23/07/2026
„Daleko jeszcze na szczyt? Młody już wymięka?”
Usłyszałem te słowa podczas zejścia z Łysicy.
Byłem tam z synem i żoną. Zbieramy Koronę Gór Polski, więc był to dla nas kolejny świetny rodzinny wypad. Końcowe podejście jest kamieniste i dla dziewięciolatka może być naprawdę wymagające.
Kiedy schodziliśmy, mijaliśmy rodzinę z synem. Chłopiec wyglądał na zmęczonego. Wtedy jego tata, facet mniej więcej w moim wieku, rzucił do mnie:
— Daleko jeszcze na szczyt? Młody już wymięka?
Chłopiec w jednej chwili posmutniał. Odwrócił się do mamy i powiedział płaczącym głosem:
— Mamo, ale ja nie wymiękam…
Być może ojciec chciał zażartować. Może próbował zmotywować syna tak, jak kiedyś motywowano jego: zawstydzeniem, porównywaniem i podważaniem siły. Może sam całe życie słyszał, że chłopak nie powinien narzekać, okazywać zmęczenia ani potrzebować wsparcia.
Tylko że dla dziecka to nie zawsze jest żart.
Zwłaszcza kiedy takie słowa wypowiada tata — człowiek, w którego oczach syn szuka odpowiedzi na pytania:
„Czy jestem wystarczająco silny?”
„Czy tata jest ze mnie dumny?”
„Czy wierzy we mnie także wtedy, kiedy jest mi trudno?”
Jedno zdanie prawdopodobnie nie zniszczy dziecka. Ale jeśli podobne komunikaty powtarzają się regularnie, mogą zbudować w nim przekonanie, że zmęczenie jest słabością, proszenie o pomoc powodem do wstydu, a wartość człowieka zależy od tego, czy zawsze daje radę.
Taki chłopiec może później przez całe życie udowadniać innym, że „nie wymięka”. Może ignorować własne granice, ukrywać emocje, bać się porażki albo rezygnować, zanim ktokolwiek zobaczy, że coś jest dla niego trudne.
A przecież ojciec mógł powiedzieć:
„Widzę, że jesteś zmęczony, ale świetnie sobie radzisz.”
„Zrobimy chwilę przerwy i ruszymy dalej razem.”
„To trudne podejście. Jestem dumny, że próbujesz.”
„Nie musisz nikomu niczego udowadniać. Wierzę w ciebie.”
Wsparcie nie oznacza usuwania dziecku każdej przeszkody. Nie chodzi o wmawianie mu, że wszystko jest łatwe. Chodzi o to, by w chwili próby usłyszało od ojca:
„Widzę, że jest ci trudno. I nadal jestem obok.”
Bo nasze dzieci pójdą kiedyś same w świat. Zabiorą jednak ze sobą głos ojca.
Dobrze, jeśli będzie to głos, który mówi:
„Nie musisz być niezniszczalny. Możesz się zmęczyć, odpocząć i próbować dalej. Wierzę w ciebie.”
A nie głos, który przez kolejne lata będzie pytał:
„Co, już wymiękasz?”
Jak Wy odbieracie zachowanie tego ojca? Niewinny żart czy słowa, które mogą zostać z dzieckiem na długo?