16/09/2026
Wzbogaciliśmy się o kolejne dwie szafy gdańskie. Obie przyjechały do nas aż z Mönchengladbach. Obie też, zgodnie z ich zachowaną historią, zostały wywiezione z Gdańska w 1945 roku. Po ponad 80 latach wróciły więc do swojej małej ojczyzny.
Pierwsza to neobarokowa bieliźniarka z końca XIX wieku. W momencie zakupu była w złym stanie, miała duże ubytki i wymagała poważnej renowacji. Cena była jednak adekwatna do stanu zachowania. Dopiero po zakończeniu prac ponownie można było zobaczyć bogactwo jej snycerskiej dekoracji, monumentalne proporcje i architektonicznie ukształtowany front.
Drugi mebel jest młodszy, ale pod względem historii wyjątkowy. To monumentalny kabinet sygnowany przez Otto Wodetzkiego, gdańskiego rzeźbiarza i mistrza stolarskiego.
To nazwisko nie jest przypadkowe. Wodetzki jest wymieniany w dokumentacji dotyczącej wyposażenia Dworu Artusa. Na początku XX wieku wykonywał tam elementy stolarskie i snycerskie, między innymi drzwi wewnętrzne oraz części rozbudowanych fryzów, listew i dekoracji. Brał również udział w pracach przy kręconych schodach z galerią oraz przy elementach wystroju Gdańskiej Sieni. Kilkadziesiąt lat później odnajdujemy go w berlińskim Handbuch des Kunstmarktes z 1926 roku jako prowadzącego w Gdańsku handel sztuką i antykami przy Johannisgasse 57.
Nasz kabinet jest więc czymś więcej niż anonimowym meblem wykonanym „w stylu gdańskim”. Powstał w warsztacie człowieka, który znał historyczną gdańską stolarkę i snycerkę od strony praktycznej, pracując przy jednym z najważniejszych zabytkowych wnętrz miasta.
Sam mebel jest monumentalny. Zbudowano go niemal jak niewielką fasadę. Dwudrzwiowy korpus spoczywa na rozbudowanej podstawie stołowej ze spiralnie toczonymi nogami, połączonymi wiązaniem z centralną kulą. Nad nimi znajduje się szeroka partia cokołowa z szufladami oraz bogato rzeźbiony, miejscami niemal ażurowy fartuch. Front ma silny podział pionowy, głębokie profilowania i płyciny drzwi ujęte w wielokrotnie załamywane listwy. Całość wieńczy potężny, mocno wysunięty gzyms.
Mebel pokrywa bardzo bogata dekoracja snycerska. Pojawiają się w niej liście akantu, kwiaty i owoce, maski, putta, figury alegoryczne oraz heraldyka. W zwieńczeniu umieszczono uskrzydlone putta, potocznie nazywane aniołami. Obecny jest także herb Gdańska, z dwoma krzyżami zwieńczonymi koroną. Szczególne miejsce zajmują przedstawienia czterech pór roku.
Motyw ten nie był w dawnym meblarstwie gdańskim przypadkowy. W barokowych szafach sieniowych personifikacje pór roku umieszczano często w górnych narożach drzwi. Wiosnę przedstawiano z kwiatami, Lato z kłosami zbóż, Jesień z owocami lub winogronami, a Zimę jako starszą, ciepło odzianą postać ogrzewającą ręce nad ogniem. Pierwsze trzy pory roku przybierały zazwyczaj postać młodych kobiet. Zima przypominała o przemijaniu i zamykaniu się rocznego cyklu.
W dolnych partiach drzwi pojawiały się dekoracje akantowe, putta i rogi obfitości. Cały program mówił o rytmie natury, upływie czasu, pracy, urodzaju i dobrobycie. Były to znaczenia czytelne zarówno dla gdańskich kupców, jak i dla zamożnych gospodarzy na Żuławach, których pozycja zależała od ziemi, plonów, handlu i powtarzalności cyklu przyrody.
Kilka dni po zakupie kabinetu trafiłem na wydany w 1917 roku przewodnik Hansa Friedricha Seckera po zbiorach gdańskiego muzeum: Die Kunstsammlungen im Franziskanerkloster zu Danzig. Secker poświęca w nim dużo miejsca słynnym gdańskim szafom, określanym jako Danziger Dielenschränke lub dolnoniemieckim słowem Schapp. Pisze o ich światowej sławie, monumentalności, architektonicznej konstrukcji, ciemnym drewnie, kolumnowych podziałach oraz coraz bogatszej dekoracji rozwijającej się od XVII wieku.
Opisuje również przemiany ich formy. Około 1560 roku gdański Schapp był jeszcze dwukondygnacyjny, a jego front dzieliło sześć niewielkich kolumn. Około 1600 roku pojawiły się szafy z dwojgiem wielkich drzwi oraz trzema masywnymi kolumnami. W ciągu XVII wieku kolumny stawały się smuklejsze, a później zastępowano je półfilarami i lizenami pokrytymi rzeźbionymi wiciami roślinnymi. Pośrodku coraz bardziej rozbudowanego gzymsu umieszczano kartusz z herbem lub innym przedstawieniem. Około połowy XVII wieku nad kartuszem wykształciło się charakterystyczne gdańskie wypiętrzenie zwieńczenia, charakterystyczne wygierowanie, znane jako Danziger Kopf. Podobne znajdziemy na fasadzie podcienia.
Najbardziej znaną formą stała się wielka szafa sieniowa, produkowana w gdańskich warsztatach przede wszystkim w latach 1700–1720. Miała masywną konstrukcję, silnie profilowane gzymsy, wypukłe płyciny drzwi oraz bogatą snycerkę. Górny gzyms był wypiętrzony i przełamany pośrodku. Właśnie ten element odróżniał gdańskie szafy od wyrobów hamburskich i lubeckich.
Na pilastrach oraz w polach drzwi pojawiały się akanty, kwiaty, owoce, małe zwierzęta, postacie alegoryczne i biblijne, ewangelistów, galopujących rycerzy, putta oraz aniołów dmących w trąby. Tak rozbudowany program dekoracyjny nie służył wyłącznie ozdobie. Szafa była jednym z najważniejszych reprezentacyjnych mebli domu i wyraźnym znakiem majątku właściciela.
Secker opisuje także dawną gdańską sień. Obok wielkiej szafy znajdowały się w niej skrzynia, prasa do bielizny, szafka ścienna oraz stół na spiralnie toczonych nogach. Wnętrze uzupełniały bogato rzeźbione schody, holenderskie flizy, blakery, obrazy, zegar oraz zawieszony pod stropem model uzbrojonego statku handlowego.
Jednocześnie Secker bardzo ostro krytykuje modny w jego czasach Alt-Danziger Stil, czyli masowe produkowanie nowych mebli udających dawny Gdańsk. Wymienia bufety, kanapy z rozbudowanymi nadstawami i biurka ozdabiane skręconymi kolumnami. Sama obecność kolumn, herbów i rzeźb nie wystarczała mu, aby uznać taki mebel za dobrą kontynuację tradycji. Liczyły się jakość wykonania, konstrukcja, proporcje, piękno i użyteczność.
I tu historia naszego kabinetu robi się naprawdę ciekawa. Powstał przecież właśnie w epoce wielkiego zainteresowania dawnym Gdańskiem. Wykonał go jednak człowiek, który nie znał tej tradycji wyłącznie z katalogów. Pracował przy historycznych wnętrzach Dworu Artusa, był rzeźbiarzem i mistrzem stolarskim, a później również handlarzem sztuką i antykami.
Dlatego coraz mniej patrzę na ten mebel jedynie jako na efektowny przykład „stylu starogdańskiego”, a coraz bardziej jako na świadectwo konkretnego momentu w historii Gdańska. Był to czas, kiedy dawne rzemiosło nie tylko kolekcjonowano i konserwowano, ale również próbowano je na nowo interpretować.
Właśnie ta granica pomiędzy kopią a świadomą kontynuacją tradycji wydaje mi się w nim najciekawsza.
Dwie szafy z Mönchengladbach nie są oczywiście pierwszymi meblami gdańskimi, które trafiły do naszego domu. W sieni stoi szafa, która znajdowała się tutaj już w latach 80. XX wieku. W 1991 roku została przekazana do depozytu Muzeum Gdańska i przez lata zdobiła pokój VIP w Dworze Artusa. W 2017 roku kupiliśmy ją, wycofując depozyt, dzięki czemu po blisko 30 latach wróciła na swoje dawne miejsce.
Mamy również neobarokową bieliźniarkę z końca XIX wieku, pochodzącą z inwentarza zabytkowego zespołu folwarcznego Haus Giesking w okolicach Münster. Jej forma została zainspirowana dawnymi barokowymi szafami gdańskimi, chociaż ze względu na pochodzenie bezpieczniej określać ją jako mebel północnoniemiecki w stylu gdańskim.
Kolejny mebel to dębowa szafka na wysokiej podstawie stołowej, datowana na około 1870–1880. Również ona została w 1945 roku wywieziona z Gdańska do Niemiec, a po latach odnaleźliśmy ją w Berlinie. Kilka naszych kabinetów i bieliźniarek wymagało poważnych prac, które wykonała pracownia Adama Samulewicza w Tczewie.
Do tego dochodzą dwa gdańskie stoły z intarsjowanymi na blatach ośmioramiennymi rozetami gwiaździstymi, kolejny rozkładany stół kupiony w Poznaniu oraz komplet czterech krzeseł. Spiralnie toczone nogi należą do najbardziej rozpoznawalnych cech gdańskich stołów. W dawnych egzemplarzach łączono je wiązaniami, a oskrzynienia oraz rzeźbione fartuchy dekorowano akantem, kwiatami, maskami, puttami i scenami figuralnymi.
W bibliotece stoi przedwojenne biurko sopockie o ciekawym układzie wewnętrznych szuflad, również odrestaurowane przez Adama Samulewicza. Są także dwa fotele z końca XIX wieku, kupione od wietnamskiego przedsiębiorcy mieszkającego pod Gdańskiem. Transakcję zakończyliśmy filiżanką przygotowanej po tajsku kawy Black Ivory.
Obok mebli gdańskich mamy oryginalne, osiemnastowieczne meble elbląskie, między innymi intarsjowaną szafkę narożną i skrzynię posagową, a także sprzęty związane z Malborkiem i Sztumem. To właśnie meble pochodzące z tych ośrodków tworzyły najbardziej charakterystyczne, reprezentacyjne wyposażenie domów zamożniejszych gospodarzy na Żuławach.
Oczywiście u nas skala zaczyna już zahaczać o lekką przesadę. Takiej liczby monumentalnych mebli gdańskich z pewnością nigdy w tym domu nie było. Nie próbujemy jednak odtwarzać jednego, konkretnego historycznego inwentarza. Tworzymy kolekcję przedmiotów należących do artystycznej tradycji regionu.
Większość z nich powstała pod koniec XIX lub na początku XX wieku i jest neobarokową interpretacją dawnych gdańskich wzorów. Część została wywieziona z Gdańska w 1945 roku. Inne rozproszyły się po północnych Niemczech, Berlinie, Münster, Poznaniu i okolicach Gdańska. Każdy ma własną historię, ale razem zaczynają tworzyć spójną opowieść.
Po dziesięcioleciach wracają do regionu, z którego pochodzi ich forma, ornamentyka i kulturowa tożsamość. W zabytkowym domu podcieniowym ponownie znajdują dla siebie naturalne otoczenie.
W pewnym sensie tworzymy w ten sposób kolejny okres świetności tego domu, jakkolwiek nieskromnie to brzmi.