Dzieje Granic RP

Zadzwoń Wskazówki dojazdu Strona internetowa Kontakt: organizacja

Dzieje Granic RP Dzieje Granic RP
O wiele więcej niż historia...

Dzieje Granic RP
O wiele więcej niż historia...

Profil prowadzony przez Wydział Promocji i Historii Formacji Gabinetu Komendanta Głównego SG.

19 września 1939 roku rozpoczęła się obrona Tynnego.W tym rejonie Korpus Ochrony Pogranicza podjął obronę umocnień. Była...
19/09/2026

19 września 1939 roku rozpoczęła się obrona Tynnego.

W tym rejonie Korpus Ochrony Pogranicza podjął obronę umocnień. Była to największa podjęta przez Wojsko Polskie próba obrony terenów przygranicznych podjęta po 17 września 1939 r.

W okolicach Tylnego bronił się pułk KOP "Sarny" dowodzony przez płk. Nikodema Sulika. Atakowała zaś sowiecka 60 Dywizja Strzelecka. Polacy wytrzymali tu cały dzień i wycofali sie dopiero na rozkaz płk. Sulika. Sowiecka dywizja jeszcze do 26 września oczyszczała umocnienia z polskich obrońców. Obrona Tynnego umożliwiła koncentrację Zgrupowania KOP, a pułk "Sarny" stanowił najsilniejszą i najwaleczniejszą jego część do końca walk w październiku 1939 roku.

Od od 17 maja 2024 roku Placówka Straży Granicznej w Barcianach nosi imię Pułku Korpusu Ochrony Pogranicza "Sarny".

Zdjęcia: Domena Publiczna, zasoby GC oraz PW.

Plutonowy Stanisław Koćma nie mógł zasnąć. Była noc z 16 na 17 września 1939 roku, a podoficer nie mógł spokojnie odpocz...
17/09/2026

Plutonowy Stanisław Koćma nie mógł zasnąć. Była noc z 16 na 17 września 1939 roku, a podoficer nie mógł spokojnie odpocząć. Coś nie dawało mu spokoju.
Był dowódcą strażnicy „Budki Snowidowickie”, należącej do 1 Kompanii Granicznej „Ostki” batalionu KOP „Rokitno”. Poprzedniego dnia wydarzyło się coś dziwnego. Na stacji kolejowej Snowidowicze trwał intensywny ruch transportowy. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że stacja ta była nieczynna od zakończenia wojny polsko-bolszewickiej i znajdowała się kilometr od granicy, ale już po sowieckiej stronie.
Czyżby bolszewicy znowu coś szykowali? Tego Koćma był pewien. Pewnie znowu jakiś wypad dywersyjny albo... coś poważniejszego. Poszedł meldunek do kompanii, ale plutonowy nakazał przygotować się do obrony strażnicy. Co prawda Sowieci nie atakowali strażnic KOP do tej pory, ale teraz ... kto wie?
Koćma nakazał przenieść dwa karabiny maszynowe na bróg (taki stóg siana z daszkiem) przy samej granicy. Jak się Sowieci pokażą nie będą mieli łatwo ... Tak rozmyślał, nie mogąc zasnąć, dowódca strażnicy.
Nagle z takiego półsnu wyrwał go terkot karabinów maszynowych. Plutonowy natychmiast był gotowy do boju i wyskoczył na zewnątrz strażnicy by zorientować się w sytuacji.
- Dywersanci? - krzyknął jego zastępca, który też się tam znalazł. Koćma nie odpowiedział uważnie lustrując przedpole. Po chwili jednak zaklął. Miał do swojej dyspozycji tylko drużynę piechoty, a z ciemności wychylały się gęste szeregi napastników. Plutonowy zrozumiał: to nie byli dywersanci.
Karabiny maszynowe pozostawione na brogu były jednak skuteczne i napastnicy nie mogli dostać się do strażnicy. Wręcz przeciwnie: padało dużo zabitych i rannych, inni się wycofywali. Plutonowy Koćma wiedział już jednak, że przeciwnicy mają ogromną przewagę. Po godzinie walki i odparciu trzech szturmów plut. Koćma zarządził odwrót. Nie tylko udało się wycofać całą załogę strażnicy, lecz także wynieść karabiny maszynowe oraz centralkę telefoniczną. Sowieci, którzy ponieśli duże straty, nie dali rady prowadzić pościgu i cała załoga strażnicy dowodzona przez plut. Koćmę dotarła do swojego batalionu i dalej brała udział w walkach z Sowietami.

***

17 września 1939 roku wojska Armii Czerwonej zaatakowały wzdłuż całej granicy z Rzeczpospolitą. Po polskiej stronie granicy chroniło ponad 190 strażnic KOP i około 20 tys. żołnierzy tej formacji. Przewaga sowiecka była miażdżąca. W niektórych miejscach drużyny i plutony KOP musiały mierzyć się z brygadami, a nawet dywizjami Armii Czerwonej. Mimo to żołnierze Korpusu podjęli walkę, tak jak w przypadku strażnicy „Budki Snowidowickie”, niestety znaczna część strażnic została opanowana bez walki albo po krótkim oporze. Wielu kopistów zginęło w trakcie walk lub po ich zakończeniu. Dla schwytanych żołnierzy, Sowieci rzadko kiedy mieli litość, lub przynajmniej poszanowanie praw wojennych...
Dzisiaj wspominamy tamtych obrońców naszych granic.
Cześć ich Pamięci!!!
Zdjęcie przykładowej strażnicy KOP z zasobów PW.

13 września 1945 roku rozkazem nr 0245, Naczelny Dowódca WP powołał do życia Wojska Ochrony Pogranicza.Miała to być form...
13/09/2026

13 września 1945 roku rozkazem nr 0245, Naczelny Dowódca WP powołał do życia Wojska Ochrony Pogranicza.
Miała to być formacja o charakterze wojskowym przeznaczona do ochrony granic. Już 17 maja 1945 roku Naczelne Dowództwo Wojska Polskiego rozkazem nr 00264 skierowało do obsadzenia granicy zachodniej i południowej 2 Armię Wojska Polskiego. W tym czasie na granicy wschodniej nie było formacji granicznej, była ona ochraniana przez sowieckie jednostki pograniczne, które pilnowały granicy ZSRS. Jednak tymczasowość takiego rozwiązania była dla wszystkich oczywista. Żołnierze frontowi nie znali zasad pełnienia służby granicznej, a granicę starali się ochraniać tak jak linię frontu w czasie walk z Niemcami. Jednak ochrona granicy państwowej to nieco inna sprawa niż walki na froncie.
Pierwszym dowódcą W*P został płk Gwidon Czerwiński, oficer sowiecki, P***k z pochodzenia. W*P ochraniały granicę przez cały okres istnienia PRL, a nawet nieco dłużej, zostały bowiem rozformowane w roku 1991. Świętem W*P był dzień 10 czerwca, które obchodzono na pamiątkę obsadzenia granicy zachodniej przez 2 Armię WP w roku 1945.
Zdjęcia - Domena Publiczna.

12 września 1924 roku Minister Spraw Wojskowych gen. dyw. Władysław Sikorski wydał rozkaz o utworzeniu Korpusu Ochrony P...
12/09/2026

12 września 1924 roku Minister Spraw Wojskowych gen. dyw. Władysław Sikorski wydał rozkaz o utworzeniu Korpusu Ochrony Pogranicza, a pięć dni później 17 września w wydanej wtedy instrukcji Sztab Generalny Wojska Polskiego określił wojskową strukturę nowej formacji.

Potrzebę utworzenia nowej formacji granicznej dostrzeżono już wcześniej, a decyzje o jej utworzeniu podjęto w dniach 21-22 sierpnia 1924 r. podczas specjalnego posiedzenia Rady Ministrów.

KOP podlegał Ministerstwu Spraw Wojskowych – pod względem personalnym, organizacyjnym, operacyjnym i wyszkolenia oraz Ministerstwu Spraw Wewnętrznych – pod względem ochrony granicy, bezpieczeństwa w pasie granicznym oraz budżetu. Żeby jeszcze bardziej zagmatwać sytuację od 1938 roku KOP podlegał, w sprawach wywiadu oraz przygotowań do zadań wojennych KOP, również Generalnemu Inspektoratowi Sił Zbrojnych. Pierwszym dowódca KOP został gen. Henryk Minkiewicz.

Mimo tak zagmatwanej podległości służbowej KOP okazał się skuteczną formacją ochrony granic, która zabezpieczyła linię granicy państwowej i przywróciła spokój w rejonie przygranicznym.

Zdjęcia - Domena Publiczna/NAC.

Straż Graniczna pamięta o swoich poprzednikach.
09/09/2026

Straż Graniczna pamięta o swoich poprzednikach.

8 września 1939 roku pod miejscowością Barak, niedaleko Szydłowca, polska 36 Dywizja Piechoty Rezerwowa starła się z nie...
08/09/2026

8 września 1939 roku pod miejscowością Barak, niedaleko Szydłowca, polska 36 Dywizja Piechoty Rezerwowa starła się z niemiecką 2 Dywizją Lekką.

Polska dywizja była w większości zmobilizowana przez Korpus Ochrony Pogranicza. Na jej czele stał płk Bolesław Ostrowski, jednym z jego podwładnych był płk Przemysław Nakoniecznikoff-Klukowski, który przejął dowodzenia nad polskimi pododdziałami, gdy dowódca dywizji stracił z nimi łączność.

Bitwa pod Barakiem była krwawa i charakteryzowała się zmiennymi losami. Ostatecznie jednak P***kom udało się odrzucić Niemców, i to mimo przewagi technicznej wroga. Zdecydował o tym manewr wykonany przez pododdziały 165 Pułku Piechoty, który uderzył na wojska niemieckie z boku. Niemcy musieli, już w zapadających ciemnościach, wycofać się.

Rezultat bitwy miał duże znaczenie dla dalszych losów kampanii, umożliwił bowiem dalszy odwrót polskiej dywizji.

Było popołudnie 7 września 1939 roku por. Jan Zawadzki obserwował przez lornetkę przedpole pozycji, której miał bronić. ...
07/09/2026

Było popołudnie 7 września 1939 roku por. Jan Zawadzki obserwował przez lornetkę przedpole pozycji, której miał bronić. Przed porucznikiem roztaczał się widok na miasteczko Wizna i rozpościerające się za nim rozległe pola podlaskiej równiny. Ten imponujący widok u dzisiejszego turysty wzbudziłoby zachwyt, jednak por. Zawadzki patrząc po żołniersku mógł odczuwać tylko niepokój. Żadnej przeszkody dla czołgów, równina płaska jak stół i do tego wyjątkowo sucha po upalnym lecie. Każdy pojazd mógł bez problemu się tutaj poruszać. Jedyną nadzieją na powstrzymanie niemieckich czołgów była tu rzeka Narew, a konkretnie most w Wiźnie, który należałoby wysadzić, by w ten sposób powstrzymać niemieckie natarcie. Inaczej powstrzymanie Niemców byłoby bardzo trudne. Por. Zawadzki zerknął przez chwilę za siebie... dowodził zaledwie dwoma plutonami piechoty i dwoma schronami, które miały bronić przeprawy przez Narew. Porucznik westchnął ... co można było zrobić z takimi siłami, gdy ruszą czołgi... ale rozkaz to rozkaz, trzeba go wykonać. Dowódca odcinka "Wizna" kpt. Władysław Raginis rozkazał wyraźnie: powstrzymać niemieckie natarcie, a w razie niebezpieczeństwa przejęcia przez nich mostu - wysadzić go. Most był dobrze zabezpieczony tzw. "bąkami przeciwpancernymi" i obłożony ładunkami wybuchowymi. Por. Zawadzki wiedział zatem co robić, gdy nagle w oddali pojawiły się pojazdy pancerne. Porucznik nie miał wątpliwości: mogli to być tylko Niemcy. Polski oficer nie mylił się, a samochody pancerne w szybkim tempie zbliżały się do Wizny. Oczom porucznika Zawadzkiego ukazał się cały sznur samochodów, który niczym jadowity wąż zbliżający się do swojej ofiary, kierował się w stronę mostu na Narwi. Pojazdy te należały Szkolnego Dywizjonu Rozpoznawczego dowodzonego przez ppłk. Hansa Cramera, późniejszego generała i ostatniego dowódcy Afrika Korps. Niemiecki dowódca nie miał dobrego humoru, a to z racji tego, że tego samego dnia pod Grajewem doznał porażki i poniósł ciężkie straty, w starciu z I batalionem 135 Pułku Piechoty Rezerwowego mjr Stanisława Nowickiego. Nie mogąc przebić się przez polską obronę pod Grajewem, ppłk Cramer postanowił ja obejść i w ten sposób po południu pojawił się pod Wizną.

Por. Zawadzki widząc taką siłę nieprzyjaciela mógł zrobić tylko jedno: wydać rozkaz wysadzenia mostu, nie było na co czekać. Most wyleciał w powietrze w chwili, gdy niemieckie samochody pancerne wjeżdżały do Wizny. Niemcy musieli obejść się smakiem, a gdy wjechali to miasteczka zostali jeszcze ostrzelani przez ckm ze schronów pozycji wysuniętej "Czata". Wobec tego niemieckie samochody wycofały się z Wizny i odjechały na resztkach paliwa w kierunku północno-wschodnim.

Tak zakończył się pierwszy dzień legendarnego boju pod Wizną, gdzie żołnierze dowodzeni przez kpt. Władysława Raginisa stawili bohaterski opór XIX korpusowi gen. Heinza Guderiana.

Był wczesny poranek 1 września 1939 roku. Starszy strażnik graniczny (po niedawno ogłoszonej mobilizacji - plutonowy) An...
01/09/2026

Był wczesny poranek 1 września 1939 roku. Starszy strażnik graniczny (po niedawno ogłoszonej mobilizacji - plutonowy) Antoni Paluch zaciskał dłonie na przydzielonej broni. Od kilku dni trwała mobilizacja, a służba strażnika granicznego z ciężkiej, stała się skrajnie niebezpieczna. Nieustanne niemieckie prowokacje, strzały z broni maszynowej, napady stały się dla polskich strażników granicznych codziennością. Dlatego, gdy Antoni Paluch dostał zadanie patrolowania zachodnich rubieży państwa pomiędzy Pszczewem a Silną, wiedział, że będzie ciężko i niebezpiecznie.
W trakcie służby zachowywał czujność. Wiedział co oznacza wojna i niemieckie panowanie. Był nie tylko doświadczonym strażnikiem granicznym, ale także Powstańcem Wielkopolskim i uczestnikiem wojny polsko-bolszewickiej, natomiast w trakcie służby wyróżniał się zaangażowaniem patriotycznym i społecznym. Nie wiedział natomiast, że to zwróciło na niego uwagę służb niemieckich, które umieściły go na tzw. liście proskrypcyjnej wrogów Rzeszy. Nie trzeba chyba wspominać, co by go spotkało, gdyby dostał się w ich ręce.

Tego ranka instynkt nie zawiódł plut. Antoniego Palucha. Wśród porannych mgieł zauważył pododdział Wermachtu maszerujący z Międzyrzecza. Paluch natychmiast wysłał towarzyszącego mu w służbie kolegę, by ostrzegł mieszkańców Silnej o zbliżającej się wojnie. O tym, że właśnie się ona zaczyna Paluch nie miał wątpliwości. Sam skrycie cofał się między zabudowania Silnej, cały czas obserwując Niemców. Gdy niemieccy żołnierze podeszli do zabudowań wsi plut. Paluch już nie czekał, tylko otworzył ogień. Był on bardzo skuteczny, gdyż od strzałów plut. Palucha padł strzelec Richard Schrapp z Trzemeszna. W odpowiedzi Niemcy zasypali Palucha gradem pocisków karabinowych i broni maszynowej. Jeden z nich trafił plutonowego w głowę. Był to jeden z pierwszych z poległych na Polu Chwały w obronie Ojczyzny tego pamiętnego września.

Po latach doszło do zaskakującego odkrycia. W roku 2020 podczas ekshumacji grobu Richarda Schrappa na cmentarzu w Silnej odkryto, że obok w sąsiedniej mogile nadal spoczywają szczątki Antoniego Palucha. Jak to napisał nasz wieszcz Adam Mickiewicz: "rozjemcza mogiła. Tam i ci, co bronili, — i ci, co się wdarli, pierwszy raz pokój szczery i wieczny zawarli".

Tekst powstał na podstawie informacji przesłanych przez płk SG Piotra Wojtunika.

Paweł Mołodecki „Samotny Wilk” uporczywie zmierza ku mecie swojego maratonu po polskich górach wzdłuż południowej granic...
30/08/2026

Paweł Mołodecki „Samotny Wilk” uporczywie zmierza ku mecie swojego maratonu po polskich górach wzdłuż południowej granicy naszego kraju. Jeszcze kilka dni i osiągnie trójstyk na Krzemieńcu. W czasie wędrówki zbiera na rehabilitację Marcelinki.
Minął Sądeczyznę, którą w świecie rozsławia Orkiestra Reprezentacyjna Straży Granicznej z Nowego Sącza i idzie przez Beskid Niski.

My jednak skupimy się na historii. Tym razem nie opowiemy wam jednak o obrońcach naszych polskich granic. Tematem będą ludzie notorycznie, z narażeniem życia naruszający granicę i w ten sposób walczący o wolną Polskę.
Kurierzy karpaccy.

********************************************

"(…) podjął Zdaniecki poważnie. - Mamy przed sobą dwie zielone granice i trzecią... najtrudniejszą.
Lotnicy zamienili ze sobą zdziwione spojrzenia, jak gdyby nie zrozumieli, do czego zmierza inżynier, a Orbanowicz po chwili zapytał wprost:
- O jakiej trzeciej granicy pan myśli?
- O granicy wytrzymałości."
Adam Bahdaj „Trzecia Granica część 1. Zbójnicka droga”

Co łączy sportowców, przewodników górskich i autora popularnych powieści przygodowych dla młodzieży?

Po klęsce wrześniowej odbudowa armii we Francji i tworzenie struktur konspiracyjnych w kraju wymagały zbudowania odpowiedniego systemu komunikacji. Oczywiście istniała łączność radiowa, jednak radiem nie da się przekazać wielostronicowych raportów i opracowań, ani przesłać koniecznych do działania pieniędzy w gotówce. Same radiostacje też trzeba dostarczyć, żeby spełniały wyśrubowane kryteria techniczne, utrudniające przeciwnikowi ich lokalizację i zniszczenie. Generalnie panuje zasada, że kontakt radiowy powinien być możliwie krótki, co przed epoką komputerów radykalnie ograniczało możliwości wykorzystania go w pracy konspiracyjnej. Z drugiej strony Armia Polska we Francji potrzebowała polskich żołnierzy-specjalistów wojskowych, którzy przeżyli kampanię wrześniową i uniknęli niemieckiej niewoli. Jakoś ci ludzie musieli na Zachód dotrzeć.
Podstawowe kanały łączności obsługiwali zatem fizycznie ludzie – kurierzy. Zarządzał nimi Wydział Łączności Zagranicznej Oddziału V Komendy Głównej ZWZ-AK. Na jego czele stała Emilia Malessa „Marcysia” (później żona legendarnego cichociemnego i partyzanta Jana Piwnika „Ponurego”), a jej zastępczyniami były Elżbieta Zawacka „Zo” (jedyna kobieta-cichociemny) i Helena Rudzińska „Dorota”.

Pierwszą i przez półtora roku jedyną trasą kurierską była droga przez południową granicę i góry na Słowację, a potem na Węgry do Budapesztu, skąd dalsza podróż była już znacznie łatwiejsza (co nie znaczy, że pozbawiona niebezpieczeństw). Po klęsce Francji doszła trasa zachodnia przez Niemcy (najbardziej ryzykowna, wybierana przez naprawdę wybitnych kurierów) oraz północna przez Szwecję (najbardziej bezpieczna, którą przesyłano materiały o znaczeniu strategicznym).
Trasa południowa przez Słowację i Węgry powstała niemal zaraz po klęsce wrześniowej w 1939 roku, a jej twórcami byli polscy żołnierze przechodzący całymi oddziałami granicę polsko-węgierską i internowani na Węgrzech. Przy pierwszej możliwej okazji uciekali i dzięki pomocy komórki polskiego wywiadu, ulokowanej w konsulacie RP w Budapeszcie, wyposażeni w odpowiednie dokumenty udawali się do Francji.

W październiku tego samego roku w podgórskich miejscowościach pojawili się pierwsi uciekinierzy z rozbitych polskich jednostek, zamierzający podążyć dalej na Zachód. To dla nich dość spontanicznie powstały pierwsze szlaki przerzutowe. Ale już na przełomie 1939 i 1940 roku spontaniczny i oddolny dotąd ruch kurierski został uporządkowany i zorganizowany. Kurierzy, wcześniej po prostu przewodnicy górscy, prowadzący ludzi przez zieloną granicę z poczucia obowiązku lub nierzadko za pieniądze, po weryfikacji i selekcji stali się żołnierzami Polski Podziemnej, a ich praca (wynagradzana odpowiednim uposażeniem) była ważną częścią polskiego wysiłku wojennego. To właśnie kurierzy karpaccy nosili na swoich barkach pieniądze, którymi pokrywano koszty działalności konspiracyjnej w Polsce.

Kurierzy dzielili się na trzy zasadnicze grupy. Jedni, jak Jan Nowak Jeziorański, Aleksander Stpiczyński, czy Elżbieta Zawacka samodzielnie podróżowali przez całą trasę z Warszawy do Paryża, a potem do Londynu. Korzystali przede wszystkim ze szlaków przez Niemcy i Szwecję.
Inni pracowali sztafetowo: pokonywali tylko pewien odcinek, a następnie przesyłkę przejmowali kolejni. Ta grupa z kolei dzieliła się na obsługujących całą trasę odcinka np. od Zakopanego, czy od Muszyny do Budapesztu oraz na tych, którzy obsługiwali tylko mały jego fragment: jeden przeprowadzał przez góry, inny przewoził przez teren Słowacji, kolejny przeprowadzał przez granicę słowacko-węgierską. Podróż przez Węgry była już znacznie łatwiejsza.

Oczywiście, Niemcy, sowieci i władze słowackie dość szybko zorientowali się w istnieniu ruchu kurierskiego i wszystkimi sposobami starali się go stłumić. Na kurierów polowały niemiecki Grenzschutz, sowieckie Pogranicznyje Wojska NKWD oraz słowacka straż graniczna. Trudno się zatem dziwić, że straty wśród nich były ogromne. Z 37 udokumentowanych kurierów działających tylko na odcinku Tatr, wpadło dziewiętnastu. Spośród działających na granicy sowiecko-węgierskiej 20-30 harcerzy i sportowców z Drohobycza, zwanych „Białymi Kurierami” wojnę przeżyło tylko czterech…

Z czasem znaczenie kurierów zaczęło maleć. Coraz więcej materiałów i funduszy dostarczali do kraju cichociemni zrzucani na spadochronach. Opadający osobno zasobnik mógł pomieścić więcej, niż jakikolwiek plecak, a po wylądowaniu spadochroniarz i jego bagaż z reguły natychmiast obejmował opieką oddział partyzancki. Generał Rowecki oceniał, że ten sposób komunikacji powodował dziesięć razy mniejsze straty, niż miało to miejsce na trasach lądowych.

Wiosną 1944 roku rozpoczęty został (planowany już od jesieni poprzedniego roku) program „Most”, w ramach którego alianckie transportowce lądujące na lotniskach polowych w Polsce przewoziły materiały, pieniądze, dokumenty i ludzi. Tą drogą przekazano do Wielkiej Brytanii między innymi części niemieckiej rakiety V2.

Kiedy w kwietniu 1944 roku w ramach operacji „Most I” lądował w Polsce pierwszy brytyjski samolot, kurierski szlak południowy przez Węgry właśnie przeżywał swoje ostatnie chwile.
W marcu 1944 roku Niemcy wkroczyły do „sojuszniczych” Węgier rozpoczynając ich okupację. Gestapo natychmiast przystąpiło do likwidacji wszelkich polskich struktur w tym państwie aresztując i zsyłając do obozów koncentracyjnych także pracowników baz przerzutowych, którzy obsługiwali kurierów.
Na przełomie lipca i sierpnia tego samego roku Armia Czerwona i Ludowe Wojsko Polskie dotarły do Wisły, a na okupowanej przez Niemców części kraju trwały działania bojowe związane z Akcją „Burza”, co uniemożliwiało kontynuowanie operacji „Most” – ostatnie lądowanie brytyjskiego samolotu w Polsce miało miejsce w nocy z 25 na 26 lipca 1944 roku.
W końcu sierpnia 1944 roku wybuchło antyniemieckie powstanie narodowe na Słowacji, a po jego stłumieniu w październiku tego samego roku cały ten kraj dostał się pod niemiecką okupację. I tak już trudna podróż przez Słowację, teraz stała się niemożliwa.
Wreszcie także w październiku 1944 roku po faszystowskim przewrocie tzw. strzałokrzyżowców Węgry utraciły resztki pozorów niezależności i całkowicie dostały się pod niemieckie panowanie.

W tym czasie struktury Armii Krajowej i Polskiego Państwa Podziemnego były już w znacznym stopniu rozbite w wyniku Akcji „Burza” i Powstania Warszawskiego. Po likwidacji struktur „Zagrody” dawni kurierzy musieli radzić sobie sami.

Wkład kurierów w ogólny polski wysiłek wojenny był nieoceniony. Zaledwie 800 ludzi podległych „Zagrodzie” zorganizowało i obsługiwało szlaki, którymi przez zieloną granicę przeprowadzono tysiące uciekinierów do polskiego wojska, przeniesiono na własnych barkach miliony dolarów w walucie i złocie, dostarczono do Londynu tysiące stron raportów, analiz i materiałów wywiadowczych, w tym dane i rysunki techniczne niemieckiego uzbrojenia.

Ogromna część tego wysiłku to wkład kurierów karpackich.

Józef Krzeptowski „Józek” z Kościeliska koło Zakopanego – przewodnik turystyczny i ratownik GOPR, król kurierów tatrzańskich – przechodził przez zieloną granicę ponad 50 razy i przeprowadził kilkadziesiąt osób. Bezskutecznie poszukiwany przez Niemców został po wojnie aresztowany przez sowiecką NKWD. Spędził trzy lata w łagrze na Ałtaju, skąd wrócił do Zakopanego. Zmarł w 1971 roku.

Jan Łożański „Orzeł” z Zarszyna koło Sanoka – żołnierz 6 Pułku Strzelców Podhalańskich – przechodził 45 razy. Wytyczył szlak „Jaga” przez Beskid Niski. Dwa razy złapali go Niemcy, cztery razy Węgrzy, raz w Budapeszcie aresztował go sowiecki kontrwywiad SMERSZ. Za każdym razem wychodził cało. Aresztowany w 1947 roku w Polsce przez UB został skazany na 15 lat więzienia. Wyszedł wcześniej. Zmarł w 1990 roku.

Stanisław Frączysty „Sokół” z Chochołowa – przechodził około 30 razy trasą z Krakowa przez Chochołów do Budapesztu. Przeprowadził między innymi do Polski marszałka Rydza-Śmigłego. Aresztowany przez Niemców w 1942 roku przeszedł przez obozy koncentracyjne Auschwitz i Buchenwald, a po powrocie do Polski trafił do więzienia UB. Był między innymi sołtysem Chochołowa. Zmarł w 2009.

Klemens Konstanty Gucwa „Góral” – sportowiec, żołnierz 1 Pułku Strzelców Podhalańskich – kierował odcinkiem sądeckim, przez granicę przechodził kilkadziesiąt razy. Zmarł w 1941 roku z ran odniesionych w starciu ze słowacką strażą graniczną, kiedy po wpadce osłaniał odwrót kolegów. Jego brat i szwagier zostali zamordowani w Auschwitz.

I wielu, wielu innych, w tym rodzeństwo sportowców Stanisław i Helena Marusarzowie (ona złapana została rozstrzelana przez Niemców w 1941 w Pogórskiej Woli, on w 1940 roku po brawurowym skoku z okna więzienia na Montelupich w Krakowie uciekł na Węgry, gdzie do końca wojny się ukrywał), także sportowiec Bronisław Czech (aresztowany przez Niemców zmarł w Auschwitz w 1944 roku).

Spośród "Białych Kurierów" pracujących na granicy sowiecko-węgierskiej warto pamiętać o Władysławie Ossowskim „Pitolciu”, który złapany w 1940 roku podczas przeprowadzania 18 osób trafił na 30 lat do łagru. Do Polski wrócił dopiero w 1992 roku po odnalezieniu go w Kraju Krasnojarskim.

Z tej samej grupy drohobyckiej wywodził się Tadeusz Chciuk „Celt”, który w 1940 roku przedostał się na Zachód, przeszedł szkolenie cichociemnych, a potem dwukrotnie odbył drogę do Polski i z powrotem do Londynu, skacząc nad Polską ze spadochronem. Po wojnie aresztowany przez UB został zwolniony w wyniku interwencji Stanisława Mikołajczyka. Po ucieczce Mikołajczyka na Zachód także Chciuk wybrał emigrację. Współtworzył sekcję polską Radia Wolna Europa, w której pracował do emerytury. Cały czas działał także w harcerstwie. Dopiero w 1991 roku mógł odwiedzić Polskę. Zmarł w 2001 roku.

A co w tym gronie robi wspomniany na wstępie autor popularnych książek dla młodzieży?
Adam Bahdaj, któremu zawdzięczamy „Podróż za jeden uśmiech”, czy „Do przerwy 0:1” w pierwszym spontanicznym okresie ruchu kurierskiego przeprowadzał polskich żołnierzy na Węgry. Zagrożony aresztowaniem w grudniu 1939 roku uciekł do Budapesztu, gdzie już pozostał. Dla siatki kurierskiej był już „spalony” i nieprzydatny. Po wojnie Bahdaj opisał pracę kurierów tatrzańskich między innymi w powieści „Trzecia granica”, którą dedykował Józefowi Krzeptowskiemu.

Więcej o kurierach karpackich można przeczytać na stronie Instytutu Polskiego w Budapeszcie:
https://instytutpolski.pl/budapest/pl/2021/06/03/misje-te-realizowali-specjalni-kurierzy-polscy-sportowcy-przewodnicy-tatrzanscy-gorale-mistrzowie-nart-osoby-ktore-tatry-znaly-jak-wlasna-kieszen/

Na zdjęciach:
1. schronisko "Murowaniec" na Hali Gąsienicowej - zdjęcie przedwojenne,
2. trasy szlaku południowego, wiodące do Budapesztu (reprodukcja z literatury o łączności zagranicznej ZWZ-AK; autor mapy nieustalony),
3. zimowe Tatry w okresie wojny,
4. żołnierz Grenzschutzu w Tatrach,
5. Józef Krzeptowski,
6. Helena Maruszarzówna na zawodach narciarskich przed wojną,
7. willa "Palace" w Zakopanem, gdzie w czasie wojny mieściła się siedziba Gestapo - złapani kurierzy tatrzańscy w większości byli tu brutalnie przesłuchiwani,
8. Tadeusz Chciuk "Celt" w redakcji Radia Wolna Europa - zdjęcie powojenne,
9. okładka książki Adama Bahdaja "Trzecia granica".

********************************************

Wyprawę Pawła Mołodeckiego można śledzić tutaj:
https://poltrax.live/samotny-wilk

oraz na jego profilu na facebooku Granica Wytrzymałości i Życie

Podajemy również link do zbiórki na rzecz Marcelinki:
https://www.siepomaga.pl/granica-wytrzymalosci-i-zycie





Adres

Aleja Niepodległości 100
Warsaw
02-514

Godziny otwarcia

Poniedziałek 08:15 - 17:00
Wtorek 08:15 - 16:15
Środa 08:15 - 16:15
Czwartek 08:15 - 16:15
Piątek 08:15 - 16:15

Telefon

+48225004981

Strona internetowa

Powiadomienia

Bądź na bieżąco: wyślemy Ci e-mail, gdy Dzieje Granic RP opublikuje nowości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu, a subskrypcję możesz anulować w dowolnym momencie.

Kontakt: Organizacja

Wyślij wiadomość do Dzieje Granic RP:

Skróty

Udostępnij