepiej ukryć w muzyce.
Posłuchajcie mojego autorskiego utworu i sami odkryjcie, co kryje się między dźwiękami… 🎼 🎸🎶

Enjoy the videos and music you love, upload original content, and share it all with friends, family, and the world on YouTube.

Z kart historii 📜Hydroterapia w Szpitalu Psychiatrycznym w KocborowieWydzielony w 1893 roku i otwarty w 1897 roku Szpita...
23/08/2026

Z kart historii 📜

Hydroterapia w Szpitalu Psychiatrycznym w Kocborowie

Wydzielony w 1893 roku i otwarty w 1897 roku Szpital Psychiatryczny w Kocborowie, w okresie pruskim, znany jako Provinzial-Irrenanstalt Konradstein, od początku swojego istnienia był placówką, w której starano się stosować nowoczesne jak na tamte czasy metody leczenia psychiatrycznego. Jednym z ważnych elementów terapii była hydroterapia, czyli wodolecznictwo.
Na przełomie XIX i XX wieku psychiatria znajdowała się w okresie intensywnego rozwoju. Farmakoterapia, którą znamy dzisiaj, nie była jeszcze dostępna, dlatego lekarze poszukiwali innych sposobów łagodzenia objawów chorób psychicznych. Wodolecznictwo, terapia pracą, ruch oraz kontakt z naturą należały do metod, które miały pomagać w uspokajaniu pacjentów i poprawiać ich funkcjonowanie.

Hydroterapia – leczenie wodą

W Kocborowie wodolecznictwo stosowano w specjalnie wyposażonych pomieszczeniach i działach balneologicznych. Kąpiele, polewania oraz masaże wodne miały przede wszystkim działanie uspokajające i terapeutyczne.
Hydroterapię wykorzystywano między innymi w przypadku silnego pobudzenia psychoruchowego, stanów maniakalnych, stanów lękowych, bezsenności oraz ciężkich zaburzeń psychicznych.
W ówczesnej psychiatrii szczególne znaczenie miała tak zwana kąpiel stała. Była to jedna z najważniejszych procedur hydroterapeutycznych, stosowana w psychiatrii niemieckiej i popularyzowana między innymi przez Emila Kraepelina.
Pacjent pozostawał w wannie przez wiele godzin. W najcięższych przypadkach zabieg mógł być prowadzony bardzo długo. Temperatura wody była utrzymywana na poziomie około 34–36°C, czyli w zakresie tak zwanej temperatury indyferentnej. Zakładano, że woda o takiej temperaturze działa kojąco na układ nerwowy, zmniejsza napięcie mięśniowe i pomaga wyciszyć pacjenta.
Tak długotrwała kąpiel wymagała ciągłej kontroli personelu. Pracownicy musieli nadzorować temperaturę wody oraz dopływ ciepłej i odpływ chłodniejszej wody. Zbyt wysoka temperatura mogła prowadzić do przegrzania organizmu, natomiast zbyt niska – do jego wychłodzenia.

Wanny mogły być wyposażone w płócienne pokrywy, czyli specjalne plandeki z otworem na głowę pacjenta. Ich zadaniem było przede wszystkim utrzymywanie odpowiedniej temperatury wody, a także ograniczenie możliwości samowolnego opuszczenia wanny przez pobudzonego pacjenta.
Charakterystycznym elementem wyposażenia były również rozbudowane baterie i panele sterowania, często wykonane z mosiądzu lub żeliwa. Pozwalały one na regulowanie temperatury oraz kontrolowanie stałego dopływu i odpływu wody.
W większych salach wanny ustawiano rzędami, dzięki czemu personel mógł jednocześnie nadzorować większą liczbę pacjentów.
W niektórych urządzeniach stosowano także pasy, podwieszane płótna lub specjalne leżaki, które miały zapobiegać zsunięciu się pacjenta pod wodę. Było to szczególnie istotne w przypadku osób osłabionych, śpiących lub pozostających w wannie przez długi czas.
Hydroterapia jako alternatywa dla mechanicznego przymusu
Wodolecznictwo nie było wówczas postrzegane jako kara, lecz jako metoda terapeutyczna, która miała uspokajać i wyciszać pacjentów.
Rozwój takich metod był częścią szerszej zmiany w podejściu do psychiatrii. Wcześniejsze sposoby postępowania z osobami silnie pobudzonymi często opierały się na mechanicznym unieruchamianiu, między innymi przy użyciu kaftanów bezpieczeństwa czy krzeseł krępujących.
Hydroterapia miała stanowić bardziej medyczną i kontrolowaną formę oddziaływania na pacjenta. Woda, odpowiednia temperatura, cisza i długotrwały kontakt z kąpielą miały prowadzić do zmniejszenia pobudzenia i napięcia.

Hydroterapia nie była jednak jedyną metodą stosowaną w Kocborowie. Ważne miejsce zajmowała również ergoterapia, czyli leczenie pracą.
Pacjenci mogli wykonywać różnego rodzaju zajęcia w przyzakładowym gospodarstwie, ogrodach i na rozległym terenie szpitala. Praca miała nie tylko zajmować czas, ale również pomagać w utrzymaniu aktywności, porządku dnia i poczucia przydatności.
Istotną ideą było również stworzenie otwartego, zielonego ogrodu, który miał różnić się od zamkniętych zakładów psychiatrycznych przypominających więzienia. Kontakt z przyrodą, możliwość spacerowania, praca oraz przebywanie w otoczeniu zieleni stanowiły ważny element ówczesnego modelu opieki.

"Ogród przy pawilonie nr XXIV", rok 1928.Fot. Koloryzowane.
07/08/2026

"Ogród przy pawilonie nr XXIV", rok 1928.
Fot. Koloryzowane.

„Tak krótko żyłem, a tak żyć chciałem…”Te słowa stają się niemym wołaniem o pamięć – pamięć o Jerzym Fabianowiczu, młody...
24/07/2026

„Tak krótko żyłem, a tak żyć chciałem…”

Te słowa stają się niemym wołaniem o pamięć – pamięć o Jerzym Fabianowiczu, młodym chłopcu, któremu odebrano życie 29 lipca 1943 roku w Szpitalu Psychiatrycznym w Kocborowie.
Jurek był zaledwie kilkunastoletnim chłopcem. Trafił do szpitala na obserwację z powodu pojawiających się objawów epilepsji. Był inteligentny, wrażliwy i świadomy tego, co działo się wokół niego. W czasie II wojny światowej dostrzegł przerażającą prawdę – niemieccy okupanci mordowali pacjentów szpitala. Wielokrotnie błagał swoją mamę i brata, by zabrali go do domu. Mówił: „tu wszystkich zabijają”.
Niestety, jego słowa nie zostały potraktowane poważnie. Matka nie była w stanie uwierzyć, że w miejscu leczenia mogą dziać się tak niewyobrażalne rzeczy. Gdy przyjechała następnym razem – było już za późno. Jej syn nie żył.
Jerzy Fabianowicz został zamordowany poprzez zastrzyk z Luminalu – był jedną z ofiar nazistowskiej Akcji T4. Był to tajny program systematycznej eksterminacji osób chorych psychicznie i niepełnosprawnych, uznawanych przez hitlerowskie władze za „życie niewarte życia”. W jego ramach tysiące niewinnych ludzi zostało zamordowanych w szpitalach i zakładach opiekuńczych.

Po wielu latach postanowiłem przywrócić pamięć o Jurku – nie tylko poprzez słowa, ale także poprzez czyn. W miejscu jego pochówku powstał solidny nagrobek, który godnie upamiętnia jego życie i tragiczną śmierć. Wcześniejszy, tymczasowy grób nie przetrwał próby czasu – dziś jego miejsce zajmuje trwały znak pamięci.
Ta inicjatywa nie byłaby możliwa bez wsparcia wspaniałych ludzi.
Z całego serca dziękuję: Danieli Kazimierczak, Michałowi Zakrockiemu, Michałowi Klamannowi, Studio Mario, zarządowi firmy Starkom – opiekującej się Cmentarzem Komunalnym (dawnym Kocborowskim) – za wieloletnią pomoc i zaangażowanie, oraz Miłoszowi Ossowskiemu, najmłodszemu, zaledwie sześcioletniemu pomocnikowi, który z ogromnym sercem uczestniczył w tych pracach.
Podczas realizacji udało się również uporządkować okoliczny teren – usunąć pokrzywy i oczyścić kilka sąsiednich, zapomnianych grobów. To mały krok w stronę przywracania godności tym, o których świat często zapomniał.
Niech pamięć o Jurku Fabianowiczu trwa.
Z wyrazami szacunku i wdzięczności,
Marek Ossowski.

Piękna pogoda, kwiaty i detale to elementy które przykuwają spojrzenia, powodują zachwyt i stan relaksu. Zapraszam na sp...
17/07/2026

Piękna pogoda, kwiaty i detale to elementy które przykuwają spojrzenia, powodują zachwyt i stan relaksu. Zapraszam na spacerek po terenie naszego szpitala.
Foteczki: Marek Ossowski 📷

11/07/2026

Tradycja kuta w ogniu i stali przez 130 lat! 🔥🛠️
Z dumą spieszymy z informacją o niezwykłym projekcie, który właśnie dobiegł końca w murach Kocborowa.
Po ponad wieku istnienia naszej wyjątkowej, szpitalnej manufaktury, powstało dzieło absolutnie wyjątkowe – monumentalna brama wykonana tradycyjną metodą kowalstwa artystycznego. Każde uderzenie młota, każda wykuta woluta i detal to hołd dla dawnych mistrzów oraz dowód na to, że prawdziwe rzemiosło nie zna ograniczeń czasowych. Zobaczcie, jak surowa stal zamieniła się w prawdziwe dzieło sztuki!
Projekt: Michał Marczak.
Realizacja: Edmund Zieliński oraz Rafał Gburczyk.
Wielkie podziękowania dla wszystkich osób zaangażowanych w przywracanie historycznych detali naszego szpitala w Kocborowie. ❤️

Szybki spacerek po terenie szpitala 🚶‍♂️🌳🌲🏥🪷🌸🌺
16/06/2026

Szybki spacerek po terenie szpitala 🚶‍♂️🌳🌲🏥🪷🌸🌺

Adres

Starogard

Strona internetowa

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy Kocborowo z dawnych lat opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij