25/09/2026
I TO JEST DOPIERO POLSKI FINAŁ HISTORII.
Przez lata spór o „Bolka”, teczki Kiszczaka, podpisy, ekspertyzy, biegłych i świadków.
A na końcu prokuratura umarza sprawę i w uzasadnieniu pojawia się argument, że według części świadków L**h Wałęsa miał być w tamtym czasie „wtórnym analfabetą”, słabo czytać i praktycznie nie pisać, a nawet późniejsze dokumenty Solidarności mieli przygotowywać mu inni.
Czyli wychodzi nam historia tak absurdalna, że Bareja by ją odrzucił jako przesadzoną:
lider 10-milionowej Solidarności, późniejszy prezydent RP i noblista — broniony argumentem, że z pisaniem było u niego tak słabo, że właściwie nie wiadomo, czy mógł napisać te dokumenty.
😂
I żeby było uczciwie: prokuratura nie napisała po prostu „Wałęsa był analfabetą, sprawa zamknięta”. Wskazała też, że wcześniejsza ekspertyza nie dawała stuprocentowej pewności, a próbki pisma nie były pobrane w sposób pozwalający na tak mocne wnioski.
Ale politycznie i wizerunkowo ten fragment jest zabójczy.
Bo próbując podważyć autorstwo dokumentów, stworzono obraz Wałęsy tak upokarzający, że nawet jego przeciwnicy chyba nie wymyśliliby lepszego.
„Nie udowodniono, że pisał donosy, bo być może prawie w ogóle nie pisał.”
No pięknie.
A jeszcze ciekawiej robi się dlatego, że są świadkowie, którzy temu przeczą. Józef Orzeł twierdzi, że widział Wałęsę czytającego Miłosza i samodzielnie redagującego teksty na początku lat 80.
Czyli nawet ten obraz nie jest bezsporny.
I dlatego zamiast triumfalnego:
„SPRAWA WYJAŚNIONA”
mamy raczej:
„SPRAWA UMORZONA, A PRZY OKAZJI POLSKA DOSTAŁA NOWĄ AWANTURĘ HISTORYCZNĄ.”
Najmocniejsza puenta?
Wałęsa chciał całe życie udowadniać, że nie był Bolkiem.
Prokuratura pomogła mu tak skutecznie, że przy okazji wyszło, że miał problem z alfabetem.
Historia Polski naprawdę nie potrzebuje satyryków.
Sama ich wyręcza.